Ciekawe, że swoją historię w świecie Injustice otrzymała Harley Quinn. Oczywiście, jest to jedna z najbardziej lubianych amtybohaterek świata DC, niemniej jednak nikt by się nie spodziewał, że to ona może grać pierwsze skrzypce w tej epopei.
Harley kontra reszta świata
Wiosną 2013 roku Warner Bros. Interactive Entertainment wraz ze studiem NetherRealm wypuścili na rynek grę Injustice: Gods Among Us. Była to klasyczna bijatyka 3D, wręcz klon Mortal Kombat, w której najpopularniejsze postaci DC Comics stanęły przeciwko sobie na tle alternatywnej wizji świata, w której to Superman pod wpływem osobistej tragedii stworzył totalitarne państwo obejmujące całą planetę. Kiedy Superman wariuje, leci tam z pomocą Batman wraz z grupą buntowników. Gra okazała się sukcesem, choć – jak to bywa w gatunku bijatyk – nie mogła zaoferować bardzo rozbudowanej narracji, niemniej jednak podejście do herosów świata DC jak do wojowników turnieju ze świata Mortal Kombat było strzałem w dziesiątkę.
W odpowiedzi DC Comics przygotowało serię komiksową Injustice: Gods Among Us, która pełniła rolę prequela i została wydana w Polsce przez wydawnictwo Egmont (czekam jeszcze na komiksy nawiązujące do Arkham Knight. Serię wydawano, aż do 2016 roku i była naprawdę obszerna. Dodatkowo pod koniec 2016 roku wydano recenzowany obecnie przeze mnie komiks, stanowiący tie-in głównej historii. Seria ta miała jednocześnie przygotować grunt pod sequel gry oraz wykorzystać popularność Harley Quinn, która po filmie Suicide Squad trafiła na sam szczyt zainteresowania masowej publiczności.
Punkt zerowy to w gruncie rzeczy opowieść o Injustice widziana oczami Harley Quinn. Fabuła zostaje przefiltrowana przez jej chorą i nieprzewidywalną jaźń, miejscami pogłębiając wątki, które nie pojawiły się w pierwszej części gry. Tym rozszerzeniami fabularnymi są często historie o postaciach, które większą rolę odegrały w drugiej części gry (jak np. Doktora Fate’a) – trzeba jednak bardzo uważnie czytać komiks by to dostrzec. Czy Harley można ufać jako narratorowi? Niekoniecznie – ale to właśnie czyni serię ciekawszą.
Największym atutem Punktu Zerowego jest pogłębienie samej postaci. Harley, choć przedstawiana dotąd jako nieobliczalna sidekick Jokera, tutaj otrzymuje szersze pole do popisu. Po śmierci swojego „Pana i Władcy” w wykonaniu Supermana przejmuje kontrolę nad jego dawnymi zbirami i przekształca ich w coś na kształt ruchu oporu. Bohaterka zyskuje wsparcie Poison Ivy, która z czasem stanie się jej nowym obiektem miłosnym – tak to ten moment, kiedy dochodzi to zasiania głębokiego uczucia między tymi dwoma postaciami. Seria nie ucieka jednak od brutalnej prawdy: Joker był istnym przemocowcem w związku z Harley. Relacja, która w popkulturze bywał romantyzowany, tutaj został przedstawiony jako nic dobrego. Dzięki temu jest to pełnoprawna opowieść o emancypacji bohaterki, tak ważny komiks dla znawców i fanów DC.

Emancypacja pewnej Harley
Injustice: Punkt zerowy wyróżnia się kilkoma elementami. To świeże spojrzenie na wydarzenia znane z gry i wcześniejszych komiksów, a jednocześnie samodzielna opowieść – nie trzeba znać całej, pięcioletniej serii Gods Among Us, by odnaleźć się w fabule, bo Harley szybko przybliża niezbędne tło. Komiks łączy czarny humor, emocjonalne wzloty i przerysowaną akcję, dzięki czemu czyta się go lekko i dynamicznie.
Niestety, miejscami narracja bywa nierówna i zamiast równowagi między akcją a wątkami poważnymi, jak ma to miejsce w ostatnich latach w trykociarskich komiksach, niektóre epizody są wyjątkowe przegadane. Największą siłą komiksu pozostaje kreacja bohaterki. Quinn staje pełnokrwistą postacią, która próbuje wyrwać się z toksycznego związku i znaleźć własne miejsce. Jej decyzje bywają kontrowersyjne, zwłaszcza finał historii, ale cóż kto z nas nie tęsknił za swoimi byłymi albo kto nie zna przypadków z syndromem sztokholmskim?
Album szczególnie spodoba się fanom Harley Quinn, miłośnikom dynamicznej oprawy graficznej, przerysowanych emocji i humoru oraz tym, którzy chcą zobaczyć alternatywne spojrzenie na wydarzenia. Polskie wydanie od Egmontu uzupełniono o szkice Pop Mhana. Choć nie tworzą spójnej historii, ciekawie ukazują kulisy pracy twórczej i stanowią wartościowy dodatek kolekcjonerski.
Injustice: Punkt zerowy to pozytywne zaskoczenie. Choć pierwotnie miał być jedynie dodatkiem marketingowym do gry, okazał się pełnoprawną opowieścią o Harley Quinn pozwalając na zupełnie inne postrzeganie tej bohaterki.
