W. Maxwell Prince i Martin Morazzo podjęli się wyjątkowo trudnego zadania. Postanowili mianowicie w Ice Cream Manie obrzydzić nam lody! Czy uśmiechnięty pan lodziarz z białej furgonetki może być przerażający?
Lody o smaku traumy?
Ice Cream Man jest komiksem dziwacznym. Jeszcze tak specyficznej powieści graficznej nie miałem w swoich rękach. Co w tym takiego nietypowego? Cóż, jest to zbiór luźno powiązanych ze sobą historii. W każdej z nich przewija się tytułowy lodziarz. W. Maxwell Prince próbuje uświadomić nam, że niepozorna osoba sprzedająca lody może być złem wcielonym. A przynajmniej osobnikiem przypominającego właściciela Sklepiku z marzeniami Kinga. Często stoi z boku, niby tylko sprzedaje lody, ale przy tym popycha ludzi do działania, które kończy się często tragicznie. I to jest właśnie ten element, który w tej pozycji podoba mi się najbardziej. Tutaj też trzeba podkreślić, że kreacja lodziarza wypada tak świetnie dzięki rysownikowi. Morazzo potrafi ukazać nieznaczną skazę na sympatycznym wizerunku pana lodziarza, dzięki czemu odczuwamy wewnętrzny niepokój. Jednocześnie, w kolejnym kadrze przedstawia prawdziwie demoniczne oblicze tej tytułowej postaci. I niby nic strasznego ona nie robi, ale ta mimika potrafi wywołać strach.

Lody z dodatkiem dramatu
No dobrze, to przyjrzyjmy się bliżej każdej z czterech historii. Malinowa niespodzianka opowiada o młodym chłopcu, który posiada jadowitego pająka. I tutaj twórca zastosował ciekawy zabieg, bo najpierw opisał w dymkach specyfikę tego stworzenia, najwięcej uwagi poświęcając jego zabójczemu jadowi, więcej nie będę zdradzał. Według mnie bardzo ciekawa historia, do której zupełnie niepotrzebnie wprowadzono „dziką bestię”. Czasem więcej nie znaczy lepiej, ale cóż, jak wspominałem we wcześniejszym akapicie, przymiotnik, który najlepiej pasuje, do tego komiksu, to – „dziwny”! Druga historia pt. Tęczowa posypka opowiada o narkotykach i sile nałogu – mocna rzecz. Według mnie najlepsza opowieść ze wszystkich czterech, do tego z najciekawszym występem demonicznego lodziarza – liczę na więcej takich historyjek w drugim tomie. Stary dobry smak waniliowy jest dla mnie trochę zbyt dziwny, bo przez większą część oglądamy mocno odjechany sen głównego bohatera – starego rockmana. Na koniec Dobrzy chłopcy sobie radzą jest dramatem poruszającym temat ojcostwa z mocno odjechaną wizją piekła!

Lody z dziwną posypką…
Do wydania nie mam wiele uwag. Natknąłem się na jedną literówkę („nowa religię”), a także brakuje mi tutaj ewidentnie skrzydełek. Jednakże na plus poczytuję sobie przyjemną w dotyku fakturę okładki oraz dodatki. Nie ma ich może jakoś dużo, ale ta garść szkiców i alternatywnych okładek jest przyjemnym uzupełnieniem komiksu. Natomiast oprawa graficzna wypada przeciętnie. Kreacja sprzedawcy lodów wypada świetnie, natomiast pozostałe elementy, czyli wygląd bohaterów, tła trzymają po prostu przyzwoity poziom, nie wyróżniając się szczególnie. Za to ciekawy efekt wywołuje furgonetka lodziarza z kolorowymi nutkami wydobywającymi się z niej… Za każdym razem, jak ją widziałem, autentycznie słyszałem tę specyficzną muzyczkę. Tylko tym razem miała jakiś taki złowrogi wydźwięk.

Czy to na pewno zwykły lodziarz?
Ostatecznie chyba najbardziej ubolewam, że w tym tomie znalazły się raptem cztery historię – zdecydowanie za mało. Zbyt szybko przebiłem się przez nie wszystkie, a przez to mam też problem z ostateczną oceną Ice Cream Mana. Historie zebrane w tym tomie były tak dziwne i odmienne od siebie, że kompletnie nie wiem czego się spodziewać w kontynuacji. Czy pójdziemy w stronę horroru, obyczaju, a może odjechanego science-fiction? Na kartach tej serii może wydarzyć się wszystko, ale myślę, że warto zaryzykować. Jeśli Maxwell Prince, w kontynuacji, nie zdecyduje się zawędrować w jakieś chore, nielogiczne meandry dziwności, to seria Ice Cream Man może być ciekawym zbiorem odjechanych historii.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Shock Comics, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.