Egzystencjalna fantastyka naukowa
Michael Moorcock jest wyrazistą i bardzo istotną figurą brytyjskiego science fiction. To przedstawiciel nowej fali, którą sam popularyzował będąc wieloletnim redaktorem czasopisma New Worlds. Określa się jako anarchista, interesuje go eksperymentalna fantastyka korzystająca z nietypowych narzędzi narracyjnych, przyjaźni się z Alanem Moorem…
Brzmi jak barwna postać i pisarz stanowczo wart poznania. Nie jest nieznany w naszym kraju, ale po polsku ukazywały się raczej jego powieści w nurcie epickiego fantasy.
… i ujrzeli człowieka to powieść psychologiczna z motywem podróży w czasie, naprawdę ciężko nazwać ją SF, to raczej retelling Nowego Testamentu z licznymi retrospekcjami psychoterapeutycznymi. Coś, co musiało się wydawać nowe i obrazoburcze w 1969, jednak dzisiaj, nawet w poprawionej wersji z 2014, która jest podstawą drugiego, poprawionego tłumaczenia Radosława Kota, trąci myszką.
Już wiele razy widzieliśmy i dyskutowaliśmy historię Jezusa w wariantach podkręconych. I z góry wam powiem, lepiej obejrzeć ponownie Ostatnie kuszenie Chrystusa albo Żywot Briana.
Historia Karla Glogauera jest dla czytelnika dość męcząca (i to niewątpliwie świadomy zabieg autora). Ten bohater to katalog kompleksów i problemów, błądzący pomiędzy różnymi sektami w poszukiwaniu swojej prawdy. Dowiecie się sporo o jego nieudanym życiu seksualnym i ogólnym nieprzystosowaniu.
Ciężko mu współczuć, przez co trudno wczuć się w finałowy zwrot akcji, zwłaszcza że czytając … i ujrzeli w 2026 nie będziecie nim nawet zaskoczeni – jak wspomniałam, znamy już takie retellingi. Otóż kiedy podróżując w czasie, trafia w okolice ukrzyżowania, zostaje zwerbowany przez Chrzciciela do organizacji religijno-terrorystycznej. Przez chwilę broni się przed sugerowaną mu rolą, jednak możliwość stania się jedną z najważniejszych postaci czasów po Chrystusie jest dla niego zbyt kusząca. Uznaje to wręcz za swoją misję i sens życia.
Innego końca ewangelii nie będzie
Moorcock gra w tej powieści z religijnymi wyobrażeniami o Jezusie i innych bohaterach Nowego Testamentu zarysowując alternatywną, pozbawioną metafizyki wersję wydarzeń. Przy tym starannie nurza swojego głównego bohatera we wszelkich słabościach i paskudztwach, jakie mu przyszły do głowy po lekturze podręczników do psychologii. Moim zdaniem trochę przedobrzył, bo (przynajmniej mnie) nie zdołał pokazać Karla jako postaci jakkolwiek wzruszającej.
Ale może taki był plan, przecież literackiemu anarchiście nie zależało na ocieplaniu wizerunku bohaterów Biblii. Książka ta nie do końca wpisuje się też w to, czego oczekuję od serii klasyki Rebisu – straciła na aktualności i właściwie nie jest fantastyką.
To pierwsza pozycja z serii Wehikuł czasu, którą naprawdę jestem rozczarowana. Wydany nieco wcześniej Rękopis Hopkinsa irytował i opisywał księżyc jako teren roponośny, ale miał swój staroświecki urok. Także mocno zdezaktualizowany Najazd z przeszłości zachwycał psychologią postaci i bezpretensjonalnością, świetnie się go czytało. Powieść Moorcocka mnie znużyła.
Chyba wolałabym przeczytać inną rzecz jego autorstwa, w końcu to także pionier cyberpunku. … i ujrzeli człowieka wpisuje się w nostalgię za latami 90., kiedy wiele angielskojęzycznych, legendarnych tekstów mogło wreszcie ukazać się także u nas.
Wtedy być może wydawał się czymś nowym, ważnym głosem w sprawie laicyzacji, krytyką przesadnego romantyzowania wielkich religii i ich panteonów świętych bez skazy. Dzisiaj to zupełnie zaniedbywalna ramota dla czytelnika niebędącego historykiem literatury.
