Szybciej, mocniej, więcej oraz dalej
Z okazji osiemsetnego numeru Flasha Egmont Polska kontynuuje wydawanie przygód Szkarłatnego Sprintera – z lepszym lub gorszym skutkiem, choć zawsze w duchu solidnego rzemiosła. Najnowszy tom zatytułowany Atraktor wpisuje się w tę tradycję, choć nie bez zastrzeżeń. Z pozoru niewinna scena wolnej randki szybko przeradza się w typowy dla Flasha rollercoaster czasoprzestrzennych zawirowań, gdzie granice między teraźniejszością a możliwymi wariantami przyszłości stają się płynne. Nie bez przyczyny – czas dla Flasha to zupełnie inna kategoria doświadczenia. Jego moc nie tylko pozwala robić więcej, ale też zmusza go do konfrontacji z problemami, na które zwykli śmiertelnicy nie mieliby ani sekundy.
Tytułowy Atraktor, zapożyczony z fizyki, nie jest przypadkowy. To stan, do którego dąży układ dynamiczny – i tak też działa ten tom. Mnogość wątków, postaci i pomysłów zostaje przyciągnięta niczym trajektorie przez ten tytułowy punkt – z różnym skutkiem. Efekt? Miejscami fabularny i graficzny chaos, który może zarówno zaintrygować, jak i zmęczyć.

Kiedy prędkość miesza się z chaosem
Oczywiście chaos może przyciągać i kusić właśnie dlatego, że jest nieogarnięty i niezbadany. I choć momentami Atraktor tonie w zbyt wielu splątanych wątkach, trzeba przyznać, że Mike Deodato Jr., odpowiedzialny za stronę graficzną potrafi wydobyć z tego bałaganu prawdziwą wizualną energię. Jego rysunki tętnią dynamizmem – każdy kadr zdaje się niemal drgać od prędkości, a anatomia postaci została tak dostosowana, by oddać to nieustanne napięcie ruchu. Co jednak zaskakuje, Deodato nie zapomina o równowadze. Tam, gdzie trzeba, pozwala fabule zwolnić, zostawiając przestrzeń na momenty refleksji i ciszy. I właśnie o tym, w głębszej warstwie, jest ten komiks – o ciszy po biegu, o konsekwencjach użycia mocy, która zdaje się przekraczać granice fizyki i rozsądku.
Po raz kolejny okazuje się, że Speed Force nie jest darem wyłącznie dla bohatera. W Atraktorze złoczyńcy, tacy jak Grodd czy Władca Luster, wykorzystują ją do własnych celów – co prowadzi do destabilizacji całego świata Flasha. Fabuła momentami dryfuje w stronę fantazji, gdzie nauka już nie wystarcza – i to właśnie na styku fizyki, magii i psychologii rodzi się opowieść.
Ton tej części jest wyraźnie poważniejszy – czasami wręcz irytująco ciężki – ale nie bez powodu. Konflikt toczy się nie tylko między herosem a złoczyńcą, ale także wśród samych speedsterów, gdzie rodzinne napięcia wybuchają na tle apokaliptycznych zagrożeń. Central City i Keystone zostają zaatakowane przez przerażające zarodniki, a nawet najbliżsi Flasha nie są bezpieczni.
Co gorsza – lub może: co ciekawsze – Flash musi zmierzyć się również z drugą rodziną: Tytanami, a konkretnie jej problemami. Wszystko to prowadzi do zawiłej, pełnej zgrzytów, ale konsekwentnie prowadzonej historii, która przygotowuje grunt pod nadejście największego arcywroga Szkarłatnego Sprintera.
