Chodź ze mną, jeśli chcesz żyć
Wiecie, jak to bywa, dwie osoby spotykają się przed wschodem słońca albo później, przed północą i zaczynają rozmawiać. Nigdy wcześniej się nie widzieli, pochodzą z zupełnie różnych światów, ale nie mogą przestać gadać. Życie się toczy, a oni ruszają na spacer, zobaczyć, co się dzieje dookoła. Bo to nie jest zwykły wieczór… Ale oni nie mają nic do stracenia, za to wieczność przed sobą. Oboje już dawno umarli.
Komiks Vaughana i Henrichona zaczyna się w kinie, chociaż tego dnia nikt ze zgromadzonych niczego nie obejrzy – widzowie staną się ofiarami aktywnego zabójcy, kogoś kolekcjonującego kolejne śmierci. I tylko jedna osoba z publiczności zostanie w sali, żeby zobaczyć, co stanie się później – wszyscy inni odejdą w zaświaty, tylko ona utknie na ziemi, z jakiegoś powodu porzucona przez Psychopomposa czy inną siłę odpowiedzialną za sprzątanie eteru po chorych ambicjach. W nową sytuację wprowadzi ją koleżanka rodem z Poradnik zabójców wampirów klubu książki z południa, potem Val będzie mogła robić to, co lubi najbardziej. Podglądać nieznajomych w intymnych sytuacjach. Aż do końca świata, który nie dana siebie długo czekać.
Vaughan wrócił do formy powieści graficznej, czyli po prostu komiksu zamkniętego w jednym skończonym tomie, nie rozbitym na zeszyty, po 20 latach. Zaprosił do współpracy tę samo osobę, co wówczas, Niko Henrichona, współautora jego Lwów z Bagdadu. Obserwatorzy poruszają tematy, które pojawiają się u Vaughana często: pytanie o przemoc i seks, dlaczego jedno z nich jest pruderyjnie spychane na margines sztuki i społecznej dyskusji, podczas gdy drugie jest w mainstreamowych filmach czy komiksach wszechobecne. Dlaczego romans ma oznaczenie „dla dorosłych”, a Deadpool z MCU może mieć PG13? Czemu zasłaniamy dzieciom oczy, kiedy są momenty, a nie gdy leje się krew? Czy niezgoda na rozmowę o seksie naprawdę czyni nasz świat lepszym? Już Saga, kultowa seria Vaughana i Fiony Staples, na poły żartobliwie sugeruje, że masowe orgie są jednak mniej szkodliwe niż równie masowe mordy.

Cały ten świat zniknie
Jak się domyślacie, koniec świata opowiadany w Obserwatorach nie wziął się ze zbytniego stężenia wolnej czy konsensualnej miłości. Tymczasem Val i Sam, uczestnicy dialogu, na którym opiera się cała historia, mając do wyboru oglądanie brutalnej anihilacji i ostatnich czułości, w bardzo zdrowym jak na nieżyjących odruchu wybierają to drugie. Dlatego czytelnik, metaobserwator, razem z nimi zobaczy wiele scen seksu (ale też niweczącą go przemoc).
Saga oferuje znacznie bardziej zdywersyfikowany katalog ciał angażujących się w aktywności seksualne, kochankowie Henrichona są raczej konwencjonalnie ładni, mają idealne ciała i nie boją się ich pokazywać w różnych pozycjach, co w moim odczuciu trochę zbliża estetykę Obserwatorów do klasycznej, mocno normatywnej erotyki (czy wręcz pornografii, bo i to słowo pada w wywiadach z Vaughanem). Jednak niewątpliwie jest to decyzja kreatywna, oglądamy wszystko oczami voyeurystki, poza tym to przyszłość, czyli widzimy skutki postępu w medycynie i kosmetologii. Możliwe, że cały ten kontekst podglądactwa sprawi, że nie polubicie za bardzo głównej bohaterki, ale dajcie jej chwilę…
Poczekajcie, aż zacznie się rozmowa o kinie. Ten komiks to istna orgia filmowej nostalgii, do tego w bardzo mileniarskim stylu – Val, jak sam Vaughan, należy do generacji X. Za to jej rozmówca kocha same początki najmłodszej Muzy. Jeśli rozpoznaliście cytaty ze śródtytułów, wiecie już, jaki film okaże się w tej rozmowie najważniejszy. W warstwie wizualnej doczekacie się kolejnych odniesień do kultowych obrazów kształtujących naszą zbiorową wyobraźnię. Wybrzmiewają tu tony mono no aware, czułości dla przemijania, bo przecież nawet najbardziej masowa, popularna kultura kiedyś zniknie, i to bez atomowych fajerwerków.
Oryginalny tytuł komiksu Vaughana i Henrichona to Spectators, tłumaczenie Olgi Mysłowskiej gubi odniesienie do spektaklu lub widowiska, ale wydaje mi się trafniejsze niż np. Widzowie. Podkreśla neutralność, na którą skazane są duchy, to, że świat jest dla nich zupełnie niedotykalny. Nie mogą wpływać na wydarzenia wokół nich, mają jednak wybór – mogą spojrzeć gdzie indziej. W epoce streamingu zaczyna to brzmieć jak morał.
