Mephisto nie zamierza odpuścić i planuje przejąć dla siebie całe multiwersum. Aby tego dokonać, najpierw musi pozbyć się Avengers. Drużyna wyrusza więc w podróż w czasie, aby wesprzeć swoich poprzedników i nie dopuścić do triumfu demona.
Poznajcie ich
Avengers. Najpotężniejsi historyczni bohaterowie to już jedenaste spotkanie z Mścicielami w serii Marvel Fresh. Jason Aaron kontynuuje swój run i ponownie stawia bohaterów przeciw Mephisto, który skacze po różnych liniach czasowych, próbując wyeliminować superbohaterów. Seria Aarona od dawna cechuje się sinusoidalną jakością — lepsze albumy przeplatają się z mniej udanymi, ale tym razem historia jest zaskakująco spójna i uporządkowana. Czytelnik nie gubi się w wątkach, a całość zachowuje sens i logikę, co wcześniej nie zawsze się udawało.
Największą atrakcją albumu jest możliwość bliższego poznania alternatywnych wersji Avengers. W poprzednich tomach pojawiały się przeważnie krótkie kadry, bez dodatkowych informacji (poza prehistoryczną drużyną). Tym razem odwiedzamy różne epoki: czasy II wojny światowej, gdzie poznajemy Secret Invaders z Sierżantem Szardosem na czele; Dziki Zachód, na którym porządku pilnują Reno Phoenix i Starbrand Kid; a także epokę jaskiniowców, rozwijającą wątek pierwszych Mścicieli. Największe wrażenie robi jednak Upiorny Ronin z Japonii okresu Edo — tak klimatyczny i efektowny, że spokojnie mógłby doczekać się własnej solowej historii.
Fabuła skupia się głównie na starciach z Mephisto i jego sługami. To one dominują w albumie, a rozwój postaci czy relacji schodzi na dalszy plan. Najwięcej miejsca poświęcono Starbrand, która odgrywa tu kluczową rolę. Brak pogłębienia pozostałych bohaterów nie przeszkadza — Kapitana Amerykę, Thora i resztę drużyny znamy już dobrze, a ich relacje zostały nakreślone w poprzednich tomach. To klasyczna superbohaterska przygoda, dokładnie taka, po jaką często sięgamy, gdy chcemy po prostu dynamicznej, efektownej historii o Avengers.
Osobnym wątkiem jest historia Hawkeye’a autorstwa Marka Russella. Wyjaśnia, dlaczego Clint Barton nie współpracuje obecnie z Avengers, a jednocześnie pozwala przyjrzeć się jego charakterystycznemu poczuciu humoru. Choć dobrze napisana i zabawna, nie wnosi wiele do głównej fabuły i pełni raczej rolę uzupełnienia zeszytu. Możliwe jednak, że zostanie powiązana z wydarzeniami w przyszłych tomach — zwłaszcza że wiadomo już o dwunastym albumie. Warto też zaznaczyć, że ten wątek nawiązuje do wydarzeń z Sądnego dnia, więc znajomość tamtej historii ułatwia pełne zrozumienie kontekstu, choć dzięki wprowadzeniu można ją śledzić także bez tego.

Zobaczcie ich
Za oprawę graficzną Avengers. Najpotężniejsi historyczni bohaterowie odpowiadają Javier Garrón i Ivan Fiorelli. Trudno powiedzieć, by któryś z nich zaprezentował coś zupełnie nowego czy spektakularnego, ale jednocześnie ich praca stoi na solidnym, momentami nawet ponadprzeciętnym poziomie. Rysunki są dynamiczne, czytelne i dobrze oddają tempo akcji. Wszystkie starcia pomiędzy Mścicielami a siłami Mephisto są przejrzyste — bez problemu widać, kto z kim walczy i jak przebiega pojedynek.
Kadry są barwne, szczegółowe i świetnie dopasowane klimatem do odwiedzanych realiów. Niemal czuć kurz Dzikiego Zachodu czy surowość II wojny światowej. Ponownie znakomicie wypada Upiorny Ronin — jego design jest efektowny i konsekwentnie utrzymany. Ciekawym pomysłem okazało się także przedstawienie Tyranozaura jako pierwszego Starbrand. Widać, że twórcy mieli jasny pomysł na alternatywne wersje bohaterów: na pierwszy rzut oka kojarzą się z oryginałami, ale jednocześnie są pełnoprawnymi, świeżymi interpretacjami, a nie zwykłymi kopiami.

Wróćcie do nich
Avengers. Najpotężniejsi historyczni bohaterowie to tom utrzymany w klasycznym superbohaterskim stylu — dynamiczny, prosty w odbiorze i skupiony przede wszystkim na widowiskowej walce dobra ze złem. Fabuła nie jest skomplikowana, ale czyta się ją szybko i przyjemnie, głównie dzięki sprawnie poprowadzonej akcji i efektownym starciom z Mephisto. Album stanowi też solidne przygotowanie pod większe wydarzenia, zapowiadając zbliżający się finał Aarona, a przy okazji pozwala poznać kilku ciekawych bohaterów z alternatywnych linii czasowych.
Pod względem graficznym tom prezentuje się dobrze — bez fajerwerków, ale równo i estetycznie, z dynamicznymi kadrami i wyraźnym klimatem odwiedzanych epok. Szkoda jedynie, że wydanie nie zawiera dodatków ani szerszego wprowadzenia, co pozostawia lekki niedosyt. Ostatecznie to po prostu solidna, nieskomplikowana superbohaterska przygoda, która spełnia swoje zadanie i zachęca do sięgnięcia po kolejny tom, Zebrani Avengers. Pozostaje mieć nadzieję, że Jason Aaron utrzyma obecny poziom i nie wróci do słabszych fragmentów swojego runu.
