Jean-Luc Istin stworzył wiele świetnych komiksów, wystarczy choćby wspomnieć o wielotomowym Świecie Akwilonu. Aczkolwiek w tym wypadku z każdym kolejnym tomem powoli zaczyna odczuwać się znużenie i zmęczenie. A jak w takim razie będzie z drugim tomem Druidów? Istin nadal potrafi zaskoczyć, czy może i w tym razem można mówić o spadku formy?
Powrót druida detektywa
Będę szczery, z tomu pierwszego nie pamiętam już za wiele. Kojarzę ogólny zarys intrygi. Wiem też, że bawiłem się wyśmienicie w czasie lektury. Z tego powodu sięgnąłem po księgę drugą. Nie musiałem sobie odświeżać części pierwszej, ponieważ kontynuacja opowiada nam o nowym śledztwie druidzkiego duetu (w całym komiksie trafia się raptem jedno nawiązanie do wcześniejszej księgi). Całą sprawę rozpoczyna brutalna śmierć kowala i porwanie jego rodziny. Najbardziej zaskakujące jest to, że ktoś lub coś wyżarło bebechy rzemieślnikowi. Czy mamy do czynienia z jakąś bestią z lasu? Plemieniem ludojadów? A może, chodzi o coś zupełnie innego? Od samego początku ta tajemnicza zagadka mnie intrygowała. Zaś gdy w drugim rozdziale dane mi było wraz z głównymi bohaterami zasiąść przy stole razem z pewną rodzinką z piekła rodem, to poczułem silny niepokój. Co jak co, ale w tym komiksie nie spodziewałem się elementów horrorowych i to tak umiejętnie wplecionych w ten fascynujący świat. Właśnie ze względu na ten wątek przez dłuższy czas myślałem, że uznam dwójkę za lepszy komiks od pierwszej części. Jednakże trzeci, finałowy rozdział wzbudził pewne wątpliwości. Nie do końca trafiają do mnie decyzje podjęte przez bohaterów, a także niektóre ich zachowania. Z jednej strony dobrze, że postacie nie są czarno-białe, ale ta strefa szarości jest jednocześnie mocno zastanawiająca (na przykład nie do końca podoba mi się, że Istin decyduje się opowiedzieć po jednej ze stron i w zasadzie niejako ją gloryfikuje, choć w moim odczuciu nie jest to zasłużone).

Kolacja grozy
Oprawa graficzna w tomie pierwszym aż tak mnie nie ujęła. Najbardziej nie podobały mi się projekty twarzy postaci. Niemniej, podczas lektury księgi drugiej nie miałem żadnych negatywnych odczuć. Może gust mi się zmienił, albo tak szybko przerobiłem tę fascynująca historię, że oprawa graficzna nie była w stanie mnie rozproszyć. W każdym razie przede wszystkim chcę pochwalić całostronicowe panele, na których rysownik przedstawił tajemnicze lokacje i epickie batalie. Najpiękniejsze są jednak dla mnie malowane okładki. Niestety muszę za to trochę ponarzekać na wydanie. Po pierwsze, tom pierwszy ma matową okładkę, a księga druga lakierowaną. Nie jest to jakiś tragiczny błąd, ale wiadomo, że w ramach jednej serii powinno zadbać się o spójność wydania. Po drugie na końcu komiksu Lost in Time zostawiło jedną, pustą kartkę – niby nic wielkiego, ale nie przepadam za pustymi przestrzeniami w powieściach graficznych, wolę, jednak, aby wydawcy postarali się cokolwiek tam dodać czy jakieś dodatki, czy nawet reklamy, choć pewnie nie zawsze się tak da.

Czy warto zostać druidem?
Cenię sobie twórczość Istina. Ma naprawdę masę dobrych pomysłów, z których tworzy wciągające scenariusze. Póki co, nie zawiodłem się na żadnym jego komiksie. Podobnie jest z Druidami. Bardzo mi się ta historia spodobała. Fakt, po lekturze tej księgi pewnie wszedłbym w żywiołową polemikę z Istinem na temat choćby moralności. Niemniej, nawet jeśli nie zgadzam się w pewnych kwestiach z autorem, to nie znaczy, że od razu przekreślę jego dzieło. Dla mnie Druidzi są kapitalną serią i mam nadzieję, że autor jeszcze kiedyś wróci do tego świata. Na koniec mogę śmiało powiedzieć, że jestem prawie pewien, iż ten tom znajdzie się w mojej topce najlepszych komiksów z 2026 roku.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.