Wejdźcie do głowy Marcina M.
Drużyna do zadań specjalnych to gra oparta na cyklu książek, a konkretnie trzech pierwszych, o tym samym tytule, a sprawcą całego zamieszania jest Marcin Mortka, który wypuścił już siedemnaście tomów (na dzień pisania recenzji), licząc ze wszystkimi pośrednimi wydaniami.
Cała akcja opisuje życie Edmunda, pieszczotliwie nazywanego Kociołkiem, który jest przykładnym mężem, ojcem i prowadzi karczmę, jednak przeszłość go dopada. Niegdyś żołnierz księcia Stefana, musi wyruszyć w drogę, aby zmierzyć się ze Złem czy innym dziadostwem. Nie jest w tym wszystkim sam, wszak nie bez kozery seria nazywana jest Drużyną. Towarzyszą mu: rycerz Doli, goblin z dobrą orientacją w terenie, lekko zaburzony elf, rzucający się w oczy krasnolud, mroczny guślarz. Ich imiona to Eliah, Gramm, Żychłoń, Zwierzak, Urgo, ale sami musicie odkryć, kto jest kim w tej całej plątaninie. Tak rozpoczyna się przygoda, która przez zacnego autora jest szeroko kontynuowana i dała pomysł na grę planszową.

A kto tu namieszał?
Karkołomnego zadania stworzenia Drużyny do zadań specjalnych podjął się nie kto inny, a Jan Maurycy Święcicki. Na rynku możecie dorwać inne jego dokonania, a mianowicie Thorgala i grę opartą na bohaterze książkowym – Jakubie Wędrowyczu (bohater powieści autorstwa Andrzeja Pilipiuka). Kwestię wizualną ogarnęła Hanna Kuik, której prace możecie zobaczyć chociażby w Batman: Wszyscy Kłamią czy Podziemnym Imperium.
W solidnym pudełku znajdują się same znakomitości. Karty: po sześćdziesiąt Akcji i Scen, szesnaście Specjalnych umiejętności, piętnaście toru Złego. Żetony: szesnaście Ran, po jednym torze Złego oraz aktywnego gracza. Znaczniki: osiem Postępu, cztery Sceny. Sześć kafelków Bohatera, plansza postępu, osiem kości Przygody i jak zawsze pomocna Instrukcja. Ta ostatnia jest napisana przejrzystym językiem i wyjaśnia wszelkie niuanse oraz wątpliwości podczas rozgrywki. W pudełku wszystko ma swoje miejsce, na karty zrobiono przegródki, są też woreczki strunowe na mniejsze elementy. Wydaniem zajęli się spece od Portal Games, więc moje oczekiwania były bardzo wysokie.

Czas przenieść fabułę na karty do gry
Czas przejść do rozgrywki i wrażeń z nią związanych. Cała zabawa opiera się w dużej mierze na kartach, gdzie poszczególni bohaterowie mają swoje talie ze specjalnymi umiejętnościami oraz wyjątkowymi cechami, a dzięki nim można pokonać pięciu złoli. Broń podnosimy na arenie czterech kart, jeśli tylu jest graczy noszących nazwę Sceny. Należy je pokonywać, aby nie przeszło na nas ich złe działanie oraz by zdobyć specjalne zdolności. Następnie każdy z graczy stosuje kartę między dwie Sceny, co skutkuje zwiększeniem wartości. Wszystko wydaje się piękne, ponieważ pędzimy w kierunku wygranej i osiągnięcia poziomu Cechy, jednak finał może być różny. Poboczne karty Scen również podbijane są w stawce, co nie zawsze nie prowadzi do ich pokonania. Wręcz przeciwnie – karta może odpaść z gry, ponieważ wejdzie w pole rażenia z Toru Złego. Wszystko trzeba rozpracowywać taktycznie i zwracać uwagę na szczegóły – chwila nieuwagi i ze znacznego sukcesu popadamy w tarapaty. Priorytetowym zadaniem jest pokonanie obecnego przeciwnika, pojawiającego się na specjalnym arkuszu Sceny. Zakończyć rozgrywkę może również wyczerpanie się stosu ze Scenami. Z mniej przyjemnych zakończeń: kiedy Tor Złego zetknie się z Porażką, ktoś nie może zagrać karty lub otrzymaliśmy tak wiele ciosów, że nie ma szansy na dalszą walkę.

Niby prosto, ale tak nie do końca
Opis wydaje się banalny, same zasady też, jednak to tylko pozory, bo choć Drużyna do zadań specjalnych jest przyjemną karcianką, to czasem potrafi przyprawić o ból głowy. Bardzo dużo zależy od logicznego, taktycznego podejścia i spostrzegawczości. Trzeba zawsze mieć zapas kart oraz bacznie obserwować Tor Złego, mieć na uwadze Sceny, które mogą wypaść w nieoczekiwanym momencie, rzuty kośćmi, aby otrzymać specjalne właściwości, a nie utrudnienie zadania. Dodatkowo arkusze z puli dobiera się tylko po pokonaniu Sceny.
Mimo prostych zasad i logicznych działań tytuł zapewnia zabawę na długie godziny. O przebiegu często decydują rzucane kości. Tytuł przeznaczony jest dla graczy od dwunastego roku życia, a zasiąść do niej można solo lub w, maksymalnie czworo. Polecam większą liczbę graczy, ponieważ wtedy jest jeszcze weselej. Rozgrywka średnio trwa godzinę, jednak, jeśli los przestaje sprzyjać – znacznie krócej.
Mimo że Drużyna do zadań specjalnych oparta jest na serii książek, to nie trzeba ich znać, żeby czerpać przyjemność z rozgrywki. Oczywiście jest dużo nawiązań, a przedstawiony świat odnosi się do fabuły, lecz osoby postronne na pewno się odnajdą. Jest to tytuł, który na pewno urozmaici kolekcje fanów Marcina Mortki, ale też da radość miłośnikom karcianek oraz dobrej zabawy.

Ładne to takie i polskie
Uważam, że tytuł został dobrze dopracowany w kwestiach wizualnych. Bardzo łatwo można poznać postacie, rzucają się w oczy, a grafiki są perfekcyjnie wykonane. Całość jest w wyrazistych barwach, moim zdaniem odnoszących się szczególnie do pierwszego tomu. Elementy dobrze wykonano, a cytaty pojawiające się na kartach dodają dodatkowego smaczku. Czasem czcionka jest mniejsza, co niektórym może sprawić problem.
Drużyna do zadań specjalnych przypadnie do gustu fanom twórczości Marcina Mortki, fantastyki, dobrej zabawy i karcianek. Nie liczcie jednak na dodatkowy akapit w przygodach Kociołka i ekipy, jest to bardziej rozbudowanie ich świata za pomocą wizualnych dodatków.