Tytuł recenzji jest nieco kontrowersyjny, bo czy można konkurować z człowiekiem, który wytyczył ramy powieści graficznej? Wydana przez wydawnictwo Nagle, w najnowszym polskim tłumaczeniu z roku 2025, edycja Trylogii nowojorskiej stanowi wyjątkową okazję, by ponownie odkryć klasykę amerykańskiej powieści graficznej. Oryginalnie wydana w Nowym Jorku, adaptacja (też z 2025) dzieła pod tym samym tyutłem Paula Austera, które z powodzeniem może konkurować z dokonaniami samego Willa Eisnera – ojca nowoczesnego komiksu.
Fantastyka filozofii
To co może was odepchnąć to fakt, że mało tu fantastyki, ale ona przejawia się w formie przedstawionej trudnej treści. Eisner, autor słynnej Umowy z Bogiem, na trwałe zapisał się w historii literatury obrazkowej. Jego historie, osadzone w żydowskim środowisku Nowego Jorku, nadały powieści graficznej status pełnoprawnej formy artystycznej. Potrafił połączyć codzienność z metafizyką, czyniąc z miejskich ulic tło duchowych dramatów. W podobnym duchu – choć z innego punktu widzenia – tworzył Paul Auster, jeden z najważniejszych amerykańskich prozaików końca XX wieku. W latach 80. napisał Trylogię nowojorską – trzy postmodernistyczne nowele (Miasto ze szkła, Duchy, Zamknięty pokój) badające tożsamość, język i przypadek.
Dziesięć lat później, w roku 1994, powstała graficzna adaptacja pierwszego komiksu. Komiks, utrzymany w czarno-białej tonacji, wizualnie i tematycznie odwołuje się do estetyki Eisnera – zarówno w sposobie budowania kadrów, jak i w metaforyce cienia i światła. Jednak tutaj w całej zebranej antologii mamy zebranych takich znakomitych artystów:
• Paul Karasik, dwukrotny laureat Nagrody Eisnera i główny autor scenariusza,
• Lorenzo Mattotti, także laureat tej nagrody (2003),
• David Mazzucchelli, znany ze współpracy z Frankiem Millerem przy Batman: Rok pierwszy i Daredevil: Born Again.

Cały tom składa się z trzech części, odpowiadających strukturze literackiego pierwowzoru. Pierwsza z nich, Miasto ze szkła, ukazuje, że adaptacja komiksowa może śmiało konkurować z oryginałem pod względem ekspresji i głębi interpretacyjnej. Choć momentami upraszcza niektóre motywy, w innych miejscach potrafi je wyolbrzymić i unaocznić w sposób, którego tekst nie byłby w stanie osiągnąć.
Mamy tu szerokie spektrum „luster idei” – odbić, zniekształceń i zwielokrotnień znaczeń. Adaptacja kipi od pomysłów formalnych, a także egzystencjalnych napięć: od samotności, przez potrzebę sensu, po refleksję nad językiem jako narzędziem, które może równie łatwo łączyć, jak i oddzielać ludzi.
Głównym bohaterem Miasta ze szkła jest Daniel Quinn, nowojorski pisarz kryminałów publikujący pod pseudonimem William Wilson. Po osobistej tragedii stara się żyć w cieniu anonimowości, aż do chwili, gdy kontaktuje się z nim tajemniczy Peter Stillman. Quinn, zafascynowany przypadkiem, przyjmuje jego prośbę i zaczyna wcielać się w detektywa – rolę, która stopniowo zaciera granice między fikcją a rzeczywistością.
To opowieść o utracie tożsamości, kruchości języka i potrzebie sensu w świecie, w którym Bóg milczy. W ostatnich kadrach komiksu to milczenie nabiera wyjątkowego znaczenia – nie jest zaprzeczeniem obecności, lecz przestrzenią wolności, w której człowiek musi sam odnaleźć swoją drogę.

Dalsza wędrówka w głąb siebie
Jeśli chodzi o Ducha, kolejną część trylogii, mamy tu do czynienia z opowieścią, która przybiera bardziej formę komiksu obrazkowego niż klasycznego komiksu narracyjnego. Pojawiają się tu podpisy pod ilustracjami, natomiast dymki występują bardzo rzadko. Pomimo tego, dzieło posiada tę samą energię i atmosferę, choć w nieco odmiennym wydaniu.
Lorenzo Mattotti sięga po wszystkie swoje atuty ilustratora i malarza, tworząc pełnokrwiste, dramatyczne obrazy, które równoważą rytm między tekstem a ilustracją. Dzięki temu z kadrów wydobywa się typowo miejskie napięcie – drgające, ciche, a jednocześnie niepokojące.
Z kolei w Zamkniętym pokoju Paul Karasik, znany z lekkiej kreski i narracyjnej swobody, tworzy swoisty kolaż, wychodząc poza klasyczne ramy komiksu. Bawi się strukturą strony i narracją wizualną. Jedna ze scen – gdy bohatera otacza chmara dymków z niekończącą się paplaniną gospodyni – stanowi kapitalny przykład, jak forma może stać się treścią. Ta „mowa bez końca” dosłownie zalewa postać, tworząc gorącą i gęstą atmosferę nowojorskiego mieszkania, w którym codzienność przytłacza bardziej niż metafizyka.
Podsumowując, Trylogia nowojorska to wiele rzeczy naraz: filozoficzny traktat, piękna wizualna uczta i zarazem znakomity komiks. Ta nowa, polska edycja jest jedną z najważniejszych premier roku – i bez wątpienia największą gratką dla miłośników komiksu artystycznego. Warto ją mieć w swojej kolekcji – i to na sto procent.
Na koniec warto podkreślić, że wydawnictwo Nagle zaczyna wyrastać na jednego z najpoważniejszych konkurentów dla Egmontu – nie tylko dzięki publikacjom popularnych serii, takich jak komiksy z Energon Universe, ale również dzięki odwadze w wydawaniu tytułów ambitnych i nieoczywistych, takich jak właśnie Trylogia nowojorska. To dowód, że polski rynek komiksowy dojrzewa i potrafi łączyć rozrywkę z kulturą wysoką.
