Historia pewnego umarłego
Fabularnie Ghost Master: Resurrection niczym nie różni się od oryginału. Podobnie jak dawniej, gracz wciela się w rolę władcy duchów przywołanego do miasteczka Grobowo przez nieodpowiedzialne zabawy śmiertelników ze światem pozagrobowym. Od tego momentu razem z gotowymi do działania „przerażaczami” stajemy się najgorszym koszmarem żywych. Nawiedzenia, opętania i przerażenie stają się nową codziennością śmiertelnych. W trakcie gry mamy też powracający wątek pewnego nie do końca normalnego naukowca oraz starcia z łowcami duchów, którzy są oczywistym, ale bezpiecznym z perspektywy praw autorskich nawiązaniem do Pogromców Duchów. Takich odniesień do popkultury jest w grze mnóstwo – za inny przykład niech posłuży pierwsza misja ze wspomnianego wątku naukowca. Musimy w niej pokierować grupę aspirujących badaczy okultyzmu do pewnej przeklętej księgi znajdującej w chatce w środku lasu. Jest to oczywiście nawiązanie do słynnej serii Martwe zło. Poza tym mamy imiona śmiertelników i duchów, będące przeróbkami imion z filmów czy seriali. Część naszych przerażaczy samym swoim wyglądem nawiązuje do różnych postaci (mamy tutaj np. wersję jeźdźca bez głowy czy też duchy inspirowane kreskówkami z serii Zwariowane Melodie).

Tak samo paranormalny jak dawniej
Rozgrywka jest bardzo podobna do tej, co kiedyś, ale wprowadzonych zostało kilka zmian. W dalszym ciągu wszystko opiera się na planowaniu i przeprowadzaniu nawiedzeń. W tym drugim jesteśmy wspierani przez duchy najróżniejszych rodzajów. Te paranormalne istoty zdobywamy na początku każdego aktu oraz uwalniamy w każdej lokacji (w tej wersji dodano też kilka zupełnie nowych postaci). Naszą ekipę na każde z nawiedzeń musimy dobrać tak, by ich zdolności pokrywały wszystkie cele w danej lokacji. Nie zawsze chodzi jedynie o przegnanie śmiertelników. Przykładowo, w jednej z misji musimy ujawnić makabryczną przeszłość domu jego obecnym mieszkańcom. W tym celu konieczne jest pokazanie im poukrywanych zwłok. Jeśli źle dobierzemy duchy i nie będziemy uważać podczas nawiedzenia, to możemy skończyć z pustym domem. Poza tym, tak jak wcześniej wspomniałem, mamy też uwięzionych przerażaczy, których możemy zwerbować przy użyciu odpowiednich zdolności. Część duchów jest jednak ukryta i nie mamy wyjaśnienia, jak je zdobyć. Zawsze jednak chodzi o dobranie odpowiednich pomocników. Każde nawiedzenie możemy powtarzać nieograniczoną liczbę razy, aby wszystko odblokować oraz zdobyć więcej punktów (plazmozłotych). Jeśli zatem chcemy wszystko wymaksować, to wspomniane wcześniej planowanie jest kluczowe.
Między nawiedzeniami możemy odwiedzać swoją siedzibę w Grobowie, gdzie przebywają nasi niematerialni rekruci. Tam możemy za zdobyte podczas misji plazmozłote odblokować im kolejne zdolności. Nowością w tej wersji gry są natomiast Talenty, czyli forma pasywnych perków. Te rozwijamy za pomocą dyń, także zdobywanych po każdym nawiedzeniu. Talenty ulepszamy poprzez kupowanie nowych poziomów na drzewku rozwoju. Możemy np. zdobyć Talent, który na stałe ułatwi doprowadzanie śmiertelników do obłędu. Wspomniane dynie były już obecne w oryginalnym Ghost Masterze, ale wtedy służyły jedynie za wskaźnik tego, jak dobrze poszło nam nawiedzenie.
Ogólnie rozgrywka w tej wersji bierze wszystko to, co sprawdziło się w pierwowzorze i dodaje trochę więcej. Żeby jednak nie słodzić za dużo – mam też kilka uwag. W trakcie zabawy doświadczyłem crasha, gdy kilka duchów jednocześnie użyło swoich zdolności. Nie było w ogóle żadnego sygnału, że coś jest nie tak, np. w formie spadku klatek na sekundę. Gra po prostu nagle się wyłączyła. Niestety, nawiedzenia są skonstruowane w taki sposób, że po przerwaniu nie można ich wznawiać, a jedynie rozpocząć od nowa. Biorąc pod uwagę, że już kończyłem grę, w dodatku po kilku podejściach, to ten crash wywołał u mnie sporo frustracji, doprawionej pikantnymi epitetami. Poza tym przy każdym odpaleniu gra włącza mi się w okienku w lewej górnej części ekranu. Co prawda łatwo da się to naprawić dwukrotnym użyciem komendy klawiszowej Alt+Enter, ale fakt, że w ogóle coś takiego się dzieje, jest dla mnie bardzo dziwny. Przyznaję, że komputer na którym grałem, nie jest może super mocny, lecz ze sporym zapasem spełnia minimalne wymagania Ghost Master: Resurrection.

Mały lifting i duch jak nowy
Graficznie nie otrzymujemy rewolucji, a raczej podrasowane doświadczenie. Styl został utrzymany ten sam co wcześniej. Postacie wciąż wyglądają jakby mogły się wpasować we wcześniejsze odsłony serii The Sims, jednocześnie otrzymując trochę więcej detali. Na samym początku rozgrywki zauważyłem kilka błędów związanych z animacjami i otoczeniem, ale zmiana ustawień graficznych je naprawiła. Ogólnie kolory są żywsze, animacje płynniejsze i wszystko działa na zwiększonej rozdzielczości. Jest to typowy remaster, który może nie próbuje wynaleźć koła na nowo, ale na pewno do jego produkcji używa lepszych materiałów. Jest jeszcze jedna kwestia, co prawda niezwiązana z grafiką, ale wspomnę o niej tutaj. Chodzi o ścieżkę dźwiękową, która świetnie dopełnia całość. Tak jak w przypadku aspektu wizualnego, tak i tutaj mowa o podrasowaniu oryginału. Muzyka jest ta sama, ale słychać, że brzmi lepiej.
Podsumowując, Ghost Master: Resurrection to naprawdę solidny remaster, przygotowany z myślą o współczesnym sprzęcie. Zachowano najlepsze elementy rozgrywki oraz dodano kilka nowych. Wizualnie może jest bez rewolucji, ale dzięki temu utrzymany został charakter pierwowzoru. Co jeszcze ważne, gra już w tej chwili dostała kilka dodatków (płatnych oraz darmowych), co jest sygnałem dalszych planów jej rozwoju. Może nawet kiedyś dostaniemy drugą część. Jeśli szukacie lekkiej i humorystycznej produkcji wymagającej zdolności planowania oraz logicznego myślenia, to zdecydowanie warto wziąć Ghost Master: Resurrection pod uwagę.

Grę otrzymaliśmy dzięki uprzejmości U&I Entertainment, za co bardzo dziękujemy, jednak nie wpływa to na ocenę końcową produktu.