Wilki nie są tym, czym się wydają
Hotel na skraju lasu zapowiadał się początkowo na bardzo mroczną, ale kameralną historię. Raczej w gatunku grozy, choć osadzona w jakimś postapo, być może nawet niekoniecznie na Ziemi. Może wręcz ekohorror? W końcu punktem wyjścia było dziwne, agresywne zachowanie wilków zamieszkujących tytułowy las i ich tajemnicze śmierci.
Drugi tom opowiada o tych wydarzeniach już nieco innym tonem. Na początku wyda wam się, że Magdalena Hińcza pójdzie w stronę noir, a my będziemy śledzić amatorskie dochodzenie w sprawie tajemniczych buteleczek i sprzedających lub transportujących je ludzi. Stopniowo perspektywa robi się coraz szersza, nie tylko dzięki temu, że bohaterowie podróżują do miasta, a w samym hotelu pojawia się coraz więcej osób. Powolutku zaczniecie się orientować, że nawet jeśli czytacie ekohorror, to na pewno coraz silniej wybrzmiewają w nim nadnaturalne, bardzo tajemnicze tony. A ich źródłem jest chorowita, eteryczna blondynka Julia, która w poprzednim tomie wydawała się przecież jeszcze dzieckiem.
Od samego początku, przede wszystkim za sprawą obrazów rozległych trawiastych równin, Hotel skojarzył mi się z powieścią Trawa Sheri Tepper. Ta intuicja ciągle mnie męczy, nawet pod nieobecność elementu, który jest dla niej równie ważny jak zieleń – ogromnych rogatych rumaków, wlichów. Skoro mamy do czynienia z wielkim, drewnianym hotelem pod lasem, niepokojem, nagłymi śmierciami i mistyką, nie obejdzie się bez skojarzeń z Miasteczkiem Twin Peaks. Zamiast sów są tu kruki (obecne już na okładce), bohaterki nie noszą się tak szalenie elegancko… ale chyba tak to już jest, że kto w latach 90. miał telewizor, myśli o Lynchu przy okazji mrocznych i dziwacznych opowieści.

Robi się tłoczno
Powtórzę: pierwszy tom Hotelu zapowiadał kameralną historię. Nie zakładałam, że ograniczy się do tytułowego miejsca, myślałam jednak, że poznamy przede wszystkim jego okolice, czasem tylko słysząc o wielkim świecie. Tymczasem stopniowo nie tylko pojawia się coraz więcej nowych twarzy, ale echa tego, co poza równinami zaczynają brzmieć jak donośny burzowy pomruk. Narastający strach bohaterów motywowany jest wciąż przez ryzyko spotkania ze zwierzęciem, jak już się domyślają, chorym i dlatego zachowującym się nietypowo. Ale końcówka… Końcówka zapowiada, że trzecia odsłona serii może nas zaskoczyć swoim rozmachem.
Dotąd myślałam, że Hotel na skraju lasu będzie trylogią, teraz widzę, że twórcy mogą mieć zakusy na epicką sagę. Spodziewam się, że wypłynięcie na szersze wody będzie oznaczało duże zmiany nie tylko dla postaci, ale i czytelników. Duszna atmosfera kontrastująca z szerokimi, trawiastymi przestrzeniami kuszącymi podróżnych musi przejść w coś zupełnie innego. Mam uzasadnione obawy, że niezbędne będzie też trochę polityki. Czy wątek nadnaturalny wytrzyma w takim natłoku? Już teraz nie wydaje mi się najmocniejszym elementem całości, ale wierzę, że Hińczowie mają na niego pomysł wychodzący poza fantasy. Byle tylko w wielości pomysłów nie zniknął ekohorror, który najbardziej przyciągnął mnie do tego tytułu.
