Tło historyczne
Punktem wyjścia genezy jest ciekawostka: debiut w 1937 roku w animacji Don Donald, gdzie Daisy mogła wyglądać jak „seniorita z jednego filmu”, lecz szybko okazało się, że to dopiero początek. Album pokazuje również, jak długo nad tą postacią unosił się cień tożsamościowego zamieszania, ponieważ nawet w polskich wersjach językowych Daisy często była mylona z Donną. Komiks więc zamiast wikłać czytelnika w zawiłości świata Kaczora Donalda, to prowadzi odbiorcę do momentu, w którym Daisy „krystalizuje się” w znanej nam formie, (tutaj warto napisać jaka to forma)a miało to miejsce w animacji Pan Kaczor ma randkę, a także Daisy zaczęła pojawiać się na pierwszych paskach gazetowych. Krótkie, pięciokadrowe historyjki działają jak szybkie szkice charakteru, ponieważ są bardziej zwięzłe i sytuacyjne, w porównaniu z późniejszymi opowieściami. Dzięki temu łatwo wychwycić, skąd bierze się jej upór, energia i temperament.
Zanim jednak zacznie się właściwa antologia, wydanie otwiera krótki, lecz bardzo konkretny wstęp o historii Daisy – zarówno tej komiksowej, jak i animowanej. To w praktyce mini-kompendium, które na kilku stronach pokazuje dziesięciolecia zmian nie tylko fizycznych postaci, ale i charakterologicznych, czyli tego, w jaki sposób była pisana oraz jej sposobu odzwierciedlania obrazu kobiet w kolejnych epokach. Widać, że Daisy potrafiła przyjmować różne oblicza wraz z przemianami społecznymi: bywała spychana na bok przez autorów, redukowana do obiektu uczuć i kłótni społecznych, ale miewała też momenty, gdy wybrzmiewała jako postać silna, odważna i pewna siebie – taka, której historie mają dawać młodszym czytelniczkom poczucie, że świat nie jest „czyjś”, tylko również ich, a marzenia da się realizować, a nie tylko o nich mówić.

Wielogłos i rysunek, który spina całość
Najciekawsze w tym tomie jest to, że nie prowadzi jednolitej narracji, lecz stanowi przegląd tego, jak różni twórcy rozumieli Daisy w rozmaitych czasach i plastycznej estetyki, ale też dziejowej uczuciowości: od klasycznej „dziewczyny Donalda”, po bohaterkę niezależną, czasem romantyczną, a okazyjnie gotową do przejęcia inicjatywy, gdy fabuła tego potrzebuje. W tym kontekście dobrze wybrzmiewa historia Inna niż wszyscy, łączona ze scenariuszem Boba Gregory’ego i rysunkami Carla Barksa. Daisy zostaje skonfrontowana z amerykańskim dobrobytem nie jako ozdoba kadru, lecz jako ktoś z własnymi rozterkami i wrażliwością. Z kolei dłuższy wątek superbohaterski działa tam jako kontrapunkt: tam, gdzie klasyczne historie budowały komizm z relacji i drobnych złośliwości, tu pojawia się tempo, akcja i poczucie, że Daisy potrafi być kimś więcej niż tylko kobiecą odpowiedzią na Donalda. Album nie zamyka jej też tylko w jednej roli: jednego razu przywołuje tradycję komiksów „dla dziewczyn” znanych z magazynu Kaczor Donald, a raz pokazuje ją jako kaczkę nowoczesną, mierzącą się z wyzwaniami XXI wieku, a innym razem przypomina, że jej marzenia – niezależnie od epoki – nie tak bardzo różnią się od marzeń „małych i dużych kaczuszek” sprzed dekad.
To, co spina całość, to warstwa graficzna: historie przygotowywali rysownicy pracujący przy kaczych komiksach na przestrzeni wielu dekad. Widać to szczególnie, gdy Horror w Himalajach odchodzi od spokojnej, podręcznikowej planszy i pozwala kadrowaniu się „rozsypać się” w bardziej ekspresyjny sposób. Zachodzi to przy starciu Daisy z Magiką de Czar – i wtedy jeszcze mocniej czuć kontrast wobec wczesnych pasków, gdzie forma była gorsetem, a tutaj staje się narzędziem scenarzysty, który posługuje się napięciem.
Największy zgrzyt przynosi finałowa, polska opowieść Sól w oku, rysowana przez Massimo Fecchi i scenariuszowo firmowana przez Macieja Kura. Sam pomysł na internetowy spisek i grę z fandomowym obrazem „opresyjnej kaczki” jest pomysłowy, bo zderza memiczny wizerunek Daisy z emocjonalną prawdą tęskniącego Donalda. Dopinanie na siłę polskich, folklorystycznych ozdobników i odwołań do Kopalnii Soli w Wieliczce brzmi raczej jak zbędny hałas, niż wartość dodana. Mimo tego potknięcia całość pozostaje albumem, który warto posiadać za sam wachlarz interpretacji, ponieważ to nie celebracja jednej ikony kaczej popkultury, tylko ukazanie, w jak urozmaicony sposób można napisać i narysować tę samą bohaterkę, oraz jak wreszcie może ona przestać być dodatkiem, a odgrywać główną rolę.
Album Nasza urocza Daisy dobrze współgra z tomem Nasz wielki Donald: tamten wolumin – jako publikacja rocznicowa – pokazywał, jak tytułowy bohater zmieniał się na przestrzeni czasu. Tutaj jest analogicznie, tylko z innym rozłożeniem akcentów – zamiast opowieści o ikonie, dostajemy głębsze przyjrzenie się postaci, która choć doczekała się jubileuszu z okazji debiutu, to przez lata rzadko miała prawdziwie własną przestrzeń.
