Vera jest młodą kobietą. Kilka miesięcy wcześniej straciła chłopaka. Był jedyną osobą, która ją zauważyła. Przez całe życie wydawało się, że inni ledwo ją dostrzegają i szybko zapominają o jej istnieniu.
Kobieta pomaga rodzicom prowadzić hotel i wciąż próbuje sobie poradzić z zaistniałą sytuacją, gdy pojawia się osobliwy mężczyzna. Vera wkrótce dowiaduje się, że jej imię to skrót od Ginewry, a ona sama została tu przeniesiona z właściwych sobie czasów, czyli sprzed kilkunastu wieków.
Dziewczyna wraz z Merlinem wraca do przeszłości, gdzie czeka na nią świat, którego się nie spodziewała. Magia jest wszechobecna, a ludzie rodzą się z przeróżnymi umiejętnościami. Z racji tego, że nie zostawia śladów, w przyszłości badacze nie byli w stanie stwierdzić jej istnienia.
Vera daje się wciągnąć czasom arturiańskim, chociaż pamięta, że została do nich ściągnięta w konkretnym celu. Musi przywołać wspomnienia Ginewry, za którą wszyscy ją uważają. Wspiera ją Lancelot, Merlin pogania, a Artur, jej mąż i król, wydaje się ledwo znosić jej obecność.
Vera zdobywa wśród ludu zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Dodatkowym problemem jest zanikająca magia. Coraz mniej dzieci rodzi się z darami. I chociaż dziewczyna wie, że w przyszłości nie ma już magii, stara się pomóc w rozwiązaniu problemu. Jednak jej całkiem odmienne zachowanie zaczyna być coraz częściej zauważane przez postronnych ludzi, którzy pamiętają poprzednią Ginewrę.
Legendy arturiańskie nie są mi szczególnie bliskie, ale chętnie sięgam po alternatywne wersje znanych historii. W książce bardzo spodobał mi się nie tyle sam pomysł umieszczenia magii w realnym świecie, ale wyjaśnienie, dlaczego współcześnie nic o niej nie wiemy. Archeologowie nie mogli znaleźć żadnych pozostałości.
Tłumaczy to także dlaczego przez tak wiele wieków technologia i odkrycia nie posuwały się do przodu – wszystko załatwiano magicznie. Proste, a takie trafne.
Niestety nieco mniej spodobała mi się sama fabuła. O ile na początku byłam dosyć zaangażowana, to im dalej w las, tym bardziej traciłam zainteresowanie.
Ponad pięćset stron zaczęło mi się w końcu dłużyć, bo z każdym kolejnym rozdziałem czułam, że historia jest trochę przegadana. Natomiast postaci są dobrze przedstawione i da się je lubić, mimo kilku mniej sensownych rozważań głównej bohaterki.
Wieczna królowa to pierwszy tom cyklu Życia Ginewry, więc mam nadzieję, że autorka zaskoczy mnie czymś jeszcze w kolejnym tomie. Książka może nie jest wybitna i mogłaby być nieco skrócona, ale czytało się ją przyjemnie.
