Macedonia Północna to europejskie państwo graniczące z Grecją, którego populacja sięga niecałych dwóch milionów mieszkańców. Z pewnością nie można powiedzieć, że jest znane ze wzbogacania świata rozrywki cyfrowej, co nie oznacza, że nie są podejmowane próby zmiany tego stanu rzeczy. Niewątpliwie jest to marzeniem studia Dark-1 które postanowiło uczcić w swej premierowej produkcji stolicę wspomnianego kraju.

Szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu
Skopje ’83 to gra FPP z elementami roguelite’a i survivalu, w której mierzymy się z problemem całkowitego upadku retrofuturystycznej wersji stolicy Macedonii Północnej. Ludność miasta została ewakuowana, my jesteśmy produktem tajemniczego laboratorium, wszędzie roi się od mutantów, potworów i zabójczych maszyn, a nad wszystkim wisi widmo jedynego rozwiązania problemów, jakie zna wojsko – nuklearnego bombardowania. Do dyspozycji mamy mobilną bazę w postaci autobusu o nazwie „DOM” (nadspodziewanie swojsko, prawda?), w którym za pomocą znalezionych podczas eksploracji materiałów i schematów możemy udoskonalać nasz arsenał, wytwarzać wspomagający ekwipunek i zadbać o odpowiednią dawkę snu. Wszystko brzmi dobrze, ale diabeł niewątpliwie uwił sobie leżę w szczegółach.
Przede wszystkim problemem produkcji jest decyzja o miksie gatunkowym. W początkowym etapie rozgrywki mamy siedem dni na zniszczenie porozrzucanych po mieście pylonów, których unicestwienie ma przekonać wojskową wierchuszkę do tego, że stolicę można uratować w inny sposób niż poprzez spopielenie i radiację. Niestety, czas w świecie gry pędzi z zawrotną prędkością. Dni upływają niemiłosiernie szybko, większość z nich spędzamy na żmudnym przeczesywaniu kolejnych budynków w poszukiwaniu śmieciowych ilości surowców (z których niektóre zdarzają się niezwykle rzadko pomimo sporego zapotrzebowania), zaspokajaniu głodu i pragnienia oraz dbaniu o odpowiednią dawkę snu. To połączenie sprawia, że pozostaje nam niewiele czasu na znalezienie naszych rozsianych po wcale nie tak małym terenie celów, które nieraz wystarczy po prostu otworzyć, a często zabezpieczone są może i prostymi, ale czasochłonnymi zagadkami. To sprawia, że postępy są niezwykle powolne, a dążenie do nich żmudne, powtarzalne i frustrujące.
Warto również wspomnieć tu o walce. Początkowo dysponujemy jedynie prostym, niewielkim pistoletem energetycznym, dopiero z czasem odblokowujemy możliwość stworzenia bardziej zaawansowanego arsenału, a raz znalezione schematy nie przepadają wraz z kolejnymi powtórzeniami. Tu jednak tkwi haczyk, gdyż niezależnie od tego, jakim gnatem postanowimy pozbywać się wrogów, amunicja kończy się w zastraszającym tempie co rusz zmuszając nas do desperackiej ucieczki i powrotu do eksploracji w celu uzupełnienia magazynków. Teoretycznie zawsze można sięgnąć po broń białą, jednak jej używanie ma tyle samo sensu co ruszenie z pięściami na pancernik – niby się da, ale jedyne co osiągniemy to liczne złamania i nieugiętość okrętu.

To na pewno nie zostało narysowane ręcznie?
Co jednak trzeba oddać Skopje ’83, to fakt, że wizualnie zdecydowanie dociąga. Oczywiście, już na pierwszy rzut oka widać, że nie mamy tu do czynienia z produkcją za grube miliony. Pełno uproszczeń wyraźnie wskazuje na próby zamaskowania niedoskonałości, jednak zastosowanie cel-shadingu sprawia, że te braki schodzą na dalszy plan i możemy rozkoszować się iście komiksową oprawą wizualną. To, co kiedyś stanowiło wizytówkę serii Borderlands, tutaj wybrzmiewa dosadniej i prezentuje się na tyle dobrze, by od pierwszego spojrzenia przykuwać wzrok. Ciekawą decyzją było również postawienie na retrofuturystyczną wersję stolicy Macedonii Północnej. Choć mamy do czynienia z krajem odległym, w którym panuje klimat niemal śródziemnomorski, osoby mające w swej pamięci polski ustrój słusznie miniony i lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku mogą momentami poczuć się całkiem swojsko. Zwłaszcza porozrzucane po ulicach pojazdy, choć wyposażone w wyraźnie odstające pojemniki na ładunki elektryczne, wyglądem swym ewidentnie nawiązują do myśli motoryzacyjnej bloku wschodniego. Jedynie wszechobecna cyrylica może budzić niezbyt dobre skojarzenia.
Zdecydowanie oprawa dźwiękowa nie zasługuje na takie peany jak wizualia, ale też nie można powiedzieć by była minusem produkcji. Może i ciężko odczuć moc używanej broni po tym jakie dźwięki wydaje, a przeciwnicy brzmią mniej przerażająco niż mogliby, ale nie stoi to w sprzeczności ze światem przedstawionym. Muzyka również nie należy do tych, które zapadają w pamięć, jednak doskonale oddaje klimat przytłoczenia i beznadziei towarzyszący naszemu protagoniście w zdawałoby się niemożliwej misji. Może tym samym koliduje z komiksową kreską okraszoną nieraz wyrazistymi, wesołymi kolorami, ale robi to w sposób niewątpliwie satysfakcjonujący.
Skopje ‘83 to gra, której koncepcja ma spory potencjał, ale został on zmarnowany przez nietrafione decyzje. Licznik czasu dający niewielkie pole do manewru, w połączeniu z niezbyt sprawiedliwym i żmudnym zbieractwem, szybkim zużyciem amunicji oraz potrzebą zaspokajania życiowych podstaw protagonisty sprawia, że już na samym początku gra odrzuca nas wymuszonym pośpiechem i słabym progresem okraszonym licznym rozpoczynaniem niemal od zera. Wielu graczy, zwłaszcza tych ceniących niespieszne i metodyczne dążenie do realizacji celu, zapewne nie dotrwa do późniejszych etapów, potężniejszych przeciwników i rozwoju arsenału, będąc rozczarowanymi tym, czym przywitała ich ta miła dla oka produkcja studia z Macedonii Północnej.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od wydawcy, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.