Superman kontra Lobo, wydany w ramach DC Black Label, opiera się na bardzo prostym, choć atrakcyjnym pomyśle: zestawieniu ze sobą dwóch skrajnie różnych postaci. Z jednej strony stoi Superman – bohater kojarzony z moralnością i odpowiedzialnością, a z drugiej pojawia się Lobo – nieśmiertelny awanturnik z kosmosu, który traktuje chaos jako hobby i nie przejmuje się niczym poza własną rozrywką.
Dwa różne światy
Fabuła opowiada o konflikcie mający wprowadzić kosmos w chaos, który Lobo z premedytacją podsyca. Zamiast klasycznego starcia na pięści, pojawia się wątek manipulowania opinią publiczną i wytworzenie medialnego zamieszania. Czarnianin wykorzystuje różnego rodzaju internetowe akcje i prowokacje, by podkopać wizerunek Supermana i wywołać kolejne fale zamętu.
Historia ma kilka trafnych pomysłów i momentów, w których dialogi naprawdę błyszczą, choć trzeba wspomnieć o tym, że całość bywa nierówna. Poszczególne rozdziały sprawiają wrażenie oddzielnych epizodów – bohaterowie rozwiązują jeden problem tylko po to, by w kolejnym rozdziale napotkać następny. W tym kontekście album chwilami wydaje się bardziej rozwleczony, niż powinien bo nie posiada dużo stron.

The Main Ma kradnie show
Największym atutem komiksu pozostaje sam Lobo – bezczelny kosmiczny najemnik, który z równą łatwością niszczy przeciwników i co rusz rzuca absurdalnymi żartami, kradnie sympatię czytelnika. Humor jest tu momentami bardzo dosadny, a jednocześnie doskonale pasuje do charakteru postaci.
Superman pełni rolę jego przeciwieństwa – spokojnego i ustawionego moralnie bohatera. Ten kontrast działa dobrze, bo podkreśla, jak różne światy reprezentują obaj bohaterowie. W praktyce okazuje się jednak, że jedyną realną przeszkodą dla tej dwójki są oni sami.
Strona wizualna komiksu jest poprawna, ale raczej nie wywołująca większych emocji. Rysunki są czytelne i dynamiczne, jednak trudno wskazać kadry, które zapadają w pamięć. Brakuje tu tej dzikiej energii, którą kiedyś kojarzono z ilustracjami Simona Bisleya.
Styl Mirki Andolfo jest natomiast bardziej lekki i stylizowany, co daje ciekawy kontrast: Lobo wygląda dziko i brutalnie, podczas gdy Superman prezentuje się niemal nieskazitelnie. Ten wizualny rozdźwięk działa całkiem nieźle, choć nie każdemu przypadnie do gustu.
Superman vs. Lobo najlepiej traktować jako luźną, jednorazową przygodę. Komiks oferuje kilka zabawnych momentów i ciekawy pojedynek charakterów, ale nie wykorzystuje w pełni potencjału drzemiącego w starciu tych dwóch ikon DC. To kolorowa i hałaśliwa historia, która daje chwilę rozrywki, ale raczej należy raczej do tych przygód, które nie zapadną czytelnikom na długo w pamięci.
