Wystarczy zaufać miłym siostrom zakonnym
Ponownie przyjdzie nam wcielić się w postać Caroline Walker, która była protagonistką w pierwszej części. Po wydarzeniach w szpitalu Wildberger kobieta starała się wychowywać swoją młodszą siostrę Anne, lecz z nieznanych powodów dziewczynka doznaje okrutnych wizji, które później ukazuje w swoich rysunkach. Żadna lecznicza metoda nie pomaga, ale Caroline otrzymuje cynk, że pomoc może odnaleźć w miasteczku Villa Hess, a dokładniej w klinice prowadzonej przez siostry zakonne. Jak się okaże, decyzja o przyjeździe do tego miejsca zostanie szybko pożałowana i będziemy musieli uratować Anne z tarapatów, w które sami ją wpędziliśmy.
Mimo że Tormented Souls 2 rozpoczyna się dość standardowo i mało oryginalnie, z czasem ukazywane wydarzenia komplikują się, a mnóstwo wątków idzie w przeróżne, dziwne strony. Niestety w tej fali niemożliwych do przewidzenia zdarzeń, pojawia się pewna… monotonia. Pewne rozwiązania ukazane w pierwszej części, pojawiają się również w kontynuacji. Do takiego stopnia, że nieoczekiwana sytuacja z końcowego etapu pierwszej części, powtarza się również tutaj. Powoduje to, że nie mamy takiego efektu „wow”, jak wcześniej. Drugim problemem fabuły jest ogromna głupota pewnych rozwiązań. Przykład podam z połowy gry, bez zbędnych spoilerów – W pewnym momencie musimy przeciąć taśmę klejącą, która blokuje nam możliwość interakcji z pewnym ważnym przedmiotem. Żeby ją przeciąć, potrzebujemy noża. Tak się składa, że obok jest sklep z mięsem, gdzie na stole leży kilka różnych rodzajów noży i tasaków, ale nie możemy ich zabrać. Dopiero w późniejszym etapie znajdujemy nóż do tapet i właśnie ten przedmiot posłuży nam do rozwiązania problemu. Dlaczego nie mogliśmy użyć poprzednich ostrych narzędzi? Nie wiem i tego się pewnie już nie dowiem.

Z każdym krokiem oddech śmierci czuć wyraźniej
Studio Dual Effect wychodzi cały na biało i pokazuje, że potrafi w survival horror. Podobnie jak w pierwszej części, wyważenie między eksploracją, walką oraz zagadkami jest wręcz podręcznikowe. Starć z wrogami jest trochę, ale rozważny gracz będzie w stanie opanować przemienne korzystanie z broni palnej oraz do walki w zwarciu, by nie skończyła nam się zupełnie amunicja. Natomiast zasoby medyczne są bardzo liczne, więc czasami możemy nawet pozwolić sobie na kilka ciosów, by nie stracić cennych kul.
Zwiedzanie napotkanych lokacji to zdecydowanie jeden z lepszych aspektów produkcji, zarówno pod względem fabularnym, rozgrywki oraz tworzonej atmosfery grozy. Miejscówki są bogate w szczegóły, co rusz znajdziemy jakieś notatki opisujące różne elementy tła historii, a pilna obserwacja nagrodzi nas cennymi przedmiotami. Zdarzy się nawet tak, że z pewnymi przedmiotami wejdziemy w interakcje dopiero po uzyskaniu konkretnych przedmiotów w trakcie przebiegu rozgrywki, więc warto zapamiętywać obecność pewnych powtarzających się elementów, np. skrzynek, których nie możemy zniszczyć zwykłym młotkiem, ale łom już jak najbardziej da radę.
Każde nowo odwiedzone miejsce budzi niepokój przed potencjalnym zagrożeniem. Często przedzieramy się przez nieoświetlone pomieszczenia, więc jesteśmy łatwym celem dla skrywanego w mroku potwora. Miejscówki również pobudzają naszą wyobraźnie, bo niejednokrotnie napotkamy miejsca, w których mogło dochodzić do odrażających scen okultystycznych czy tortur. Autorzy również nie odmówili sobie przygotowania paru pułapek, w kilku momentach gry. To wszystko powoduje, że Tormented Souls 2 wchodzi do głowy, powodując niepokój z każdym krokiem. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to najbliżej tego uczucia, który odczuwałem grając w pierwszego Silent Hill. Dotąd żadnej ogrywanej przeze mnie grze nie udało się być tak bliskim dzieła Konami.

Wystarczyło dopracować jedną rzecz
Niestety zagadki to wciąż wybijanie z rytmu koszmaru, jaki został dla nas przygotowany. Powtarza się scenariusz z poprzedniczki, kilka zagadek jest ciekawych i nawet jak nie potrafiłem jakiejś rozgryźć, to doceniałem ostateczne rozwiązanie i pomysł. Ale w większości po kolejnym poddaniu się i zajrzeniu do solucji, ujrzenie rozwiązania było jednoznaczne z pytaniem – jak gracz miałby na to wpaść?
Widziałem i rozwiązałem mnóstwo zagadek, zarówno tych dobrych, jak i tragicznych, nigdy też nie byłem typem człowieka, który uważa zagadkę za durną, gdy nie potrafi jej rozwiązać. Problem pojawia się, gdy zagadka wymaga ścisłego ustalenia, co autor miał na myśli, gdy liczba wskazówek jest ograniczona do absolutnego minimum. Uważam, że jeśli trafi się jedna zagadka, którą bez solucji się nie rozwiąże, to nie ma żadnego problemu, ale jak notorycznie muszę spoglądać na rozwiązania, to automatycznie wybijam się z tego zbudowanego klimatu i grozy. Autentycznie bolało mnie to, bo jednak stworzony niepokój przez autorów jest genialny.
Jak już mowa o niszczeniu klimatu, podobnie kwestia ma się przy częstych jumpscarach. Naprawdę wciąż nie rozumiem, dlaczego twórcy horrorów, nawet jeśli potrafią zrobić dobry klimat, idą w tanie straszaki, które wszystko rujnują. Może nie jest to poziom Alan’a Wake 2, gdzie ilość wyskakujących na twarz rzeczy iście irytowała, ale wciąż jest tego dość sporo również w tym tytule. Momentami wygląda to tak, jakby ktoś autentycznie sabotował pracę reszty twórców. Przez to elementy, które były urzekające w Tormented Souls 2, niewyobrażalnie tracą na sile.

Piękna gra z potworami, nie ludźmi
Graficznie tytuł jest prześliczny. Odwiedzane przez nas miejsca są pełne szczegółów, gra światłem i cieniem robi robotę nie tylko pod względem mechaniki samej gry, ale również tego co podziwiamy oraz się obawiamy, a całe ukazywane miasto, ze swoją architekturą i przedstawieniem, może się naprawdę wizualnie podobać. Jedynym problemem grafiki są ohydne modele postaci, które wydają się wręcz wyjęte z taniego sklepu z assetami. Do tego dochodzi również ich mimika czy animacje, już mniej „potworne” są ukazane w grze monstra.
Muzycznie gra natomiast jest bardzo przyjemna, może nie ma żadnej piosenki zostającej z nami na dłużej, ale jak pojawia się muzyka, albo podnosi adrenalinę, albo uspokaja, jak chociażby w pomieszczeniu do zapisywania stanu gry. Dźwięki podczas samej gry są również dobrze wykonane, chociaż w pewnych momentach dostrzegłem, że synchronizacja została źle zrobiona, ale to może zostać naprawione w przyszłości.

Czy ostateczną torturą jest ujrzenie tak zmarnowanego potencjału?
Tormented Souls 2 miał ogromny potencjał. Jest to zdecydowanie lepszy i bogatszy tytuł od swojej poprzedniczki, jednak nie zabrakło powielania tych samych pomyłek. A szkoda, bo wystarczyło uczenie się na błędach, a moglibyśmy otrzymać naprawdę wybitną pozycję dla fanów horrorów. Tak to widzę: jest tu wiele dobrego, ale równie dużo zmarnowanego potencjału. Może jeśli Dual Effect zdecydują się na trzecią część, zobaczymy wyciągnięcie wniosków.
Grę do recenzji otrzymaliśmy od wydawcy, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.