Jedyna nadzieja
Sztuka opowiadania historii towarzyszy ludzkości pewnie od momentu, kiedy nauczyła się składać zdania. A może wystarczyło pokazywanie palcem, dramatyczne miny, kilka kresek na piasku? Jakkolwiek się to nie zaczęło, niewątpliwie było warto. Relacjonowanie i wymyślanie dramatycznych wydarzeń wciąż nas ekscytuje. A artyści są w stanie wiele poświęcić, żeby móc podzielić się z innymi swoją wersją epickiej, wzruszającej czy przerażającej opowieści o życiu.
W Wojnach… przeczytacie o tym, jak wiele pracy i wiary wymagało od Lucasa spełnienie potrzeby opowiedzenia o farmerze, piracie i księżniczce, i jak bardzo potrzebował tej kosmicznej bajki, żeby pozostać filmowcem. Kreska Roche’a ukaże Wam twarze ludzi, którzy go w tym przedsięwzięciu wspierali (w tym Stevena Spielberga), ale też chwile mrocznej beznadziei. Z jednej z nich wyciągnęła książka Josepha Campbella Bohater o tysiącu twarzy – to z niej pożyczyłam straszący w tytule tej recki monomit. Ten tekst z pogranicza antropologii, mitoznawstwa i literaturoznawstwa porównawczego stawia tezę, że ludzkość nie tylko opowiada od dawna, ale też ciągle powtarza mniej więcej tę samą historię. Czytany dzisiaj (w 2025 ukazało się u nas nowe wydanie) nieco trąci myszką i przeraża chaosem skojarzeń, ale wciąż inspiruje. W przypadku reżysera Nowej nadziei stał się bodźcem do (kolejnego) przepisania scenariusza, po którym stał się bardziej naładowany emocjami i uniwersalny. To żywa ilustracja rady, jaką można usłyszeć czasem podczas spotkań literackich – jeśli chce się pisać, najpierw należy dużo przeczytać.

Szybciej i intensywniej!
Jeśli jesteście fanami Star Wars, zdarzyło Wam się czytać wywiady z osobami zaangażowanymi w stworzenie IV epizodu, znacie książki Carrie Fisher, ten komiks Was nie zaskoczy. Hopman i Roche zdawali sobie z tego sprawę. Celem tego tomu nie jest ujawnienie nieznanych skandali ani rzucenie nowego światła na osobę Lucasa. Ma raczej rzetelnie zebrać to, co wiemy o jego karierze przed 1975 rokiem oraz o pracy nad Nową nadzieją. Rzetelnie i interesująco, zgodnie z hasłem “szybciej i intensywniej”, które aktorzy słyszeli od ojca Gwiezdnych Wojen przy każdym kolejnym powtórzeniu sceny.
Nic nowego, czyli nie warto sięgać po Wojny? Bynajmniej. Dla fanów to użyteczne podsumowanie ze sporą bibliografią, co na pewno pomoże przy dyskusjach czy przygotowywaniu prelekcji. Dla jeszcze-nie-fanów… właściwie to samo, tylko więcej się dowiecie, poznacie też klasyczne anegdotki z planu (i nie, nikt nie złamał palca kopiąc hełm, nie ta superprodukcja). Komiks uświadamia czytelnikom także ogrom pracy, w tym zespołowej, który złożył się na tak nam dobrze znane dwie godziny filmu.
Przy okazji czytania Hopmana i Roche’a zwróćcie też uwagę na tłumaczkę, Martę Dudę-Gryc. To fanka i specjalistka od Gwiezdnych Wojen, ma wieloletnie doświadczenie w przekładaniu komiksów i książek z tego uniwersum. Szukajcie jej na festiwalach komiksowych i fantastycznych, bo świetnie opowiada o swojej pracy (tu możecie posłuchać mojej rozmowy z nia i Pauliną Kwaśniewską z poznańskiego PFSK 2025).
Pierwszy tom (dziś już wiemy, że będą co najmniej trzy) Wojen Lucasa to szybka i intensywna, a przy tym poparta porządnych researchem, opowieść o trudnych początkach i wielkim triumfie Nowej nadziei. Hpoman i Roche sami czerpią z monomitu, pokazują przecież drogę bohatera, a raczej biednego, zwykłego chłopaka, który dopiero się nim stanie. Dla fanów i dla tych, których dopiero zamierzacie zrekrutować do rebelii.
