Eryk jest nastolatkiem, który próbuje przywołać potężnego demona. I faktycznie udaje mu się kogoś ściągnąć, ale trafia na przeciwieństwo swoich oczekiwań. W jego pokoju pojawia się znany z poprzednich części Świata Dysku Rincewind – najmniej utalentowany mag, jakiego można sobie wyobrazić.
Szybko okazuje się, że bycie uwięzionym przez nastolatka nie należy do najprzyjemniejszych sytuacji, jakie mogły mu się przydarzyć, szczególnie gdy ten nie zamierza słuchać żadnych tłumaczeń o braku magicznych umiejętności swojego więźnia.
Młody chłopak zakłada, że Rincewind zna się na magii, dlatego daje mu ultimatum – odzyska wolność, jeśli ten spełni jego trzy życzenia. I jak często w takich przypadkach bywa, tak i tym razem sprawdza się znane ostrzeżenie – uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić.
Eryk przekonuje się, że jego marzenia mogą stać się rzeczywistością w sposób, jakiego nie przewidział. I że szczęście nie polega na byciu bogatym, nieśmiertelnym i otoczonym pięknymi kobietami.
Eryk to dziewiąty tom całej serii, a jednocześnie czwarty podcyklu o Rincewindzie. Tym razem dzięki podróżom bohaterów dostajemy nieco informacji o mitologii, historii i podziemiach wykreowanego uniwersum. Odwołań do przeróżnych dzieł kultury jest tu pełno.
Prachett ponownie pokazuje nam, jak absurdalny może być świat, szczególnie ten płynący przez kosmos na skorupie żółwia, podtrzymywany przez cztery słonie. Tam wszystko jest możliwe, a jeśli wydaje wam się, że nie, to tylko dlatego, że przeczytaliście za mało tomów Świata Dysku. Na szczęście wydawnictwo Prószyński i S-ka cały czas wydaje kolejne części z pięknymi okładkami i w twardej oprawie, więc możecie te braki nadrabiać na bieżąco.
Chociaż Eryk jest dosyć krótką powieścią, udało się w niej zmieścić sporo treści. Jak zawsze podczas lektury książki Pratchetta uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Cała twórczość autora jest godna polecenia, szczególnie jeśli lubi się specyficzne poczucie humoru.
