Fragmenty większych opowieści
Już sam pomysł na antologię, w której za rysunki odpowiada aż pięcioro różnych artystów, zapowiada sporą różnorodność. I rzeczywiście – dostajemy pięć historii, które nie łączą się ze sobą fabularnie, ale spina je wspólny motyw: erotyka zakorzeniona w dawnych wierzeniach. Każda z opowieści zawartych w albumie jest tak naprawdę fragmentem większej całości. To nie są w pełni zamknięte opowieści, lecz wycinki znanych mitów. To zabieg świadomy, choć jego odbiór w dużej mierze zależy od wiedzy czytelnika.
Najlepiej widać to na przykładzie dwóch pierwszych historii – „Brisingamen” i „Miód skaldów”. Osadzone w mitologii nordyckiej, bazują na dobrze znanych opowieściach o Freji i Odynie. Dzięki wyraźnemu wprowadzeniu i sensownemu domknięciu sprawiają wrażenie bardziej kompletnych – szczególnie dla osób, które znają te mity.
W przypadku historii inspirowanych mitologią słowiańską i celtycką – „Szarka i Ctirad” oraz „Airem, Achtan i Midir” – brak kontekstu może potęgować wrażenie chaosu i niedopowiedzeń. Nie wynika to jednak z ich słabości, lecz z tego, że – podobnie jak pozostałe – są jedynie fragmentami większych narracji. Dopiero zamykające album „Aine i Lethderg” wypada najprzystępniej, bo najlepiej radzi sobie z zamknięciem historii w krótkiej formie.

Erotyka jako fundament
Nie ma tu miejsca na niedopowiedzenia – erotyka jest głównym elementem napędzającym każdą z historii. Nie pełni funkcji dodatku ani prowokacyjnej ozdoby, lecz stanowi fundament narracji. Każda opowieść opiera się na podobnym schemacie: krótkie wprowadzenie, rozwinięcie poprzez odważne sceny i finał, który domyka lub urywa całość. Różnice pojawiają się w sposobie przedstawienia. W zależności od artysty sceny bywają bardziej subtelne albo bardzo bezpośrednie – momentami ocierające się o estetykę znaną z filmów pornograficznych. Co istotne, nie są one jednak przypadkowe. Każda z nich wynika z kontekstu fabularnego i prowadzi do określonego celu.
To podejście sprawia, że nawet najbardziej dosłowne fragmenty nie sprawiają wrażenia wrzuconych na siłę. Twórcy nie ukrywają swoich intencji i nie próbują ich maskować – stawiają na szczerość przekazu.

Nierówna, ale interesująca warstwa wizualna
Największe wahania jakości widoczne są w warstwie graficznej. Różnorodność stylów jest naturalną konsekwencją antologii, ale nie zawsze działa na jej korzyść.
Duże wrażenie robią prace Karoliny Klein – realistyczne, niemal fotograficzne, utrzymane w czerni i bieli. To ilustracje, które mogłyby funkcjonować jako samodzielne dzieła sztuki. Bardzo dobrze wypadają również rysunki Tomasz Piorunowski, charakteryzujące się wyrazistą, momentami gotycką kreską. Słabiej prezentują się prace Justyny Bień. Choć nie można nazwać ich złymi, sprawiają wrażenie uproszczonych i mniej dopracowanych, przez co odstają od najmocniejszych fragmentów albumu.
Mimo tych różnic jedno pozostaje wspólne – sposób przedstawienia cielesności. Twórcy balansują między dosłownością a estetyką, dzięki czemu erotyka potrafi być jednocześnie wyrazista i zmysłowa.

Dla kogo są Pogańskie żądze?
To komiks przeznaczony wyłącznie dla dorosłego odbiorcy – świadomego zarówno formy, jak i treści. Album może intrygować, pobudzać, a momentami również pozostawiać niedosyt, szczególnie ze względu na swoją fragmentaryczność.
Jednocześnie jest to interesująca propozycja nie tylko dla fanów erotyki, ale również dla osób zainteresowanych samym medium komiksowym. Dodatkowa galeria prac – autorstwa m.in. Adama Szarego, Arkadiusza Klimka czy Panny-N – stanowi ciekawe uzupełnienie i może być inspirująca. Trzeba więc dać tutaj spory plus wydawcy, którym jest Planeta Komiksów, że w ten sposób dodatkowo wzbogacili wydanie.
Pogańskie żądze nie są albumem idealnym, ale bez wątpienia zasługują na uwagę. To odważna, momentami bardzo udana antologia, która pokazuje, że erotyka w polskim komiksie wciąż może mieć coś do powiedzenia.
