Ben Reilly, czyli klon Spider-Mana, dzięki wsparciu Beyond Corporation, powraca! Jednak co ten przewrót będzie oznaczał dla Mary Jane, Czarnej Kotki, Ciotki May i całego Nowego Jorku?! Kiedy Peter Parker trafia do szpitala, ciotka May postanawia podjąć nadzwyczajne kroki, aby uratować jego życie – zwraca się do swojego byłego partnera…
Ktoś zamawiał drugiego pająka?
W pierwszym tomie Korporacji Beyond możemy zobaczyć historię Spider-Mana w postaci Bena Reilly’ego i choć zabieg ten mógłby trącić odgrzewanym kotletem, okazuje się fascynującym eksperymentem narracyjnym. Z jednej strony mamy klasyczne elementy: walkę ze znanymi przeciwnikami, dramat osobisty i humor, z drugiej – świeże spojrzenie, które płynie z faktu, że Spider-Manem zostaje ktoś inny niż Peter Parker. Fabularnie Beyond to przede wszystkim próba odpowiedzi na pytanie: „,co się stanie, gdy pajęczak zostanie zatrudniony przez korporację?”. Reilly, postać naznaczona traumami i wielokrotnie wystawiona na próbę, dostaje kolejną szansę – tym razem od tytułowej korporacji. Bohater wierzy, że dzięki nim może być lepszym Spider-Manem. Ale jak szybko się okazuje, to wiara oparta na kruchych fundamentach. Beyond kusi pieniędzmi, technologią i pozorną stabilnością, ale za tą fasadą czai się coś znacznie mroczniejszego. Dla Bena, który desperacko potrzebuje sensu, to droga przez pole minowe.

Scenarzyści, czyli Zeb Wells, Kelly Thompson, Jed MacKay, Cody Ziglar i Saladin Ahmed, konsekwentnie budują napięcie wokół nowego pająka. Każdy rozdział to kolejna przeszkoda: czy to w postaci próbującego go pożreć Morbiusa, karmiącego go halucynogenami Kravena, czy manipulacji ze strony Beyond. Cała opowieść przypomina próbę ogniową – tygiel, w którym Ben musi odnaleźć własne „ja” pod presją korporacyjnych oczekiwań, w cieniu „prawdziwego” Spider-Mana i pod ciężarem własnych błędów. Jednocześnie ciekawie poprowadzono wątek Petera Parkera, który zostaje odstawiony na boczny tor po ekspozycji na silne promieniowanie. Jego obecność w tle (w szpitalnym łóżku) służy jako lustrzane odbicie sytuacji Bena. Peter nie znika, ale jego nieobecność wyostrza pytanie o to, kim jest Spider-Man bez Petera Parkera. Mocne momenty to nie tylko nowe starcia i kostiumy, ale też spokojniejsze sceny – jak ta, gdy Mary Jane i ciocia May walczą o uratowanie życia chłopaka, albo emocjonalne spotkanie z Felicią Hardy.
Muszę przyznać, że całość czytałem z rosnącym zaciekawieniem, co przyniesie kolejna strona. Scenarzyści potrafią przeplatać widowiskowe walki z emocjonalną głębią i osobistym dramatem Bena oraz Janine – jego partnerki, która również próbuje odnaleźć swoje miejsce w tej nowej rzeczywistości. Choć Beyond udaje stabilność, całość przypomina domek z kart, a to poczucie nieuchronnego upadku nadaje historii ciężaru i napięcia. Warto dodać, że nowi pracodawcy nie udają, że to „nowy początek” – przeciwnie, świadomie nawiązują do przeszłości (jak saga klonów), ale nie są jej zakładnikiem. To zamiana bohaterów, która nie udaje, że potrwa wiecznie i dzięki temu pozwala twórcom bawić się konwencją bez udawania, że wszystko będzie dobrze. Bo nie będzie.
Nowy Spider-Man i nowy kostium
Warstwa graficzna omawianego komiksu to prawdziwa mozaika stylów, która mimo ogromnego składu artystów zaskakująco dobrze trzyma się w ryzach spójności. Na szczególną uwagę zasługują nazwiska takie jak Patrick Gleason, Sara Pichelli, Michael Dowling, Eleanor Carlini, a w drugiej połowie także Jorge Fornés, Paco Medina, Carlos Gomez czy Ivan Fiorelli. Początek cechuje energetyczna różnorodność. Patrick Gleason prezentuje swój znak rozpoznawczy – czyste, dynamiczne linie i ekspresyjnie ukazane postacie, nadające akcji żywiołowości. Sara Pichelli, choć jej kreska nieco straciła na szczegółowości względem jej wcześniejszych prac, nadal zachwyca umiejętnym prowadzeniem narracji między dramatem a akcją – kompozycje kadrów bywają wręcz kinetyczne. Michael Dowling wnosi psychodeliczny sznyt, a jego interpretacja Kravena wizualnie wybija się na tle pozostałych rysowników. Choć zdarzają się mniej udane panele, szczególnie w momentach przejściowych lub niektórych splash page’ach, które nie wykorzystują w pełni potencjału scen, to ogólna jakość utrzymuje się na wysokim poziomie.

W drugiej połowie tomu artystyczna sztafeta trwa, co może nieco męczyć estetycznie, lecz przynosi też intrygujące odmiany. Najmocniejszym punktem pozostaje zeszyt #82 z rysunkami Jorge Fornésa. Jego styl, przypominający klasyczną szkołę komiksową z domieszką noir, nadaje opowieści grozy klaustrofobiczny klimat dzięki konsekwentnemu użyciu dziewięciopanelowej siatki. Towarzysząca mu paleta kolorów Dana Browna, stonowana i nastrojowa, wzmacnia wrażenie niepokoju. Z kolei zeszyt autorstwa Gleasona, dziejący się częściowo w przestrzeni snu, pozwala artyście rozwinąć skrzydła w warstwie wizualnych metafor i iluzji, podkreślając wewnętrzną przemianę Petera Parkera. Choć brak jednolitego stylu wizualnego może przeszkadzać tym, którzy szukają pełnej graficznej ciągłości, to jak widać, różnorodność podejść artystycznych staje się niekiedy atutem. Zwłaszcza gdy służy opowiedzeniu historii z unikalnym klimatem, jak w przypadku horroru Fornésa czy introspektywnego zeszytu Gleasona.
Nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje
Spider-Man. Korporacja Beyond prezentuje fascynującą, choć niekiedy chaotyczną kontynuację przygód Bena Reilly’ego i Petera Parkera. Jej największym atutem pozostaje zdecydowanie pogłębiona psychologia Bena – scenarzyści z wyczuciem eksplorują jego traumę, poczucie tożsamości i próbę zbudowania własnej drogi jako Spider-Mana. Najmocniejsze sekwencje, w tym psychodeliczne wizje z Kravenem potwierdzają, że historia klona, mimo licznych twórców, ma spójną emocjonalną oś. To dojrzalszy bohater, mierzący się z lękiem, żalem i kontrolą, a nie tylko z przeciwnikami w maskach.

Niestety, historia Petera Parkera wypada przy tym mniej przekonująco. Choć ma swoje mocne momenty – jak horrorowy epizod z Fornésem czy motyw z Mary Jane i Milesem – jego wątek narracyjnie dryfuje, odklejony od głównego nurtu. Zgrzyta również kilka nietrafionych motywów, jak stereotypowa pielęgniarka czy niespójna dynamika z ciotką May i doktorem Octopusem. Całości nie pomaga też nierówny poziom graficzny – obok naprawdę świetnych plansz, szczególnie we wspomnianej historii grozy, pojawiają się też rysunki od „artystów wypełniaczy”, rażąco odstające od reszty. Mimo to druga połowa komiksu to nadal wartościowa lektura. Oferuje solidny dramat superbohaterski, podejmuje ciekawe tematy (jak korporacyjne zawłaszczenie symbolu Spider-Mana) i daje przestrzeń postaciom, które rzadko mają okazję zabłysnąć. Choć kompozycyjnie nie jest tak spójny jak pierwsza połowa, to jednak broni się pomysłowością, odwagą w podejmowaniu tematów i emocjonalną głębią. W ogólnym rozrachunku: nierówny, ale odważny i wciąż pełen potencjału.