Na ten tom trzeba było chwilę poczekać, ale na szczęście nie jest to album, który opiera się na renomie Kingdom Come. Znane uniwersum ma tu znaczenie, lecz najważniejsza okazuje się historia zagubionego bohatera, a nie sama wycieczka do alternatywnej rzeczywistości.
David Sikela w centrum opowieści
Najważniejszą postacią tomu jest David Sikela, dawny podopieczny Supermana. To jego poszukiwania napędzają całą fabułę, ale szybko okazuje się, że chłopak, którego bohaterowie chcą ocalić, bardzo się zmienił. Samotność, rozczarowanie i wpływ Goga popychają go w stronę nowej tożsamości oraz coraz bardziej niepokojących wyborów.
I właśnie to wypada najlepiej. Mark Waid nie traktuje Davida jako zwykłego pretekstu do uruchomienia akcji. Buduje jego przemianę w sposób wiarygodny i robi z niej emocjonalny rdzeń całej historii. Dzięki temu finał ma ciężar, bo nie opiera się tylko na widowisku, ale też na konsekwencjach tego, jak potoczyły się losy tej postaci.
Spotkanie dwóch światów
Dużą atrakcją albumu są oczywiście spotkania bohaterów World’s Finest z ich odpowiednikami z rzeczywistości Kingdom Come. Najlepiej wypada duet Batmanów, którzy szybko zaczynają działać jak zgrany zespół i wspólnie rozplątują tajemnicę Goga. Równie ciekawie prezentują się dwaj Supermani. W ich relacji jest więcej emocji, bo młodszy Człowiek ze Stali musi skonfrontować się z własnymi błędami i pytaniem, czy rzeczywiście był dla Davida odpowiednim mentorem. To jeden z najciekawszych tematów tego tomu. Szkoda tylko, że takich scen nie ma więcej. Potencjał tego spotkania jest ogromny, ale przez szybkie tempo i nacisk na akcję część tych wątków zostaje jedynie zarysowana.

Gog i problemy scenariusza oraz całe multiwersum
Gog sprawdza się jako antagonista, bo nie jest tylko kolejnym potężnym przeciwnikiem, ale postacią, która uruchamia najważniejsze konflikty między bohaterami. Dobrze działa też rosnące w tle poczucie większego zagrożenia.
Problem pojawia się jednak w końcówce. Niektóre decyzje bohaterów i sam plan walki z przeciwnikiem nie są pokazane wystarczająco jasno. Przez to część moralnych napięć nie wybrzmiewa tak mocno, jak powinna. To zresztą największa wada tomu: w scenariuszu są dobre pomysły, ale nie wszystkie elementy zostały dopracowane z równą precyzją. Najciekawsze jest to, że pod warstwą wielkich starć i alternatywnych światów kryje się opowieść o błędach mentorów i o tym, co dzieje się z kimś, kto został zbyt szybko obsadzony w roli herosa. To właśnie ten motyw nadaje historii więcej sensu i sprawia, że komiks nie jest tylko efektownym dodatkiem do znanego uniwersum.
Strona graficzna wypada solidnie. Kadry dobrze oddają zarówno rozmach wydarzeń, jak i cięższy, bardziej emocjonalny klimat niektórych scen. To nie jest może tom, który wizualnie przyćmiewa całą serię, ale poziom jest wysoki i kilka momentów naprawdę zapada w pamięć.
Powrót do świata Kingdom Come to udany tom, który najmocniej działa wtedy, gdy skupia się na Davidzie Sikeli i konsekwencjach błędów popełnianych przez bohaterów. Dobrze wypadają też spotkania dwóch Batmanów i dwóch Supermanów, choć chciałoby się ich więcej. Z drugiej strony scenariusz nie zawsze domyka wszystkie szczegóły, przez co część finałowych akcentów traci trochę siły. Mimo to jest to komiks, który oferuje coś więcej niż samą zabawę znanym światem.
