Fragmenty, nie opowieści
Album składa się z siedmiu krótkich historii przygotowanych przez różnych polskich twórców. Nie są one ze sobą powiązane fabularnie, a jedynym wspólnym mianownikiem pozostaje erotyzm oraz szeroko pojęta fantastyka. Na kartach komiksu pojawiają się więc zarówno motywy znane z baśni czy mitów, jak i elementy science fiction.
Warto jednak podkreślić, że trudno mówić tu o pełnoprawnych opowieściach. Każda z historii sprawia raczej wrażenie fragmentu większej całości – wycinka skupionego na konkretnym momencie, często podporządkowanego jednej scenie. Brakuje klasycznego rozwinięcia czy pogłębienia fabuły, co niekoniecznie jest wadą, ale wyraźnie definiuje charakter całego albumu.
Dodatkowo komiks jest niemy – nie znajdziemy tu dialogów ani narracji. Wszystko opiera się wyłącznie na obrazie, co jeszcze bardziej podkreśla jego wizualny, niemal galeryjny charakter.

Erotyka bez niedopowiedzeń
Nie ma tu miejsca na subtelne sugestie – erotyka jest bezpośrednia, wyraźna i stanowi główny punkt każdej historii. Twórcy nie próbują jej ukrywać ani łagodzić. Zamiast tego skupiają się na cielesności, zmysłowości i emocjach, jakie można przekazać wyłącznie za pomocą obrazu.
Choć momentami pojawia się nuta delikatności, dominują sceny bardziej dosłowne. W zależności od artysty mają one różny charakter – od estetycznych i zmysłowych po mroczniejsze, bardziej niepokojące. Ważne jest jednak to, że erotyka nie jest tu przypadkowa. Nawet jeśli bywa bardzo bezpośrednia, wpisuje się w konwencję krótkiej, wizualnej formy i pełni funkcję centralnego elementu każdej historii. To podejście sprawia, że odbiór albumu zależy w dużej mierze od nastawienia czytelnika. Szukanie tu rozbudowanej fabuły mija się z celem – znacznie lepiej skupić się na formie, stylu i sposobie przedstawienia tematów.
Spójna różnorodność
Różnorodność stylów to naturalna konsekwencja pracy wielu artystów, jednak w przeciwieństwie do chociażby Pogańskich żądzy, tutaj całość wypada zaskakująco spójnie. Poszczególne historie różnią się kreską i klimatem, ale nie tworzą wrażenia chaosu.
Na szczególne wyróżnienie zasługują prace Marcina Nowakowskiego, zwłaszcza w historiach „Drowned Man” i „In Space”. Jego styl łączy realizm z nutą fantastyki, tworząc sugestywny i przyciągający wizualnie efekt. Dobrze wypada także mroczniejszy „Hunt” autorstwa Anny Heleny Szymborskiej, gdzie gra światła i cienia buduje odpowiedni nastrój. Na plus należy zaliczyć również obszerną galerię dodatkowych ilustracji, która jeszcze bardziej podkreśla artystyczny charakter całego wydania.
Nieco słabiej na tle całości prezentuje się „Wake up” Nikodema Cabały. Jego kreska jest poprawna i ma swój charakter, ale w kontekście tego albumu wydaje się mniej zmysłowa, przez co nie wywołuje tak silnych emocji jak pozostałe prace. Nie oznacza to jednak spadku jakości – raczej różnicę w odbiorze.

Dla kogo jest ten album?
Polish Porno Graphics to propozycja dla bardzo konkretnego odbiorcy. To komiks dla osób pełnoletnich, które wiedzą, czego szukają i potrafią podejść do tematu z odpowiednim dystansem. Nie jest to tytuł dla fanów klasycznej narracji czy rozbudowanych historii. Znacznie lepiej odnajdą się tu miłośnicy sztuki, aktu i ilustracji, którzy docenią różnorodność stylów oraz sposób przedstawienia cielesności.
To album nierówny pod względem pomysłów, momentami bardzo bezpośredni, ale jednocześnie interesujący jako eksperyment formalny. Bardziej galeria niż komiks, bardziej doświadczenie wizualne niż opowieść – i właśnie w tym tkwi jego największa siła.
