Mike Carey i Peter Gross stworzyli oryginalną i magiczną serię pod tytułem Niepisane. Po trzech znakomitych tomach przyszła pora na czwartą część. Czy Mike potrafi nadal zaskakiwać?
Hokus-pokus!
Mike Carey jest bardzo oryginalnym i pomysłowym scenarzystą. Potrafił mnie zaskoczyć w każdym wcześniejszym tomie. I nie inaczej jest przy części czwartej. Choć tym razem dotyczy to całej struktury fabularnej. Byłem przekonany, że wiem jaki będzie finał tej sagi, a tymczasem wątek, który wydawało mi się, że będzie końcem cyklu, jest raptem wstępem do kolejnego epizodu. No właśnie, w recenzowanej części Tom konfrontuje się z tajemniczą kliką rządzącą światem, a także z zabójcą swojego ojca. Mało tego, Mike Carey w końcu odsłania wszystkie karty. Już wiemy, jak funkcjonuje to uniwersum. I właśnie wtedy okazuje się, że poza tą organizacją jest coś większego. I cóż mogę powiedzieć? Po raz kolejny zostałem pozytywnie zaskoczony! Na dodatek, choć jakoś bardzo nie wyczekiwałem na ten tom, to ponownie jak tylko zacząłem czytać, od razu wsiąkłem w ten świat!

Sekrety przeszłości
Poza fascynującym starciem Toma z tajemniczą organizacją, w tym tomie dowiemy się, jak narodziła się ta formacja. A przede wszystkim Mike pokaże prawdziwe oblicze głównego antagonisty. Te historyczne wstawki (cofamy się w czasie aż do początku stworzenia) poszerzają naszą wiedzę o tym niesamowitym uniwersum. I to jest kolejna zaskakująca rzecz. Doceniam to, że autorzy poświęcają tak dużo uwagi pobocznym wątku.
Z ciekawostek warto nadmienić, że w tej części poznajemy finał przygód zabójcy zamienionego w królika i wysłanego do świata bajek – genialna historia (najlepszy epizod tego wątku został zamieszczony w tomie drugim). Szczerze, ponownie Mike mnie zaskoczył, bo byłem przekonany, że ów bohater będzie miał do odegrania ważniejszą rolę.

Brzydka magia?
W tej serii najbardziej boli mnie oprawa graficzna. Nie mogę pojąć, dlaczego główny wątek fabularny jest tak brzydko zilustrowany. Peter Gross ma talent do tworzenia naprawdę pięknych plansz. Niestety używa go jedynie do przedstawienia pobocznych epizodów. Zatem na przykład sceny ukazujące przeszłość członków kliki wyglądają przyzwoicie. Tym samym trudno ocenić jednoznacznie oprawę graficzną, bo piękne panele przeplatają się z brzydkimi i bardzo prostymi grafikami. Cóż, dobrze, że chociaż wydanie trzyma cały czas taki sam poziom. Nie ma tu się do czego przyczepić, za to warto wspomnieć, iż w ramach dodatków, na końcu zamieszczono szkice Petera Grossa.

Czy warto uwierzyć w magię?
Tom czwarty jest ciekawym przypadkiem. W teorii to już mógł być koniec tej ciekawej przygody. Wydawało się, że wszystkie karty zostały odkryte, a jednak Mike wyciągnął asa z rękawa! To jednak jedynie koniec pewnego etapu przygód Toma Taylora. Zatem, z niecierpliwością czekam na kolejną część (premiera prawdopodobnie we wrześniu), bo wiem jedno, Mike i Peter na pewno znów mnie zaskoczą. A ja sobie cenię oryginalne i nietypowe pomysły.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.