Jean-Luc Istin ma na swoim koncie sporo dobrych komiksów, przede wszystkim jest jednym z twórców Świata Akwilonu. To dzięki jego wyobraźni możemy obcować z tym intrygującym uniwersum fantasy. Poza tym napisał także Excalibur Kroniki i Piątą Ewangelię. Czy Druidzi okażą się kolejnym hitem, a może Istin poległ w starciu z celtycką magią?
Morderstwa mnichów
Po zeszłorocznej lekturze genialnego Milenium od Lost in Time odczuwałem wewnętrzną pustkę. To był doprawdy genialny komiks, który znalazł się w mojej prywatnej top 3 najlepszych powieści graficznych wydanych w Polsce w 2024 roku. Do Druidów podszedłem trochę, jak do jeża. Było w nich coś intrygującego, ale obawiałem się, że mogę się pokaleczyć na tym utworze. A tutaj spotkała mnie jedna z najmilszych niespodzianek w tym roku. Czytając dzieło Istina miałem podobne odczucia, jak przy lekturze Milenium. Choć dzieli je całkiem sporo, to sama frajda i przyjemność z lektury były porównywalne. A co w tym takiego ciekawego? Cóż, można powiedzieć, że mamy do czynienia z druidzkim wcieleniem Indiany Jonesa. A jeśli takim komplementem rzuca miłośnika wspomnianej postaci i zwłaszcza pierwszych trzech filmów, to dużo znaczy.

Poszukiwanie druidzkich artefaktów
Historia zaczyna się od morderstw mnichów. Dość szybko padają oskarżenia na druidów, których jakby nie patrzeć, wyżsi duchowni i tak chcą się pozbyć, zatem mają dobry pretekst na wyeliminowanie ostatnich przedstawicieli starej wiary. Szczęśliwie Budog, jeden z mnichów, postanawia rozpocząć śledztwo w tej sprawie, do którego zaprasza odważnego, walecznego druida Gwenc’hlana. I to właśnie on wraz ze swoim uczniem Taranem jest centralną postacią całej historii. Na szczęście, bo Gwenc’hlan ma o wiele więcej charyzmy i życiowej mądrości od Budoga czy innych postaci. I choć śledztwo w sprawie jest kluczowe, to jednak dość szybko też przechodzimy do szukania dwóch istotnych artefaktów. I tutaj zaczynamy prawdziwą zabawę, czyli odczytywanie niekompletnych pism, poszukiwanie znaków/wskazówek, penetrowanie tajemniczych jaskiń, rozwiązywanie zagadek, dalekie podróże (nawet do Nowego Świata), a do tego walka, całkiem sporo efektownych starć. I jakby było mało, to jeszcze to wszystko podlane mitami… Dla mnie Druidzi to prawdziwa mieszanka wybuchowa. Cała intryga i wyprawa została rozpisana dokładnie na sześć zeszytów. Zatem w przeciwieństwie do Milenium tutaj mamy raptem jedną dużą tajemnicę zamiast pięciu, z tego względu nie jest aż tak dynamicznie. Niemniej czyta się to bardzo przyjemnie. Historia wciąga niemal od pierwszej strony. Istin na każdym kroku pokazuje, że jest bardzo zdolnym scenarzystą. Zdecydowanie warto przyglądać się jego twórczości, bo ma na swoim koncie perełki.

Mity i fakty mieszające się z fikcją literacką
Oprawa graficzna w Druidach mnie niestety nie zachwyciła tak bardzo, jak sama fabuła czy świat przedstawiony. Najbardziej zraziły mnie twarze postaci, są w moim odczuciu brzydkie. Wiadomo w starożytności czy średniowieczu, uroda nie była najważniejsza, ale w tym wypadku ta brzydota jest w moim odczuciu związana ze sztucznością twarzy i mimiki postaci. Te kreacje po prostu mnie nie przekonują. Za to pozostałe elementy już tak nie bolą. A większe kadry przedstawiające przepiękne miasta czy potęgę przyrody (gigantyczne fale, które zaraz zaleją miasto) prezentują się niesamowicie. Podobnie z dynamiczniejszymi scaniami walki. No niestety, byłoby bardzo dobrze, ale te twarze co i rusz mnie raziły. Do wydania nie mam większego zastrzeżenia. Solidna cegła od Lost in Time, momentami ciężko mi się ją czytało, ale najważniejsze, że w tym tomie mamy całą historię. Bo choć na grzbiecie widnieje jedynka, to tak naprawdę wszystkie wątki zostają rozwiązane w tej części, a zapowiedź kontynuacji to raptem jedna i zarazem ostatnia strona. Na końcu zamieszczono szkicownik, w którym opisano historyczne odpowiedniki postaci z tego komiksu. Żeby nie było jednak tak różowo, natknąłem się na jedną literówkę.

Czy warto zostać druidem?
Przede mną jeszcze zeszłoroczna pozycja Istina, która zdobyła spore uznanie, czyli Excalibur Kroniki, co mnie bardzo cieszy, a jeszcze bardzo raduje, że tyle pozycji tak zdolnego artysty się u nas wydaje. A już zwłaszcza nie mogę się doczekać drugiego tomu Druidów. Chociaż, przynajmniej w teorii, nie odczuwam aż takiej presji. Wszystkie wątki zostały rozwiązane w pierwszej części. Czuję się w pełni usatysfakcjonowany i do tego nasycony. To była naprawdę spora cegła – jedna z niewielu pozycji, gdzie czuć synergię pomiędzy ceną, a czasem poświęconym na skonsumowanie tego dzieła. Niemniej nie mam jeszcze dość i chętnie się dowiem, co tam jeszcze za zagadkę rozwiąże Gwenc’hlan. No i najważniejsze, co czeka jego ucznia Tarana. Minęło pół roku raptem, ale jestem prawie pewien, że Druidzi utrzymają miejsce w mojej prywatnej topce 10 najlepszych komiksów z 2025 roku. Na chwilę obecną przegrywają tylko z trzema komiksami, czyli Światem Arkadiego t. 2, Somną i z Seconds. Drugie szanse.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Lost in Time, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.