Peach Momoko stworzyła swoje własne Momokowersum będące połączeniem świata Marvela i japońskiego folkloru. Czy w Japonii jest miejsce dla Thora i Logana?
Psia wersja Wolverine’a?
Dni Demonów, to komiks wyjątkowy na tle innych powieści graficznych Marvela. Tym razem, zamiast opowiadać o kolejnych superbohaterskich potyczkach, Peach Momoko tworzy własne uniwersum. Czerpie inspiracje przede wszystkim z Japonii. Widać, to zarówno po postaciach, jak i stylu graficznym, mocno kojarzącym się z mangą. I to wszystko zostało podlane marvelowskim sosem. Trochę idę na przekór materiałom promocyjnym czy samym zapowiedziom zamieszczonym z tyłu okładki, sugerującym, że to alternatywny świat Marvela inspirowany japońskim folklorem. Według mnie podczas lektury komiksu odczucia są wprost odmienne. Bardziej ja czułem kulturę, folklor japoński niż szeroko pojętego Marvela. Jasne, część postaci ma imiona od superbohaterów czy wygląda do nich podobnie, mają też często podobne moce i umiejętności, ale pod każdym innym względem to są zupełnie niezależne postacie. Ich zachowanie, charaktery to nie są kopie postaci marvelowych. I to jest według mnie największa zaleta Dni Demonów. Dostajemy angażującą, ciekawą fabułę, wypełnioną efektownym starciami, a do tego mamy te drobne smaczki, czyli odwołania do uniwersum Marvela.

Zamiast superzłoczyńców demony…
Komiks zaczyna się w ciekawy sposób, czyli od pięknej legendy o konflikcie pomiędzy ludźmi, a Oni – demonami zamieszkującymi góry i lasy. Potem okazuje się, że tę historię czyta nasza protagonistka – Mariko. I tym sposobem trafiamy do współczesnej Japonii. I tutaj zaczynają się schody, bo Peach Momoko zaczyna pędzić z fabułą na złamanie karku. Według mnie przydałby się co najmniej jeden dodatkowy zeszyt, który by nas wprowadził w ten świat. A tutaj raptem po kilku stronach ujawniamy, że protagonistka jest dzieckiem Oni, zaraz wyrusza na górę odkryć swoje przeznaczenie itd. Jak dla mnie trochę za szybko się to dzieje. Wolałbym się rozkoszować tą fabułą ze względu choćby na genialne rysunki. Nie zmienia to faktu, że Peach stworzyła naprawdę ciekawą i fascynująca historię. Co rusz nasza protagonistka natyka się na jakieś nietypowe postacie będące mieszanką japońskich demonów i marvelowych superbohaterów. Starcia są o wiele brutalniejsze niż w typowym komiksie Marvela – zdecydowanie na plus. Trochę szkoda, że przez to gnanie z akcją, nie bardzo jest czas poznać charaktery poszczególnych postaci, których jest tutaj naprawdę sporo (Logan, Ororo – Storm, Halbo – Hulk, Kuroki, służąca Mariko i jej babci – Czarna Wdowa, Orochi – Venom, Kuya – Nightcrawler, Sosuke – Thor itd.).

Zapierające dech w piersiach piękno…
Ocenianie oprawy graficznej często sprawia mi problem. Jakoś z reguły sobie radzę, ale w tym wypadku mam spory kłopot, bo ciężko mi słowami wyrazić moje subiektywne odczucia z obcowania z ilustracjami Momoko. Według mnie są po prostu przepiękne, zachwycające. Jest w nich coś, sam nie wiem… magicznego. Zwłaszcza leśne tła rzucają się w oczy, bo wyglądają, jak malowane farbami. Co mogę więcej powiedzieć, po prostu urzekł mnie styl Momoko. To jeden z najpiękniejszych komiksów, jakie przeczytałem w tym roku, jest tuż zaraz za Somną od Lost in Time. Pozostaje mi jeszcze pochwalić wydanie. Nietypowy format, bardzo wysoki – najwyższy komiks, jaki mam w kolekcji, ledwo mieści mi się na półce. Do tego wyżłobione litery w okładce pokazują, że mamy do czynienia z produktem premium. Dodajmy do tego sporo dodatków. Po pierwsze krótki komiks o Elektrze (wcześniej opublikowany przez Muchę Comics w Elektra. Czerń, biel i krew), po drugie japoński bestiariusz, a także galeria przepięknych okładek i szkice samej Momoko. A to wszystko za raptem sto złotych.

Czy warto wychodzić poza superbohaterskie ramy?
Dni Demonów jest jednym z najlepszych komiksów od Marvela, jakie ostatnie dane mi było przeczytać. Przejedli mi się już momentami ci wszyscy superbohaterowie, a tutaj mamy fascynujące uniwersum, bazujące na japońskim folklorze i podlane marvelowymi smaczkami, dodatkami. Szkoda, że autorka nie zdecydowała się trochę bardziej rozbudować tej historii i poświęcić więcej czasu poszczególnym postaciom. Mimo to bawiłem się wyśmienicie, a takie postacie, jak Logan (w formie zajadłego wilka/psa) czy Halbo (japoński Hulk) urzekły mnie. Choć największe wrażenie zrobiła na mnie fenomenalna oprawa graficzna. Chcę więcej dzieł Momoko! Już się nie mogę doczekać Wojny Demonów. I mam nadzieje, że Egmont częściej będzie sięgał po takie ciekawe i nietypowe projekty! Polecam!!!

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.