Pomiędzy światem bogatych i bezdomnych
Po lekturze Homunculusa, w sumie nie wiem, jak Wam, drodzy czytelnicy, polecić ten tytuł. Zdecydowanie jest to jedna z ciekawszych mang w ofercie Waneko. I to pomimo faktu, że ma bardzo przegadaną formułę. Na przykład najważniejsze informacje na temat tytułowych homunculusów otrzymujemy podczas pogawędki bohaterów w kawiarni. Do tego po drugim tomie za diabła nie miałbym pojęcia, jak opowiadać dalej tę opowieść, by była równie intrygująca. Niemniej jestem prawie pewien, że gdy tylko dorwę część trzecią, zadziwię się równie mocno, jak podczas lektury pierwszego tomu. To tyle z wad. Ot duża ilość dialogów i obawy co do kontynuacji. W takim razie teraz mogę zacząć rozpływać się nad fenomenem tego tytułu. Hideo Yamamoto opowiada w Homunculusie o bezdomnym Susumu. No może nie do końca takim bezdomnym, bo ma swoje auto. I stara się utrzymać pomiędzy światem bogatych, a biednych. Przynajmniej tak mu się wydaje, gdy parkuje między parkiem a wieżowcem, w którym kiedyś mieszkał. Już od początku Susumu jawi się jako ciekawa postać. Stara się utrzymać na powierzchni, próbując sobie wmówić, że nie jest na samym dnie drabiny społecznej, tylko na co najmniej przedostatnim szczeblu. Do tego przez niektóre swoje zachowania może budzić delikatną niechęć (np. jego stosunek do jedzenia, które mu zaoferowali inni bezdomni). Niemniej dość szybko ten ciekawy dualizm zostaje porzucony na rzecz eksperymentu. Otóż student medycyny za sporą sumkę proponuje mu operację. A dokładnie, chce zrobić mu trepanację czaszki, aby obudzić jego szósty zmysł.

Homunculusy czy potwory?
Przez tę operację Susumu zaczyna inaczej patrzeć na świat. Nie chcę tutaj za dużo zdradzać, więc powiem tylko, że ta manga bardzo zgłębia psychikę człowieka. I o tym zwłaszcza jest drugi tom. O skrywanych emocjach, trudnych wspomnieniach oraz o traumach. Z ciekawszych bohaterów pojawia się też niebezpieczny członek yakuzy (a sam student przeprowadzający operację, to wyjątkowo tajemniczy, skomplikowany człowiek, którego wygląd potrafi zadziwić), ale pomimo tego nie uświadczymy tutaj prawie wcale akcji. Jednakże to wcale nie jest wada, bo aspekt psychologiczny wysuwający się na pierwszy plan został świetnie przedstawiony. Przez to kompletnie nie nudziłem się podczas dłuższych rozmów bohaterów, tylko chłonąłem ich ciekawe rozważania. I z każdą kolejną stroną, z każdym kolejnym słowem byłem coraz bardziej zafascynowany. Do tego stopnia, że nie mogę doczekać się trzeciego tomu. Nie ma tutaj żadnego cliffhangera, ale Hideo Yamamoto ma talent do opowiadania historii. Czasami mangi wydają mi się na siłę przedłużone, choćby przez wydłużone walki bohaterów czy zbędne konwersacje, które powtarzają tezy wypowiedziane już wcześniej przez protagonistów. W Homunculusie, w tym grubaśnym tomie, mam poczucie, że każda scena ma sens i ani przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że ten tom można byłoby skrócić o kilka stron – Wręcz przeciwnie! Chciałbym o wiele więcej!

Czy warto poznać swojego homunculusa?
Już po lekturze pierwszego tomu moja intuicja podpowiedziała mi, że to jest dziewiątka. Kolejna część tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Wszystko tutaj jest świetne, od postaci przez fabułę, a kończąc na rysunkach, które doskonale ukazują emocje bohaterów. No i te homunculusy, cóż to są za pomysłowe projekty! Cóż mogę powiedzieć więcej… po prostu wsiąkłem w ten świat, kupiłem każdy pomysł zaserwowany przez Hideo Yamamoto i chcę przekonać się, co jeszcze się wydarzy. Mam pewne podświadome obawy co do kontynuacji, ale po tych dwóch tomach, widzę, że mangaka jest artystą obdarzonym niesamowitą wyobraźnią. Polecam Wam sprawdzić ten tytuł, bo to jest coś zupełnie innego, świeżego, oryginalnego i bardzo zaskakującego. Waneko, poproszę, o więcej takich mang!

PS: Homunculus wydany jest, jak większość mang, od Waneko – miękka oprawa plus obwoluta. Nie ma się tu do czego przyczepić.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Waneko, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.