Na naszym polskim rynku pojawia się coraz więcej komiksów postapo. Do tego nurtu zalicza się też recenzowany Wędrowiec, autorstwa Viktora Hachmanga. Czy ten utwór wniesie powiew świeżości do gatunku?
Wędrówka bez celu
Wędrowiec jest klasycznym przedstawicielem historii postapo. Ziemia upadła, nie ma już na niej ludzi, bo wszyscy przenieśli się do Awalonu, wielkiej konstrukcji przypominającej grzyba, która unosi się w powietrzu. Na samym szczycie hierarchii społecznej, a jednocześnie tuż pod samą kopułą tej satelity, żyją bogacze, a w jej trzewiach biedota, która ledwie wiąże koniec z końcem. Jednym z przedstawicieli najniższej klasy społecznej jest Geo, czyli nasz protagonista. W pewnym momencie podejmuje się pracy śmieciarza, czyli zwozi odpady z Awalonu na Ziemię. Niestety któregoś razu kosmiczny statek nawalił i Geo się rozbił. I w zasadzie o tym jest ta opowieść – o jego wędrówce po opuszczonej Ziemi. Choć może raczej jest to historia o przetrwaniu i walce z samym sobą, ze stopniowo ogarniającymi umysł szaleństwem i samotnością. Zważywszy na to, że akcja koncentruje się na samotnej podróży jednego bohatera, to nie uświadczymy tu za wiele dialogów. Z tego powodu Hachmang wprowadza narratora, który, używając drugiej osoby liczby pojedynczej, mówi nam, co robi, a przede wszystkim, co odczuwa (czy raczej – co może odczuwać?) Geo. Ten zabieg mi nie przeszkadzał, bo narrator nie jest przesadnie nachalny. Niemniej zdaję sobie sprawę z tego, że może to irytować. Sama opowieść nie jest mocno innowacyjna. Takich podróży bohaterów przez zrujnowany świat było już całe multum. Tutaj jest drobna różnica, polegająca na tym, że Geo w zasadzie nie spotyka ludzi. Innych bohaterów widzimy głównie w retrospekcjach. Ważną rolę odgrywa też tutaj Burza Szekspira (Geo znalazł zwłoki trzymające tę książkę), zwłaszcza przy zakończeniu, które mnie zaskoczyło. Powiem nawet więcej, nie wiem do końca jak je interpretować. Całościowo Wędrowiec jest dobrze napisanym komiksem postapo, ale zdecydowanie nienajlepszym.

Czy warto wędrować po zniszczonej Ziemi?
Warto jednak przede wszystkim zwrócić uwagę na oprawę graficzną. Już sam format sugeruje, że rysunki są ważną częścią tego komiksu. Wędrowiec jest wraz z Dniami Demonów największym (ponad 33 cm wysokości) komiksem w moich zbiorach. Styl Hachmanga nie jest może tak piękny i zachwycający jak Peach Momoko, ale nadal prezentuje wysoki poziom. Największe wrażenie zrobiło na mnie ukazanie szaleństwa, jakie zaatakowało Geo pod wpływem krakania kruków. To wygląda doprawdy niesamowicie, użycie tylko czerni, bieli i czerwieni, zwłaszcza ten wściekły czerwony doskonale oddaje cierpienie bohatera. I te przeplatające się kadry, ukazujące różne sceny – czy to z dzieciństwa, czy z pobytu na opuszczonej Ziemi… Dzięki temu możemy wręcz doświadczyć na własnej skórze rozpaczy bohatera. Do tego wydania mam tylko jedno zastrzeżenie, mianowicie na końcu jest zamieszczona ot taka jedna pusta kartka. Już nawet wrzucenie reklamy innego komiksu byłoby lepsze niż pozostawienie po prostu dwóch pustych stron. Niemniej całościowo Wędrowiec sprawił mi przyjemność, jak większość dzieł w klimacie postapo. Nie będzie to mój ulubiony komiks z tego gatunku (cały czas Hombre zajmuje pierwsze miejsce), ale na pewno znajdzie się dla niego miejsce na mojej półce. I pewnie nieraz go jeszcze przejrzę, aby popodziwiać rysunki Hachmanga ukazujące zniszczoną Ziemię.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.