Trzy szalone kobiety
Po raz pierwszy Evę mogliśmy poznać w komiksie Jestem ich milczeniem, natomiast Jestem zagubionym aniołem to samodzielna kontynuacja. I faktycznie mogę potwierdzić, że znajomość pierwszego tomu nie jest tu wymagana. Dla odmiany nie zacznę od fabuły, tylko od bohaterki, bo ona najbardziej wyróżnia się w tym komiksie. Eva mimo że jest psychiatrą, to sama potrzebuje pomocy doktora, ponieważ widzi duchy swoich przodkiń. Konkretnie trzy kobiety, z czego jedna jest wyjątkowo religijna, druga brała udział w hiszpańskiej wojnie domowej, a trzecia po prostu jest. Doradzają one Evie w kluczowych sytuacjach, ale przede wszystkim komentują jej decyzje. Sama zaś protagonistka jest niesamowitą osobą, bardzo żywiołową, bezkompromisową. Woli najpierw działać, a potem myśleć. Do tego otwarcie wyraża to, co myśli. Najlepsza scena w tym komiksie to wejście bohaterki do siłowni, w której przesiaduje grupka podejrzanych neofaszystów. Co ona wtedy robi? Psika w powietrze sprayem na insekty, komentując, że zalęgły się tutaj jakieś faszystowskie karaluchy!

Piłka nożna i naziści
Jordi Lafebre zastosował ciekawy zabieg narracyjny. Na samym początku policja przyjeżdża na miejsce zbrodni – otóż jakiś osobnik wylądował w cemencie, głową w dół, w taki sposób, że wystają mu tylko nogi. Okazuje się, że jedynym świadkiem jest Eva, która zgadza się zeznawać, ale w obecności swojego psychiatry. Tym samym cała opowieść niejako przybiera formę sesji terapeutycznej bohaterki. Eva po kolei opowiada, co robiła w ciągu ostatnich dni i z typową dla siebie bezpośredniością nie pomija żadnych pikantnych szczegółów (nawet jeśli dotyczą one jednego z policjantów siedzących obok). Cała fabuła koncentruje się na prowadzonym przez Evę nieformalnym śledztwie w sprawie zaginięcia jej pacjenta – gwiazdy miejscowego klubu piłkarskiego. Do tego dochodzą oczywiście wspomniani wcześniej neofaszyści oraz prostytutki. Oczywiście, jak wspomniałem wcześniej, całą historię zaczynamy od końca, czyli widzimy skutki działania Evy, a dzięki jej opowieści możemy się dowiedzieć kto i dlaczego skończył w cemencie. I właśnie ta sprawa kryminalna jest według mnie najsłabszą częścią tego komiksu. Nie ma tu ciekawego rozwiązania, zaskakujących zwrotów akcji czy mylenia tropów. Tak naprawdę ta powieść graficzna jest zabawna i interesująca nie ze względu na fabułę, a raczej przez wzgląd na zabieg narracyjny (sesja terapeutyczna w obecności policji) i bohaterów (Eva wraz ze swoimi trzema przodkiniami i psychiatrą Llullu).

Czy warto wybrać się na sesję do Evy?
Chciałbym jeszcze wypowiedzieć się o oprawie graficznej, ale nie ma w niej niczego wyjątkowego, jest po prostu porządna. Taka przyzwoita siódemka, nic mnie nie drażni, ale też żadne kadry nie zapadają szczególnie w pamięć. Ot solidna, rzemieślnicza robota. Do wydania też się nie przyczepię. Porządne wykonanie, twarda oprawa, a do tego intrygująca okładka. Zatem podsumowując, mamy typowego średniaka. Jednakże za sprawą świetnie napisanej protagonistki i równie interesujących bohaterów drugoplanowych jest szansa, że ten komiks zostanie mi w pamięci na dłużej. Nie będę ukrywał, że dobrze się bawiłem, niektóre sceny mnie rozbawiły, trafiło się też kilka poważniejszych motywów (np. wojna domowa w Hiszpanii), więc całościowo jestem w miarę usatysfakcjonowany. Jednak, ze względu choćby na mało intrygującą sprawę kryminalną, na chwilę obecną nie odczuwam potrzeby, aby sięgnąć po wcześniejszy tom.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Non Stop Comics.