Jeszcze Orda nie zginęła
Marie Favreau skupia się na okresie między XII i XV wiekiem, od czasów Czyngis-chana, przez wielkie podboje, po okres uznawanym za stopniowy upadek państwa Mongołów – jeśli zerkniecie do Wikipedii, rok 1502 uznawany jest za cezurę końca Wielkiej Ordy. Jednak historyczka wspomina też o dziedzictwie tego niebywałego przedsięwzięcia kultywowanym w Mongolii i sąsiadujących z nią krajach, a nawet w Ukrainie, Rosji czy Polsce. I nie ma na myśli jedynie tradycji podobnych do krakowskiego Lajkonika.
W tytule mojej recenzji widzicie odwołanie do Warcrafta, a to dlatego, że właśnie to słowo, horda, zostało zapożyczone do licznych języków w czasach świetności Mongołów. Jak doskonale wiecie z fantastyki, koncept mobilnego, nomadycznego imperium rządzonego z końskiego grzbietu lub pieszo jest wciąż żywy w umysłach twórców i czytelników.
Przyznacie, że za ordą ciągnie stepowy wiatr i poczucie, że można pogalopować w siną dal nieograniczoną żadnymi przeszkodami! Żadna z takich historii nie zdobyłaby wielkiej popularności, gdyby nie nasza zbiorowa pamięć o, w polskim kontekście, Tatarach. Czy przesadnie romantyzujemy nomadów kojarzących się przecież z brutalnymi najazdami? Jak przekonacie się z książki Favreau, wcale niekoniecznie.
Autorka wprost porusza to zagadnienie – w krajach Europy Środkowo-Wschodniej o Mongołach wspomina się przecież na lekcjach historii jako o łupieżczych hordach, barbarzyńcach, okupantach. Jak to z oficjalnymi narracjami bywa, to jedynie część prawdy, a może po prostu propaganda, w końcu wędrowne ludy to dla porządnego państwa nic tylko kłopot i nieporządek.
Jak wskazuje Favreau, na przykład zajęcie terenów Rusi przez Mongołów umożliwiło włączenie ich do sieci bezpiecznych szlaków wymiany handlowej, uporządkowało administrację i zaowocowało ogromnym rozwojem tych terenów. Znajdziecie też wzmianki o kontaktach Ordy z Litwą, a potem Rzeczpospolitą Obojga Narodów, uznawanymi przez Mongołów za lenników, ale wartych wsparcia wojskowego. Wczytanie się w te fragmenty naprawdę zmieni wasze postrzeganie historii regionu.
Sławne stepy
Jak to w książce historycznej, również w Ordzie sporo mówi się o bitwach i imperialnej polityce. Jeśli grywacie w Cywilizację, w tych rozdziałach poczujecie się jak w domu. Favreau opisuje przebiegłe wojenne strategie, wyrafinowaną organizację poczty i administracji mobilnego imperium, święta związane z gospodarką opartą na hodowli koni… oraz pojawianie się kupców z terenów śródziemnomorskich czy chrześcijańskich misjonarzy i niepokoje, jakie to powodowało.
Dowiecie się, jak skomplikowana i niestandardowa była polityka religijna poszczególnych części składowych Wielkiej Ordy i jakie spory toczyli ich przywódcy – zarówno na planie międzynarodowym, jak i domowym. Wreszcie, jak wysoce kolektywistyczna kultura władzy zmieniała się w tym imperium pod wpływem kontaktów z (dosyć krwiożerczym) Bizancjum.
Ta książka odkłamuje też wizję Mongołów jako brutalnych barbarzyńców. Po pierwsze, jak wspomniałam wyżej, opisuje wyrafinowanie polityki Ordy na przestrzeni wieków. Po drugie, nie da się w niej uniknąć wątków feministycznych, bo w tym imperium kobiety były posiadaczkami ziemi, zarządzały wielkimi dworami, ale bezpośrednio wpływały także na politykę, przy czym wcale nie musiały tego robić zakulisowo. Wreszcie, Favreau wspomina także o legendarnym przecież bogactwie nomadów i ich umiłowaniu piękna.
Ostatnio odświeżam sobie Baudolino Umberto Eco, którego akcja dzieje się właśnie w XII wieku, i Orda świetnie z nim rezonuje. U Favreau pojawiają się nawet cwani Genueńczycy, tak samo przewrotni i wszędobylscy jak u Włocha! Orda niewątpliwie rzuca ciekawe światło na wszelkie fantasy, w którym pojawiają się nomadzi, a może wam się przydać także do prozy, jeśli sami piszecie o stepie szerokim i jego konnych wojownikach.

