Nicolas Jarry jest scenarzystą wszystkich komiksów z serii Krasnoludy w ramach Świata Akwilonu. Wymyślił on kilku świetnych bohaterów, jak Redwina, Ordo, Oorama czy też Srizę. Czy Abokar będzie równie intrygującym bohaterem?
Chory i kulawy
Po prawie trzech latach publikacji komiksów z uniwersum Akwilonu w końcu zakończyliśmy drugi cykl Krasnoludów. Zatem w niniejszej recenzji powracam do Bractwa Tarczy. Jest to o tyle kluczowy dla mnie tytuł, ponieważ poprzednio to właśnie piąty tom, czyli Tiss z Bractwa Tarczy uznałem za najsłabszy komiks opowiadający o krótkonogich bohaterach. Czy luźna kontynuacja okaże się równie słaba? I tutaj szczerze sam nie wiem. Chyba już trochę przejadł mi się Świat Akwilonu. A przynajmniej przestały do mnie trafiać historie skoncentrowane na kolejnym wielkim niebezpieczeństwie. Jeszcze cały czas jesteśmy w trakcie poznawania przebiegu wojny z ghulami rozpisanej na kilka tomów. A w Abokarze dostajemy znów poważne zagrożenie w tym wypadku związane z dzikimi krasnoludami z gór i Ogroblinami. Do tego pojawiają się golemy! Według mnie ponownie autorzy zmarnowali potencjał. Sercem Świata Akwilonu są w moim odczuciu bohaterowie. Tutaj mamy dwóch świetnie napisanych protagonistów. Tytułowy Abokar to dowódca, który cierpi na śmiertelną chorobę i postanawia usunąć się w cień. Jest genialnym strategiem, ma cięty język, nawet sam król nie może się z nim równać, ale niestety nie radzi sobie z chorobą, która wykańcza go nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Natomiast kapitan Dohan, brat Tiss, jest kulawy. Niestety w świecie wojowników na każdym kroku spotyka się z pogardą. Większość krasnoludów uważa, że dochrapał się swojego stopnia, dzięki silnym plecom. I te wątki w moim odczuciu są naprawdę bardzo dobrze pomyślane. Niestety rozbijają się o mocno generyczną fabułę. Podobnych historii tylko z innymi bohaterami było już trochę za dużo, dlatego nie poczułem ani krztyny dramatyzmu.

Czy warto dołączyć do Bractwa Tarczy?
Nie mam żadnych zarzutów do oprawy graficznej. Według mnie wszystkie tomy Świata Akwilonu prezentują wysoki poziom. Trafiają się pojedyncze perełki, ale w większości wypadków, gdybyśmy nie spojrzeli na nazwiska, nawet nie zorientowalibyśmy się, że daną serię tworzy inny rysownik. W moim odczuciu to żaden zarzut, bo przynajmniej całe to uniwersum jest w miarę spójne pod względem graficznym. Podobnie sprawa wygląda z wydaniem – o każdym tomie można powiedzieć to samo. Pomimo poczucia zmęczenia, nadal uważam Akwilon za genialne uniwersum fantasy. Jednakże najlepsze są historie mocno skupione na bohaterach i ich małych prywatnych problemach. Nie każda opowieść musi się kończyć wielką bitwą. Właśnie dlatego, najbardziej przypadł mi do gustu cykl poświęcony Zielonoskórym. Nie dość, że bardzo rzadko to orkowie czy gobliny są głównymi bohaterami, to jeszcze tutaj są świetnie napisani, a dzieje ich życia są naprawdę ciekawe. I podobnie jest z Abokarem i Dohanem. Polubiłem oba krasnoludy, według mnie mogliby być naprawdę zapadającymi w pamięć postaciami, gdyby fabuła nie była kompletnie nijaka i generyczna. Niestety tę dwójkę protagonistów wrzucono do opowieści, jakich wiele, przez co Abokar z Bractwa Tarczy wypada mocno średnio. I po tym tomie dochodzę do wniosku, że chyba na jakiś czas będę chciał odpocząć od tego uniwersum.

PS1: Pojawia się tutaj motyw wielkiego muru prawie, jak z Gry o Tron, ale niestety potencjał tego elementu został zaprzepaszczony, a można było z tego zrobić naprawdę ciekawy wątek.
PS2: Jeśli dla kogoś Abokar z Bractwa Tarczy będzie pierwszym tomem z tego uniwersum, to jestem prawie pewien, że w czasie lektury będzie się bawił wyśmienicie. Jednakże dla osoby, która w ciągu niecałych trzech lat przerobiła trzydzieści pięć tomów ze Świata Akwilonu, recenzowana pozycja będzie jedną z tych słabszych.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.