Multiwersum pełne bohaterów i potworów
Jason Aaron od samego początku swoich Avengers przyzwyczaił czytelników do sinusoidy jakości. Jedne tomy potrafiły zachwycić rozmachem i pomysłami, inne sprawiały wrażenie przeciągniętych lub chaotycznych. Na szczęście Avengers. Na zawsze zalicza się do tych zdecydowanie lepszych momentów całego runu. I to takich, które przypominają, dlaczego ten scenarzysta potrafi być naprawdę świetny, gdy dostanie odpowiednio szaloną koncepcję i pełną swobodę działania.
Sam pomysł jest stosunkowo prosty – Ghost Rider, Tony Stark (działający tym razem jako Ant-Man) oraz Deathlok przemierzają multiwersum, by zebrać drużynę zdolną przeciwstawić się Multiwersalnym Mistrzom Zła. W praktyce jednak album nie jest typową historią drużynową, a raczej serią krótszych opowieści skupionych na kolejnych bohaterach rekrutowanych do nadchodzącej wojny. I właśnie to działa tu znakomicie. Każda historia pozwala Aaronowi pobawić się konwencją i stworzyć alternatywne wersje znanych postaci. Dostajemy więc Thora posiadającego moce Iron Fista, Steve Rogers posiadający szpony Wolverine’a, Czarną Panterę połączonego ze Spider-Manem czy nietypowe warianty Iron Mana. Co ważne, nie są to jedynie projekty „dla samego pomysłu”. Każdy z tych bohaterów ma własny dramat, własną tragedię i własną drogę do zostania kimś większym niż tylko kolejną wariacją znanej postaci. Podobnie wygląda sytuacja ze złoczyńcami. Multiwersalni Mistrzowie Zła również zostali stworzeni jako groteskowe, ale niezwykle pomysłowe połączenia różnych bohaterów i przeciwników. Red Skull posiadający moce Venoma czy Green Goblin połączony z Ghost Riderem to tylko część atrakcji przygotowanych przez scenarzystę. I co najważniejsze – te pomysły naprawdę mają sens w ramach całej historii.
Aaron bardzo dobrze buduje napięcie. Bohaterowie przegrywają, tracą bliskich i całe światy, ale jednocześnie podnoszą się po kolejnych ciosach i osiągają nowy poziom siły. Dzięki temu czytelnik autentycznie zaczyna im kibicować. Walk jest tu mnóstwo, ale nie są pustym mordobiciem. Każde starcie ma odpowiedni ciężar emocjonalny i faktycznie prowadzi do czegoś większego. Ogromne wrażenie robią także same światy multiwersum. Najlepszym przykładem pozostaje rzeczywistość związana z alternatywną Carol Danvers – mieszanka XVIII-wiecznej Anglii, steampunku i antropomorficznych bohaterów ma fenomenalny klimat. To właśnie w takich momentach widać, jak dobrze Aaron odnajduje się w tworzeniu dziwnych, komiksowych światów pełnych szalonych koncepcji.

Świetny wstęp do wielkiego wydarzenia
Choć album pełni rolę rozbudowanego prologu do większego eventu, trudno traktować go wyłącznie jako zapowiedź czegoś większego. To historia, która sama w sobie daje mnóstwo frajdy. Szczególnie dobrze wypada rozdział poświęcony Doomowi Ponad Wszystko – przywódcy Mistrzów Zła. Poznajemy jego motywacje, skalę zagrożenia oraz potęgę, z jaką będą musieli zmierzyć się Avengersi. Dzięki temu konflikt zaczyna wydawać się naprawdę istotny.
Jednocześnie właśnie tutaj pojawiają się moje największe obawy dotyczące przyszłości serii. Sam pomysł zbierania drużyny działa znakomicie, ale tylko dlatego, że Aaron zachowuje odpowiednie tempo i kreatywność. Gdyby podobny schemat został powtórzony jeszcze przez kilka kolejnych albumów, całość mogłaby szybko stać się męcząca. Czytelnik chce już zobaczyć wielkie starcie, do którego to wszystko prowadzi. Druga kwestia dotyczy liczby bohaterów. Poznajemy ich naprawdę sporo i większość otrzymuje bardzo dobre wprowadzenie. Pytanie tylko, czy gdy nadejdzie finałowa wojna z Mistrzami Zła, scenarzysta znajdzie miejsce dla wszystkich tych postaci i pozwoli im faktycznie odegrać ważniejszą rolę. Szkoda byłoby zmarnować tak ciekawe warianty herosów jedynie jako jednorazowe atrakcje.

Multiwersalne widowisko
Za warstwę wizualną odpowiadają Aaron Kuder i Jim Towe i trzeba przyznać, że obaj świetnie odnajdują się w tej historii. Alternatywne wersje Avengersów wyglądają efektownie, charakterystycznie i przede wszystkim różnią się od swoich klasycznych odpowiedników nie tylko detalami kostiumów. Rysownicy bardzo dobrze radzą sobie z dynamiką walk. Sceny akcji są czytelne, efektowne i odpowiednio widowiskowe. Szczególnie dobrze wypadają fragmenty z Kapitanami Ameryką czy Thorem, ale praktycznie każda potyczka ma odpowiednią energię. Jednocześnie artyści potrafią również zwolnić tempo i skupić się na bardziej emocjonalnych momentach. Widać zmęczenie bohaterów, desperację czy rodzącą się nadzieję.
Największe wrażenie ponownie robi jednak świat związany z alternatywną Carol Danvers. Udało się tam świetnie oddać klimat brudu, ubóstwa i życia na marginesie społeczności. Bardzo dobrze wypada także bonusowa historia Mszczenie, pokazująca ludzi zmuszonych do egzystencji pod ziemią.
Na plus zasługuje również polskie wydanie od Egmontu. Oprócz standardowego streszczenia wydarzeń i galerii okładek alternatywnych dostajemy ciekawy bonus w postaci rozpisania wszystkich bohaterów znajdujących się na głównej okładce. To drobiazg, ale daje sporo frajdy podczas rozpoznawania kolejnych alternatywnych wersji postaci.

Podsumowanie
Avengers. Na zawsze to jeden z tych tomów, które przypominają, że Jason Aaron potrafi jeszcze naprawdę pozytywnie zaskoczyć. Historia oparta na podróży przez multiwersum i kompletowaniu drużyny działa świetnie dzięki pomysłowym wariantom bohaterów, dobrze budowanemu napięciu i umiejętnemu balansowaniu między akcją a emocjami. Scenarzysta nie ogranicza się wyłącznie do widowiskowych walk, ale pokazuje także dramaty swoich postaci i daje im momenty, dzięki którym czytelnik faktycznie zaczyna im kibicować. Ogromnym atutem albumu są również alternatywne światy, pełne ciekawych koncepcji i charakterystycznego klimatu. Warstwa graficzna bardzo dobrze nadąża za tym szaleństwem, oferując dynamiczne starcia, efektowne projekty bohaterów i sporo detali w tłach. To świetny wstęp do większego wydarzenia, który sam w sobie daje mnóstwo frajdy i skutecznie zachęca do sięgnięcia po kontynuację. Jeśli kolejne tomy utrzymają ten poziom, finał runu Aarona może okazać się znacznie lepszy, niż wielu czytelników mogło się spodziewać.
