Ilustracja zamiast narracji
Już od pierwszych stron widać, że nie mamy tu do czynienia z tradycyjnym komiksem. Zamiast ciągłej fabuły dostajemy pojedyncze, duże ilustracje zajmujące całe strony. Sporadycznie pojawiają się układy kilku kadrów, ale bez wzajemnych interakcji czy wspólnej historii. Nawet dymków z dialogami tu praktycznie nie uświadczymy. W zasadzie mam jedynie dwa kilkustronicowe mini-komiks, będące wyjątkami od tej reguły. Nadal jednak stanowią one marginalny fragment całości. Reszta to czysta ekspozycja – obraz dla samego obrazu.

Różnorodność bez granic
Najmocniejszą stroną albumu jest absolutna różnorodność. Na 136 stronach spotykamy praktycznie wszystko: sceny współczesne i historyczne, fantasy i science fiction, świat mitologii i futurystycznych wizji. Są syreny, skrzaty, demonice, wampiry, piratki, kosmiczne wariacje i postaci rodem z alternatywnych rzeczywistości. Pojawiają się zarówno klasyczne układy relacji, jak i bardziej odważne, niekiedy mocno przerysowane sceny. Mamy związki hetero jak i homoseksualne, są akty grupowe, a w bardziej odważnych ujęciach widzimy nawet ośmiornice czy inne stwory.
Ta swoboda dotyczy też samej formy – od zmysłowych, niemal malarskich ujęć, po bardzo bezpośrednie i ostre wizualnie kompozycje. Różnorodność jest tu absolutna i nie zna żadnych ograniczeń.
Między sztuką a dosłownością
Album tworzy aż 25 polskich artystów, wśród których znaleźli się m.in. Anna Krztoń, Adam Kmiołek, Marta Falkowska czy Robert Adler. Naturalnie taka ilość twórców przekłada się na ogromny rozstrzał stylistyczny. Każdy z nich prezentuje własne podejście – od tych bardziej realistycznych, przez komiksowe, aż po mocno ekspresyjne formy. Wiele prac rzeczywiście robi wrażenie – niektóre mogłyby spokojnie funkcjonować jako samodzielne grafiki galeryjne. Z drugiej strony można by je zebrać wszystkie i zrobić wystawę, na którą z pewnością przyszłoby wiele osób kochających sztukę.
Warto podkreślić, że obok subtelniejszych ujęć pojawiają się także bardzo dosadne przedstawienia erotyki, bez żadnych niedopowiedzeń. To nie jest album, który próbuje coś ukrywać czy łagodzić przekaz – raczej świadomie balansuje między sztuką a prowokacją, dając artystom pełną swobodę.

Dla kogo jest ten album?
Polish Erotic Graphics, wydany przez Planetę Komiksów, to propozycja dla odbiorcy, który wie, po co sięga. To nie jest komiks do czytania, tylko album do oglądania – momentami bardziej galeria niż publikacja narracyjna. Sprawdzi się u osób zainteresowanych erotyczną ilustracją, ale też u tych, którzy po prostu chcą zobaczyć szerokie spektrum stylów i podejść do tematu cielesności w sztuce.
Trzeba jednak jasno powiedzieć: to materiał wyłącznie dla dorosłych i świadomych odbiorców. Różnorodność tematów i form – od klasycznych scen po bardziej odważne, fantastyczne i nietypowe wizje – może być dla niektórych zaskakująca.
Jednocześnie, jeśli podejść do całości bez uprzedzeń, można znaleźć tu sporo interesujących prac i inspiracji. A momentami ma się wręcz wrażenie, że ogląda się katalog wystawy, na której każdy artysta mówi własnym językiem – czasem subtelnie, czasem zupełnie bez zahamowań.
