Pierwszy tom Come Prima (2013, Editions Delcourt; polskie wydanie zrealizowane dzięki dofinansowaniu Instytutu Francuskiego w Polsce przez Kultura Gniewu) to rzecz z tych, które nie epatują fajerwerkami, a jednak zostają pod skórą. Alfred – czyli Lionel Papagalli, syn aktorów, wychowany na fanzinach, dziś rozpoznawalny laureat francuskich festiwali – składa tu intymny hołd Italii i rodzinie. Co ironiczne, choć mówimy o francuskim autorze, komiks opowiada o Włochu – i o Włoszech widzianych po latach, z dystansu emigranta.
Road movie przez popiół i pomarańcz
Fabuła brzmi jak klasyczny film drogi: Giovanni odnajduje we Francji brata – Fabia, niespełnionego boksera z długami – by razem przewieźć prochy ojca do rodzinnego kraju. Z punktu A do punktu B jadą małym Fiatem 500, ale ważniejsze jest to, co dzieje się między punktami: podróż psychologiczna dwóch mężczyzn, których łączą więzy krwi, a dzieli wszystko inne. Kłótnie i milczenie, autostopowicze i wspomnienia, odłamki przeszłości i niepewność jutra – Alfred układa z tego rytm, który bardziej kołysze niż pędzi.
Warstwa plastyczna pracuje jak dodatkowy narrator. Retrospekcje są stonowane, niemal wyblakłe; kiedy teraźniejszość gęstnieje, wchodzi dominujący pomarańcz – żar gniewu Fabia, puls włoskich szos, południowe słońce. Krajobrazy – małe miasteczka, pola, serpentyny – mają wagę emocjonalną: to z nich rodzi się pierwsza „epifania” Fabia, świadomość, że dotychczasowe „w drodze” było po prostu ucieczką. W kadrach nie brakuje nagości, ale to nagość psychologiczna jest tu ważniejsza: obnażenie furii, wstydu i bezradności.

Come Prima – czyli jak dawniej?
Tytułowa piosenka z 1958 roku – włoski evergreen o powrocie uczuć – rezonuje z opowieścią. Lata 50. to czas, gdy Włochy dźwigają się po faszyzmie i wojnie: jest bieda, ale są też nowe kolory – muzyka, auta, moda. Alfred korzysta z tego tła, by opowiedzieć o pojednaniu, które nie jest ckliwe. Owszem, Fabio to „męska furia” w ruchu; Giovanni – spokojniejszy punkt odniesienia. Ale cynizm nigdy nie dostaje tu pierwszeństwa. Gdzie u Barû bywa bezlitośnie, u Alfreda zostaje miejsce na nadzieję: że droga prowadzi nie tylko naprzód, lecz lepiej.
W rysunku i dramaturgii czuć powinowactwa z Manuelem Fiorem i Gipi – wrażliwość na pejzaż, modulację światła, melancholię spojrzeń. Jak u Fiora (Cinquemila chilometri al secondo, L’intervista, podróż staje się narzędziem odnowy, a science-fiction nie jest potrzebne, by opisać dystopię codzienności. Teatralne korzenie autora widać w reżyserii gestu i pauzy: Alfred pozwala postaciom „zagrać” ciszą, a planszom – wybrzmieć.
Polskie wydanie – przygotowane po latach od premiery oryginału – spinają dopowiedzenia kontekstowe i elegancka, powściągliwa oprawa; to komiks, który nie potrzebuje lakieru, by działać. Warto odnotować, że Come Prima krążył wcześniej cyfrowo (m.in. na Comixology), a wieść o tym przetoczyła się przez branżowe imprezy – nie bez powodu: to materiał, który świetnie znosi różne formy lektury. Jeśli szukacie „porywającej akcji” – to nie tutaj. Alfred konsekwentnie trzyma tempo niskie, skupiając się na mikroruchach emocji. W zamian dostajemy portret braterskiej relacji, która z „jak dawniej” może stać się „może inaczej”. Kamera-komiks raz po raz zsuwa się z bokserki Fabia na jego oczy – i tam rozgrywa się najważniejsza walka. Come Prima to subtelny, dojrzały road comic o pogodzeniu się z ojcami, braćmi i samym sobą. Hołd dla Italii i jednocześnie list z Francji; album o tym, że powrót nie przywraca przeszłości, ale może przywrócić sens.
