Mort to czwarty tom całej serii Świat Dysku i jednocześnie pierwsza część podcyklu o Śmierci. Główny bohater to młody chłopak, który nie jest utalentowany w żadnej dziedzinie. Potyka się o własne nogi i chociaż ma dobre chęci, to bardziej przeszkadza niż pomaga.
Jego wygląd także nie zachęca do zatrudnienia przy jakiejkolwiek, nawet najprostszej pracy. Wysoki, chudy, rudy i piegowaty Mort nie dostał żadnej propozycji, chociaż dzielnie stał w samotności na targu, gdy wszystkim innym chłopcom zaproponowano już naukę jakiegoś zawodu.
Gdy patrzący na niego ze współczuciem ojciec proponuje, aby wrócili już do domu, Mort uparcie stoi i czeka, aż dzwon zabije dwanaście razy, obwieszczając północ i zakończenie dnia. Ale zanim odliczanie dochodzi do końca, nadjeżdża niecodzienny pracodawca.
Śmierć we własnej osobie pojawia się niespodziewanie i bierze chłopaka pod swoje skrzydła. Nie jest to może wymarzona praca, ale jedyna, jaką mu zaproponowano.
Mort poznaje córkę Śmierci, a także jego lokaja. Towarzyszy swojemu nauczycielowi przy kilku zadaniach, a w końcu dostaje samodzielne zlecenia.
Nie wszystko jednak idzie zgodnie z planem, a chłopak zamiast przyznać się do błędu, zaczyna coraz bardziej brnąć w swoje kłamstwa. Jednocześnie Śmierć, mając więcej wolnego czasu, zaczyna zastanawiać się nad swoją egzystencją i szuka czegoś, co pomogłoby mu poczuć szczęście.
Tytułowy bohater swoją nieporadnością może rozczulić, ale im dalej, tym mniej sympatii do niego czułam. Gdy zaczął zyskiwać pewność siebie, przestałam mu kibicować, bo właśnie ta jego nieporadność życiowa dawała mu najwięcej uroku. Ponadto finał jego praktyk u Śmierci nie przypadł mi do gustu. Zakończenie książki nie było najlepsze i trochę odbiegało od całej historii.
Po trzech tomach przedstawiających nam różne oblicza magii na Dysku, czwarta książka przybliża nam codzienne życie, obowiązki i dylematy jednej z moich ulubionych postaci stworzonych przez Pratchetta. Śmierć mnie bawi, wzrusza i wzbudza moje współczucie, a czasami udaje mu się to nawet zrobić jednocześnie.
Nie chodzi, lecz kroczy, zawsze mówi WIELKIMI LITERAMI, lubi koty, a sam siebie nazywa antropomorficzną personifikacją. Prawdopodobnie jest najbardziej samotną i niezrozumianą postacią Świata Dysku. Chociaż jego pojawienie się zwiastuje koniec życia, nie jest złą postacią. Taką ma po prostu pracę.
