Capcom ma obecnie okres, którego nie powstydziłaby się żadna firma w branży. Po świetnie przyjętym Resident Evil: Requiem, studio nie zwalnia tempa i w odstępie zaledwie kilku tygodni dostarcza kolejny tytuł, który z miejsca staje się jednym z najmocniejszych punktów roku. Pragmata to gra, która nie tylko potwierdza, że Japończycy są dziś w absolutnym topie światowych deweloperów, ale też pokazuje, jak doskonale rozumieją, czego oczekują gracze spragnieni wysokooktanowej akcji, emocjonalnej historii i dopracowanej rozgrywki. To produkcja, która od pierwszych minut daje jasno do zrozumienia, że nie zamierza tracić czasu — i zabierze nas w podróż, której długo nie zapomnimy.

Podróż na srebrny glob
Ta zaś zaczyna się wraz z przybyciem oddziału inżynieryjnego do księżycowej bazy Delphi Corporation z misją sprawdzania powodów utraty łączności. Pragmata nie bawi się jednak w długie wprowadzenia. Już po kilku minutach od rozpoczęcia gry wydarzenia eskalują do poziomu pełnoprawnej katastrofy, której stajemy się mimowolnymi uczestnikami. Ani się obejrzymy, gdy na naszych oczach wszystko eksploduje, nasz oddział przestaje istnieć, a my – jako Hugh Williams – musimy chwycić za broń i spróbować zrozumieć, co właściwie poszło nie tak. Jedno jest pewne, androidy pierwotnie zaprojektowane do pomocy mieszkańcom placówki, teraz stały się śmiertelnym zagrożeniem.
W tym chaosie szybko poznajemy Dianę, czyli tytułową Pragmatę. To niezwykle zaawansowana SI o wyglądzie kilkuletniej dziewczynki, która od pierwszych chwil staje się dla Hugh nie tylko towarzyszką, ale też emocjonalną kotwicą całej opowieści. Diana nie jest zwykłym NPC-em, który podąża za nami i rzuca okazjonalne kwestie. To pełnoprawna bohaterka, której obecność nadaje historii właściwego ciężaru. Jej emocjonalna dynamika z Hugh jest poprowadzona z taką dbałością, że niejednokrotnie będziemy mieli wrażenie, że obserwujemy coś wcale niedaleko relacji Joela i Ellie z The Last of Us, gdzie na młokosie zależało nam równie mocno jak doświadczonemu przez życie przemytnikowi. Nic dziwnego, że w sieci szybko Pragmatę zaczęto określać jako „dadspace” – i choć początkowo może to brzmieć jak materiał na memy, w praktyce okazuje się zaskakująco trafne.
Co ważne, mimo, że początek gry może przywodzić na myśl klasyczne kosmiczne horrory pokroju rzeczonego Dead Space’a, gra Capcomu szybko pokazuje, że celuje w zupełnie inne tony. Owszem, mamy tu mroczne korytarze, alarmowe światła i poczucie zagrożenia, ale gra bardzo szybko przechodzi w dynamiczną, pełną adrenaliny opowieść akcji, w której tempo nie spada praktycznie ani na moment.

Szybko, jeszcze szybciej!
Owa dynamika to zresztą podstawowe założenie gameplayowe całości. Jeśli więc ktoś liczył na powolne, metodyczne starcia, Pragmata szybko wyprowadzi go z błędu. Tutaj walka to nieustanny taniec między unikami, strzałami, hakowaniem i zarządzaniem zasobami. Wrogowie atakują nas w grupach, a każda jednostka ma zupełnie inne zachowania i wymagania taktyczne. Latający snajperzy namierzający nas laserem, humanoidalni Kroczyciele z „bronią białą”, opancerzone tanki z atakami obszarowymi, szybkie pajęczakopodobne drony – to wszystko sprawia, że w trakcie starć dzieje się co najmniej kilka rzeczy naraz. Od czasu do czasu pojawią się też bossowie i miło mi potwierdzić, że starcia z nimi są dokładnie takie, jakie powinny być – popis pomysłowości twórców, wymuszający na nas użycie wszystkich nabytych wcześniej zdolności.
Kluczowy będzie tu więc nie tylko nasz refleks, ale też umiejętność szybkiego podejmowania decyzji. Będziemy musieli przeskakiwać między broniami, wykorzystywać otoczenie, a przede wszystkim korzystać z pomocy Diany. To właśnie ona, siedząc nam na plecach, może przeciążać systemy przeciwników, sprawiając, że stają się bardziej podatni (czy jak twierdzi polskie tłumaczenie „otwarci”) na obrażenia. Hakowanie w trakcie walki to absolutna podstawa rozgrywki i coś, co warto opanować jak najszybciej, bo sprawne korzystanie z tej mechaniki potrafi odwrócić losy nawet najtrudniejszego starcia.

Giwery w dłonie!
Oczywiście w potyczkach wydatnie przyda nam się również pokaźny arsenał, jaki będziemy sukcesywnie znajdowali w trakcie przemierzania kolejnych lokacji. Podstawowy pistolet z niekończącą się amunicją będziemy mogli przeplatać z różnej maści karabinami, strzelbami czy broniami pomocniczymi – którymi dla przykładu spowolnimy przeciwników, czy czasowo powalimy na podłogę. Jest tego, mówiąc krótko, cała masa. Zatem tylko od nas i naszego stylu gry zależy z czego będziemy korzystali – a na dodatek wszystkie z nich, podobnie jak hakowanie zresztą, będziemy mogli ulepszać. Tu przydadzą się z kolei różne rodzaje walut i zasobów, na jakie natkniemy się w świecie gry. W taki sposób punkty ulepszeń posłużą do rozwijania bazowych statystyk postaci, takich jak obrona czy żywotność, a nici księżycowego minerału o którego idzie całe zamieszanie nazwanego lunarytem do wzmacniania broni, silników manewrowych i umiejętności specjalnych. Trafimy też na czysty lunaryt, który odblokowujemy za oczyszczanie czerwonych stref — wyjątkowo niebezpiecznych obszarów pełnych wrogów.
Do tego dochodzą modyfikatory zapewniające różne premie, jak dodatkowe zdrowie czy szybsze przeładowanie. Wszystko to sprawia, że rozwój postaci jest nie tylko satysfakcjonujący, ale też realnie wpływa na styl gry. Możemy postawić na mobilność, siłę ognia, hakowanie albo balans między tymi elementami.

Hasając po księżycowej bazie
Choć większość gry spędzamy w korytarzach księżycowej bazy, projekt poziomów jest tak przemyślany, że ani przez chwilę nie czujemy monotonii. Ale to dopiero początek, bo im dłużej gramy, tym bardziej zaczynamy rozumieć, jak ogromną wagę twórcy przyłożyli do tego, by eksploracja była nie tylko dodatkiem, ale pełnoprawnym filarem rozgrywki.
W Pragmacie będziemy z przyjemnością lizali ściany, bo każdy zakamarek potrafi skrywać coś wartościowego. Twórcy pochowali po kątach całą masę zasobów, a ich rozmieszczenie nie jest przypadkowe. Często bowiem prowadzą nas do miejsc, które pokazują, jak znakomicie zaprojektowane są poziomy zarówno horyzontalnie, jak i wertykalnie. Korytarze, które na pierwszy rzut oka wydają się liniowe, po chwili okazują się mieć ukryte przejścia, alternatywne ścieżki, platformy dostępne tylko dzięki silnikom manewrowym, albo sekcje wymagające sprytnego wykorzystania otoczenia.
Co chwila trafimy też na nowe problemy środowiskowe do rozwiązania: zablokowane przejścia, uszkodzone windy, lokacje o zerowej grawitacji, obszary wymagające precyzyjnych skoków bądź wykorzystania hakowania do otwierania drzwi czy dezaktywacji pól siłowych. Do tego dochodzą znajdźki i to takie, które naprawdę chce się zbierać. Maile, komunikaty, hologramy czy nagrania audio budują tło fabularne, pozwalając nam zrozumieć, co wydarzyło się w bazie przed naszym przybyciem. Nie są to puste zapychacze. Wiele z nich rzuca nowe światło na wydarzenia, relacje między naukowcami, a nawet na samą Dianę. Znajdziemy też elementy wyposażenia księżycowej bazy bohatera – Azylu, które nie tylko ją udekorują, ale też odblokowują jej nowe funkcje lub premie postaci.
Eksploracja w Pragmacie jest więc nie tylko opłacalna, ale też satysfakcjonująca i co najważniejsze, organicznie wpleciona w strukturę gry. To jedna z tych produkcji, w których naprawdę warto zajrzeć w każdy kąt, bo nagroda czeka niemal zawsze.

Dom z dala od domu
Skoro zaś wspomniałem wyżej o Azylu, to należy mu się i kilka słów więcej, jako że po prawdzie to serce naszej przygody i miejsce, do którego będziemy wracali między misjami, by złapać oddech, przegrupować się i przygotować do kolejnych wyzwań. W rozszerzonej perspektywie okazuje się jednak, że Azyl to coś znacznie więcej niż zwykły hub. To przestrzeń, która rośnie razem z nami, zmienia się w zależności od naszych postępów i staje się niemal drugim domem Hugh i Diany.
Na początku Azyl jest skromny – kilka terminali, podstawowe funkcje i minimum wyposażenia. Ale im dalej w grę, tym bardziej zaczynamy doceniać, jak sprytnie zaprojektowano jego rozwój. W trakcie eksploracji będziemy znajdowali elementy wystroju, moduły funkcjonalne i urządzenia, które po zainstalowaniu w Azylu odblokowują nowe możliwości. Może to być dodatkowa stacja ulepszeń, terminal do analizy danych, symulacje treningowe z nagrodami za dobre wyniki, a nawet… mini‑gra bingo, która pozwala zdobywać wewnątrzgrowe premie.
Każdy powrót do Azylu to automatyczny zapis gry, ale też decyzja taktyczna, bo po powrocie na pole walki wrogowie się resetują. To system inspirowany soulslike’ami, ale w Pragmacie działa bardziej jako mechanika ryzyka i nagrody. Będziemy musieli decydować, czy opłaca się wrócić, ulepszyć sprzęt i odetchnąć, czy może lepiej kontynuować misję, by nie odradzać zastępów przeciwników.
Azyl pełni też funkcję emocjonalną. To tu Hugh i Diana mają swoje spokojniejsze momenty. To tu możemy zobaczyć, jak ich relacja się rozwija, jak Diana reaguje na nowe elementy wyposażenia, jak komentuje nasze postępy. To miejsce, które przypomina, że mimo całej akcji i chaosu, Pragmata jest też historią o więzi między człowiekiem a SI, która uczy się świata na nowo.

Technikalia na ostatni guzik
Dobra, powiedzmy to wprost: Pragmata to jedna z najładniejszych gier tej generacji. Można zachwycać się neonami Night City w rodzimym Cyberpunku 2077 czy grą świateł w Alanie Wake’u 2, ale takiego zaimplementowania odbić, jakie zobaczymy w Pragmacie, nie ma nigdzie indziej. Tekstury są ostre jak żyleta, lokacje pękają od detali, efekty cząsteczkowe robią piorunujące wrażenie, a modele postaci i mimika twarzy to absolutna światowa czołówka.
RE Engine został tu wykorzystany do granic możliwości i to widać dosłownie w każdym kadrze. Co najważniejsze, gra działa płynnie nawet w najbardziej intensywnych momentach, a na PC potrafi wykorzystać najnowsze technologie renderingu, w tym ray tracing i path tracing. Muzyka wraz z udźwiękowieniem również stoją na bardzo wysokim poziomie. Ścieżka dźwiękowa potrafi być zarówno subtelna, emocjonalna, jak i pełna energii w trakcie walk. Głosy postaci, zwłaszcza Diany, są świetnie dobrane dzięki czemu nadają historii dodatkowej głębi.
Co więcej, Pragmata działa zaskakująco dobrze na wszystkich platformach. Na PC możemy liczyć na szeroki wachlarz ustawień graficznych, wsparcie dla DLSS i FSR, a także bardzo stabilne działanie nawet na średniej klasy sprzęcie. W trakcie kilkunastu godzin gry nie natknąłem się też na żadne poważne błędy. To zatem jedna z tych produkcji, które od premiery działają tak, jak powinny, co w dzisiejszych czasach wcale nie jest normą.

Perfekcja w zasięgu ręki
Pragmata jest zatem kolejną grą, która udowadnia, że Capcom jest dziś w absolutnie topowej formie. To produkcja pełna akcji, emocji, świetnie zaprojektowanych poziomów i widowiskowych starć. Relacja Hugh i Diany to jeden z najmocniejszych punktów całej opowieści, a gameplay łączy intensywność z satysfakcjonującą głębią. Do tego dochodzi fenomenalna oprawa audiowizualna i dopracowanie techniczne, które sprawiają, że trudno się od tej gry oderwać.
Jeśli ktoś twierdził, że czas wielkich gier dla pojedynczego gracza już przeminął, to Capcom mówi: „potrzymaj mi piwo!” i w odstępie miesiąca dostarcza dwa absolutne killery. Oby reszta branży potrafiła zeń wziąć przykład.
Grę do recenzji otrzymaliśmy od Capcom Polska, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.