Ród Brainiaca domyka kolejny etap w bieżących przygodach Supermana i jednocześnie stanowi fundament pod event o nazwie Władza absolutna. To tom, który kończy się mocnym cliffhangerem – z najbardziej palącą niewiadomą dotyczącą losu Lexa Luthora. W efekcie ten album działa jak finał sezonu serialu: dużo wątków zostaje rozstrzygniętych, ale najważniejsze pytania pozostają otwarte.
Inwazja, Czarnianie i Lobo
W centrum fabuły znajduje się atak Brainiaca, kolekcjonera światów, który tym razem przybywa z potężnym wsparciem – armią Czarnian, rasy Lobo. Metropolis zamienia się w pole bitwy na kosmiczną skalę. Mimo takiego rozmachu Williamson utrzymuje historię w ryzach: zeszyty z Action Comics i Supermana składają się w spójną całość, bez wrażenia przypadkowego zlepku.

„Ród” kontra „ród” i sprawczość Supermana
Tytuł ma sens – żeby rzucić wyzwanie rodowi El, Brainiac musi mieć własną „drużynę zła”. Antagonista wypada tu groźnie i wielowarstwowo, a wszystkie elementy fantastyczne mają zaskakująco logiczne uzasadnienie. Jedyny minus: duża część tomu to wyprawa Supermana i Lobo w stronę Brainiaca, przy czym Superman bywa tutaj bardziej postacią od „wybijania drzwi” niż od realnego posuwania fabuły do przodu, a kluczowe decyzje należą raczej do Lexa.
Rafa Sandoval świetnie nakreśla widowiskowe sceny akcji, a plansze są pełne detalu i mocnych kolorów. Krótszy fragment z Vrilem Doxem, rysowany przez Mirko Colaka, wyróżnia się cięższym, bardziej ponurym klimatem. Plus także za interludium w Metropolis (Bibbo, Perry White), które daje potrzebny „ludzki” oddech między eksplozjami.
To jeden z tych crossoverów, które czyta się po prostu tak jak każdy „duży komiks o Supermanie” – dzieło jest zwarte, efektowne i nastawione na ukazanie konsekwencji dramatycznych wydarzeń. Ma odpowiednie tempo, skalę, ma solidnego Brainiaca i fajnie użytego tutaj Lobo. Minusem jest poczucie, że tom kończy się za szybko i zostawia więcej obietnic niż fabularnych domknięć, ale cliffhanger działa, bo naprawdę chce się ciągu dalszego.
