Mrok, emocje i piksele
The Drifter to przygodowa gra point and click w stylu retro pixel art. Cechuje ją mroczna kolorystyka noir, a wszechobecny cień przenika zarówno fabułę, jak i umysł głównego bohatera. To połączenie kryminału, science fiction, a nawet odrobiny horroru (twórcy inspirowali się Johnem Carpenterem i Stephenem Kingiem), ale przede wszystkim też dramat, który chwyta za serce i potrafi mocno wzruszyć, szczególnie jeśli ktoś również przeżył stratę bliskiej osoby i zna uczucie bezsilności, jakie temu towarzyszy.

Powrót po latach
Włóczęga Mick Carter po 5 latach tułaczki wraca do swojego rodzinnego miasta na pogrzeb matki. Powoli odkrywamy, dlaczego uciekł, jakie problemy go do tego zmusiły i z czym nie mógł sobie poradzić, opuszczając swoich bliskich i ucinając z nimi jakikolwiek kontakt na 5 lat. Poznajemy jego bezdomnego przyjaciela Billa, siostrę Annie, a potem nawet żonę Sarę. Nasz bohater ma także problemy z pamięcią i odróżnianiem rzeczywistości od halucynacji. Z czasem dowiadujemy się, jaka tragedia spotkała go właśnie 5 lat temu.

Dużo powikłań
Zanim w ogóle uda mu się dotrzeć na pogrzeb matki, Mick zostaje ostrzelany, staje się świadkiem dwóch morderstw i jednego porwania. Widzi też tajemnicze potwory zwane Mulindji, o których istnieją już legendy, że porywają bezdomnych. Sam zostaje zamordowany – przywiązany do dna zbiornika wodnego, spętany, z workiem na głowie – po czym wraca do życia i nie wie, co z tego wszystkiego jest prawdą. Do tego stał się głównym podejrzanym w sprawie o zamordowanie swojego przyjaciela, bo akurat pierwszy go znalazł i zrobiono mu zdjęcie w momencie, gdy stał przy nim, trzymając w ręku nóż (trudno się z tego wywinąć).

Nie wszystko jest takie, jakim się wydaje
W tej grze mamy mnóstwo plot twistów. Niejednokrotnie postać, która początkowo wydaje się naszym wrogiem, okazuje się sprzymierzeńcem (w pewnym momencie przestaje to zaskakiwać i zaczyna bawić takim szablonem). Tak samo nasz główny bohater jest podejrzanym o bycie mordercą i nietrudno się temu dziwić, że ktoś tak myśli, bo Mick zawsze pojawia się w niefortunnym miejscu w najgorszym momencie. Twórcy jasno dają nam do zrozumienia, że nie powinno się oceniać „książki po okładce”, szczególnie jeśli tyczy to ludzi, bo nigdy nie wiemy, jaką drogę ktoś przebył, nie znamy jego intencji i nie jesteśmy w „jego butach”. Poruszają tutaj również ważny problem społeczny, jakim jest kryzys bezdomności. Pokazują, jak łatwo można z góry kogoś ocenić, zaszufladkować, nie znając prawdziwego źródła problemu.

Bardzo bogata fabuła w prostej formie
Prywatne problemy naszego bohatera to tylko wierzchołek góry lodowej tego, co czeka nas w The Drifter. Pod spodem kryje się nie tylko kryminał, ale także cała opowieść science – fiction – tajne laboratoria, badania nad podróżami w czasie, ingerencja w ludzki mózg, czy wcześniej wspomniane potwory, które jednak być może skądś wzięły się w głowie i halucynacjach naszego bohatera. Do wszystkiego dochodzimy powoli, zaczynając od najprostszych zagadek, wpadając z jednych tarapatów w kolejne i odsłaniając co rusz nowe warstwy coraz większych tajemnic.
Całą tę historię dostajemy w prostej formie graficznej, pixel-artowej gry 2D, brakuje tutaj nawet animacji nieraz najważniejszych scen akcji, zamiast nich otrzymujemy czarny ekran i narrację przedstawioną głosem głównego bohatera, ale trzeba tutaj oddać, że gra głosowa jest na bardzo wysokim poziomie i dobrze buduje klimat opowieści.

Zagadki jak w klasykach, ale z bonusem
Poziom zagadek typu point and click jest jak najbardziej zadawalający, musimy się czasem nieźle nakombinować i poklikać bardzo dziwne rzeczy, często łącząc ze sobą przedmioty pozornie do siebie niepasujące, jak w klasycznych grach tego gatunku. Dodatkowo mamy tutaj bardzo satysfakcjonujące walki o przetrwanie, w których wykorzystana jest mechanika bazująca na umieraniu i cofaniu się w czasie, dzięki któremu możemy posiąść nową wiedzę i ją wykorzystać. Śmierć, niestety, okazuje się nieunikniona (i to wielokrotnie), ale to część gry i historii naszego bohatera. Musimy trochę pograć, by przywyknąć do tego, że umieranie nie oznacza tutaj przegranej, a jedynie służy uzyskaniu nowych informacji..
Jak na mój gust, niektóre rozdziały były mocno „przegadane”. Musiałam sporo się nachodzić, żeby porozmawiać na wszystkie tematy z każdym z bohaterów w różnych lokacjach. Czasem też zacięłam się w jakimś miejscu, nie mogąc dostrzec przedmiotu, który powinnam podnieść (na moje oko trochę za mało kontrastował z tłem). Jednak są to problemy częste dla tego typu gier, więc trzeba się z nimi liczyć i jestem w stanie je przebaczyć. Szczególnie kiedy rekompensują mi je momenty nasycone akcją, gdzie chowamy się przed potworami lub palimy je miotaczem ognia.
Grę do recenzji otrzymaliśmy od wydawcy, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.