Piątek – luzy
Targi, jak co roku, rozdzielone były na dwie główne sale oraz kilka mniejszych, w których czekała bardziej kameralna zabawa oraz miały miejsce dedykowane prelekcje. Pierwszego dnia zarówno w hali ze stoiskami wystawców, jak i w strefie testowania gier było bardzo luźno. Piątek stanowił idealną okazję, by rozejrzeć się po ofertach sprzedających, zrobić zakupy oraz prześledzić historie powstawania prototypowych produkcji. Miałem wrażenie, że stoisk było nieco mniej niż w roku poprzednim, aczkolwiek nadal dużo. Przede wszystkim na odwiedzających czekały gry planszowe przeróżnego rodzaju, od dzieł przeznaczonych dla dzieci, aż po figurkowe bitewniaki. Jeżeli czegoś tam nie dało się znaleźć, znaczy najwyraźniej, że to nie istnieje.
Ponadto goście mieli multum okazji do zaopatrzenia się w planszówkowe (i nie tylko) gadżety. W tym komiksy, puzzle, maskotki, figurki, breloki czy słowiańska biżuteria, a nawet nasze rodzime klocki spod szyldu COBI. Znalazło się także miejsce na planszę do wielkich szachów – zupełnie jak w Harrym Potterze. Gratka szczególnie dla najmłodszych.
W sali Games Room jak co roku rozstawiono stoliki, a pośrodku umieszczono wypożyczalnię gier. Podobnie jak wśród stoisk i tutaj miejsca było tego dnia naprawdę sporo, a kolejek praktycznie nie było. Na dodatek przychodzący mogli skorzystać z restauracji na piętrze targów lub zaspokoić drobniejszy głód w Games Roomie, gdzie również czekała strefa gastro wraz ze stoiskiem z rzadko spotykanymi smakołykami
Sobota – klasyka
Drugiego dnia targów kolejek nie było — z wyjątkiem tej przy wejściu.Nie bez powodu zrobiłem większość zakupów dnia poprzedniego. W pierwszy dzień weekendu odwiedzających wpadło zdecydowanie więcej. W pomieszczeniu ze stoiskami było bardzo ciężko dotrzeć do wybranych produktów. Swobodny wybór okazał się jeszcze trudniejszy. Czym prędzej, głodny gry uciekłem więc do Games Roomu. Tam niestety dla mnie, stety dla organizatora, nie było lepiej. Poszukiwanie wolnej chociaż połowy stolika do obsadzenia zajęło kilka dobrych minut. Gdy to się w końcu udało, rozrywka była świetna. Wypożyczalnia dysponowała całkiem sporym wyborem, który w większości spełniał oczekiwania. Od prostych karcianek po ogromne plansze działań wojennych czy turniejów na czas. Była to doskonała szansa na przetestowanie produkcji przed zakupem. Jednak w tym roku okazało się, że nie było do dyspozycji gry, której nie udało mi się dorwać do testów zeszłym razem. Byłem tym faktem nieco zawiedziony. Mimo wszystko wyszedłem stamtąd całkiem zadowolony. Spędziłem na graniu dobrych parę godzin, wspomagając się tamtejszą ofertą gastro. Pod koniec dnia, gdy goście nieco odpuścili, udało mi się jeszcze dokończyć zakupy przed opuszczeniem gmachu EXPO.
Niedzielę postanowiłem już odpuścić. W sobotę pytałem wystawców, czy jest szansa na pojawienie się na stoiskach czegoś nowego, czego nie było w ofertach przez ostatnie dwa dni. Spotykałem się z odmownymi odpowiedziami. Zakupy zrobione, produkty obejrzane, w planszówki pograne. Wystarczyło mi to.
Warto też dodać, że między stoiskami były wystawy tematyczne oraz możliwość pojeżdżenia niemal dwumetrowym LEGO – autobusem wzorowanym i w barwach maszyn krakowskiego MPK! Ponadto znajdowało się tam też podwyższenie ze sceną, gdzie przeprowadzano wywiady czy prowadzono ogólne prelekcje. Sporym zainteresowaniem cieszyła się pogadanka o grach planszowych używanych jako pomoc w terapiach psychologicznych.
Podsumowując, Book Game warto było odwiedzić także w tym roku. Może i targi nie były tak okazałe, jak je zapamiętałem z ostatniego razu, to muszę przyznać, że bawiłem się świetnie. Sądzę, że zdecydowana większość gości wychodziła z EXPO usatysfakcjonowana oraz ze znacznie lżejszym portfelem.
Wydarzenie okiem redaktora Mariusza „Mario” Pietrzaka
Zgodzę się z Wojtkiem, że pogoda dała popalić, jednak nie przeszkodziło to, by w środku EXPO zaznać atrakcji i mnóstwa zabawy. W tym roku ponownie korzystałem z wydarzenia na 100%. Plan zakupowy lekko wymknął się spod kontroli, ale tak to jest, jak widzi się mnóstwo pięknych rzeczy. Dodajmy do tego fakt charyzmatycznych sprzedawców i złotówki umykają migiem. Paradoksalnie, zawsze cieszę się z zakupów „spontanicznych”, bo to kompletnie inny rodzaj kupowania, gdy siedzisz przed komputerem i zastanawiasz się 30 razy, czy na pewno tego chcesz. Takie wydarzenia dają większy luz i można na więcej sobie pozwolić. Jedynie nietrafionym w mojej opinii pomysłem było zaproszenie banku, gdzie umówmy się, na takich wydarzeniach nie chce się myśleć o zakładaniu konta bankowego, a po jednym zaczepieniu w trakcie robienia zdjęć, unikałem ponownego pojawienia się w tym samym miejscu.
Nie odmówiłem sobie również prelekcji, Games Roomu czy sesji RPG. Każda z tych aktywności wzbudziła we mnie wiele emocji, chociaż nie zawsze pozytywnych. Jedna z wysłuchiwanych przeze mnie prelekcji odnosiła się do tworzenia gier planszowych, gdzie rozmawiano z Szymonem „Grymonem” Cogielem, Michałem „Miśkiem” Słoniną oraz Wojciechem Rzadkiem. Na Games Roomie udało się przetestować wiele ciekawych tytułów, jak Terraformacja Marsa: Gra Kościana, Eldritch Horror czy Sushi Dice. Niestety spotkało mnie również ogromne rozczarowanie w postaci Małego Epickiego Cthulhu od wydawnictwa Galakta. Myślałem, że tytuł kupię, ale po rozgrywce zostałem mocno od tego pomysłu odrzucony. Przy sesji RPG zdecydowałem się na wypróbowanie systemu Jedynego Pierścienia i kampania hobbitów, prowadzona przez Black Monk Games, spodobała mi się ogromnie.
Wszystkie dotychczasowe targi BookGame to dla mnie wydarzenia naprawdę atrakcyjne. Mnóstwo ciekawych aktywności, nie tylko związanych z grami planszowymi, świetna atmosfera oraz bogata oferta wydawców zapewniają Krakowskim targom wysokie miejsce w moim osobistym rankingu eventów planszówkowych. Na kolejną edycję, która odbędzie się za rok 19-21 marca, ponownie się wybiorę i przepowiadam przyszłość, że kolejny raz oczarują mnie możliwości, jakie napotkam w hali EXPO.