Fisk rządzi Nowym Jorkiem, Purple Man manipuluje mieszkańcami, superbohaterowie muszą połączyć siły, a Elektra mierzy się z własną przeszłością i Kravenem. Czy uda się powstrzymać chaos i przywrócić porządek w mieście?
Nowe prawa
Wilson Fisk wciąż rządzi Nowym Jorkiem i tym razem nie zamierza ograniczać się tylko do własnych intryg. Korzystając z mocy Purple Mana, odzyskuje część wspomnień dotyczących Daredevila oraz manipuluje mieszkańcami, poplecznikami i urzędnikami, by realizować swoje plany. Chce nie tylko kontrolować miasto, ale też wyeliminować działalność superbohaterów, wprowadzając prawo, które czyni ich działania nielegalnymi. Do realizacji swoich celów nie waha się użyć ani policji, ani przestępców — reaktywuje grupę znaną jako Thunderbolts.
W tym samym czasie Doctor Octopus sprowadza swoje alternatywne wersje z równoległych rzeczywistości, wprowadzając dodatkowy chaos na ulicach miasta. Tym razem kłopoty nie ograniczają się do Matta Murdocka — cała superbohaterska społeczność, w tym Kapitan Ameryka, Spider-Man czy Iron Man, musi połączyć siły, by przywrócić porządek. Nie chcą jednak polegać wyłącznie na sile — w wyborach na burmistrza startuje Luke Cage, starając się wykorzystać prawo do ochrony miasta.
Równolegle Elektra musi zmierzyć się ze swoją przeszłością oraz z Kravenem, który teraz należy do świty Fiska i współpracuje z Dłonią. Jego celem jest zmusić ją do powrotu w szeregi organizacji lub… wyeliminować ją.

Nie tylko Daredevil
Chip Zdarsky od dłuższego czasu pracuje nad serią opowiadającą o Daredevilu. Jednak Diabelskie rządy to nie tylko kontynuacja historii o Diable z Hell’s Kitchen — to większy event, który pozwala na spotkanie wielu superbohaterów w jednej opowieści. Matt Murdock odgrywa tu bardzo ważną, pierwszoplanową rolę, ale nie jest jedynym bohaterem. Po stronie złoczyńców prym wiedzie Wilson Fisk, jednak kluczowi są także Doctor Octopus, Kraven i członkowie Thunderbolts. Warto znać wydarzenia z trzech poprzednich tomów Daredevila, choć krótkie streszczenie i podstawowe informacje, jak to, że Fisk jest burmistrzem, wystarczą, by wejść w tę przygodę.
Zdarsky udowodnił już w poprzednich tomach, że potrafi budować napięcie, kreować sceny superbohaterskie oraz wplatać intrygi i wątki polityczno-prawnicze. W Diabelskich rządach dominują jednak sceny akcji, superbohaterszczyzna i rywalizacja z silnym antagonistą. Trzeba przyznać, że niektóre elementy fabuły są trochę naciągane — trudno uwierzyć, że Fisk mógłby pozbyć się wszystkich superbohaterów i że nikt nie sprzeciwiłby się jego decyzjom. Część Fantastycznej Czwórki zostaje zamknięta w więzieniu praktycznie bez sprzeciwu, a nawet Kapitan Ameryka czy Iron Man nagle muszą się ukrywać. Zupełnie inaczej było w Wojnie domowej, gdzie wprowadzono obowiązek rejestracji superbohaterów na poziomie krajowym. Rozumiem, że Fisk może działać przeciwko lokalnym herosom, takim jak Daredevil, ale zamieszanie z resztą bohaterów jest już trochę naciągane.
Mimo to, gdy przymkniemy na to oko, Diabelskie rządy stają się prawdziwym komiksem akcji. Plan Fiska jest świetnie pokazany, a jego zagrożenie wyraźnie czuć dzięki mocom Purple Mana. Smaczku dodaje szalony Doctor Octopus, który przejmuje pracownię Reeda Richardsa i wprowadza jeszcze większy chaos. Bohaterowie mają naprawdę ciężki orzech do zgryzienia, a my możemy poczuć emocje, kibicować im i trzymać kciuki, szczególnie w kontekście wyborów burmistrza, gdzie naturalnie chcemy, by Luke Cage powstrzymał Kingpina.
Trzeba też oddać honor Zdarsky’emu w kontekście Mike’a Murdocka, brata Matta. Od początku wydawał się postacią nijaką i zbędną, ale w Diabelskich rządach wreszcie widać, że autor miał wobec niego plan — i wychodzi to naprawdę dobrze. To świetny zabieg fabularny, który pokazuje konsekwencję w budowaniu historii Daredevila.
W polskim wydaniu Egmontu zawarto też historię Daredevil: Nieustraszona, w której śledzimy poczynania Elektry. Musi ona zmierzyć się z Kravenem polującym na nią i współpracującym z Dłonią, która chce, aby powróciła w jej szeregi lub zginęła. Pojedynek jest pełen wyzwań, a Elektra stara się trzymać zasad Matta i nie zabijać. Połączenie jej wątku z główną historią Fiska pozwala czytelnikowi zobaczyć pełniejszy obraz wydarzeń, co jest dużym plusem polskiego wydania.

Polowania
Za warstwę wizualną Diabelskich rządów odpowiadają Marco Checchetto i Rafael De Latorre. Checchetto jest znany czytelnikom z poprzednich tomów Daredevila i od dawna współpracuje ze Zdarskym — widać, że ta chemia naprawdę działa. Tym razem odpowiada za rozgrywającą się w Nowym Jorku część historii, w której superbohaterowie walczą z Kingpinem i Thunderbolts. Jego kadry są dynamiczne, pełne detali i napięcia, a styl konsekwentnie buduje charakterystyczny, realistyczny klimat.
Udaje mu się pokazać ulice miasta, wnętrza biura burmistrza, kryjówki Kapitana Ameryki i reszty ekipy, a także więzienie, w którym widać reakcje osadzonych, choćby na pojawienie się Reeda Richardsa. Checchetto świetnie radzi sobie zarówno z brutalnymi scenami, jak ta, w której Fisk wyładowuje swoją agresję na zwykłych ludziach, jak i z bardziej kameralnymi momentami, np. wiecem wyborczym. Wszystko tu działa naprawdę dobrze.
Rafael De Latorre odpowiada za historię Elektra vs Kraven. Widać, że jego kreska różni się od tej Checchetto, choć nie na tyle, by zaburzać spójność tomu. Detale są czytelne, klimat wyraźny, a dynamiczne sceny walki robią wrażenie. Polowanie Kravena na Elektrę wypada bardzo dobrze i wprowadza do historii sporo napięcia.
Na koniec warto wspomnieć króciutką opowieść Burmistrz do wynajęcia, narysowaną przez Guillermo Sannę. Tu mamy zupełnie inny styl — bardziej pastelowy, przypominający starsze komiksy z gazet. To ciekawostka, która może przyciągnąć uwagę osób interesujących się techniką i różnorodnością komiksowej kreski.

Diabelnie dobry?
Diabelskie rządy to emocjonujący event superbohaterski. Niektóre elementy fabuły są trochę naciągane, ale dynamiczna akcja i intrygi sprawiają, że historia trzyma w napięciu od pierwszych stron aż do finału. To solidny tom, który łączy superbohaterską bijatykę z przemyślanym budowaniem napięcia i niebanalnymi zwrotami akcji, a przy okazji ciekawie rozwija wątki bohaterów. Warstwa graficzna wypada równie dobrze — kadry są czytelne, pełne życia i energii, a każdy z rysowników wnosi coś od siebie, zachowując spójność tomu. Dzięki temu łatwo poczuć zarówno atmosferę ulic Nowego Jorku, jak i realne zagrożenie wiszące nad superbohaterami.
