Kto ma jakie problemy?
W Vampire Therapist wcielamy się w postać Sama Wallsa, rewolwerowca przemienionego w wampira w XIX w. Po latach refleksji nad swoimi dawnymi grzechami, Sam odnajduje nową ścieżkę życiową (a w zasadzie po życiową) i postanawia pomóc innym nieumarłym z problemami osobistymi. W tym celu wyrusza do Niemiec, aby uczyć się fachu terapeuty od starożytnego wampira Andromachosa. Protagonista bardzo szybko odkrywa, że pomoc innym wampirom z ich problemami nie będzie łatwa.
Od razu trzeba wspomnieć coś bardzo ważnego, o czym zresztą też przypominają twórcy na samym początku gry. Vampire Therapist nie zastąpi fachowej terapii, a porad zasłyszanych w trakcie rozgrywki lepiej nie używać w życiu codziennym. Fabularnie tytuł jest bardzo oryginalny. Postawienie wampirów w rolach pacjentów potrzebujących pomocy, to ciekawe rozwiązanie. Chyba nigdy wcześniej nie spotkałem się z podobnym zastosowaniem dla najpopularniejszych nieumarłych popkultury. Postacie niestety bywają mocno przerysowane. Za przykład niech posłuży Edmund, narcystyczny i ekscentryczny aktor, który cały czas zachowuje się jakby był na scenie grając swoją rolę. Podobne stereotypy są tutaj trochę nadużyte. Na szczęście w miarę postępów, wampiry zyskują głębię. Po każdej sesji poznawałem nowe szczegóły z życia moich pacjentów i lepiej rozumiałem źródło ich problemów. To samo tyczy się protagonisty, Sama. Z każdym kolejnym etapem gry przybliżana jest jego przeszłość oraz obawy, jakie nim targają. Problemem historii jest jej liniowość i brak bardziej rozbudowanych wyborów, ale więcej o tym poniżej.

Jak pomóc nieumarłemu?
Vampire Therapist jest dość nietypowym symulatorem, gdyż funkcjonuje jednocześnie jako swego rodzaju interaktywna powieść graficzna. Przeważająca część rozgrywki opiera się o wybieranie odpowiednich opcji dialogowych. Tutaj możemy dokonać rozdziału na te używane przy standardowej rozmowie oraz tzw. cognitive distortions (co można przetłumaczyć na zaburzenia poznawcze, (gra nie ma polskiej wersji językowej). W przypadku zwykłych opcji dialogowych, posuwamy naprzód fabułę lub poznajemy dodatkowe szczegóły z życia postaci. Cognitive distortions są używane do rozpoznania jakie problemy męczą danego pacjenta i pozwalają określić kierunek terapii. Początkowo mamy dostępnych tylko kilka rodzajów zaburzeń, ale z czasem ich ilość znacząco się zwiększa i przed każdą sesją musimy dobrać odpowiednie do wampira. Używanie ich jest dla nas ułatwione dzięki specjalnym sesjom z Andromachosem, który uczy nas jak je rozpoznawać w wypowiedziach pacjentów. Za przykład niech tu posłuży zaburzenie should statement. Występuje ono, gdy pacjent w swojej wypowiedzi wskazuje co powinien robić lub jak powinien się zachowywać (narzuca sobie jakiś standard). Jest to dość proste rozwiązanie, ale dobrze zaimplementowane mogłoby w pozytywny sposób wpłynąć na zdolność czytania ze zrozumieniem. Niestety tutaj pojawia się problem. Zły wybór nie ma żadnych konsekwencji. Jeśli niepoprawnie zidentyfikujemy zaburzenie, to po prostu Andromachos telepatycznie mówi do Sama, żeby spróbował jeszcze raz. Możemy w ten sposób wybrać dosłownie wszystkie błędne odpowiedzi zanim dotrzemy do właściwej i nie odczuć negatywnych skutków. Oczywiście Vampire Therapist ma być tytułem jak najbardziej przystępnym, aby szerzyć przekaz dotyczący zdrowia psychicznego, ale brak wyzwania podczas rozgrywki niejednokrotnie wywoływał u mnie znudzenie. Pod tym względem gra jest bardzo rozczarowująca. Uzupełnieniem rozgrywki są dwie mini gry, które co jakiś czas pojawiają się między sesjami terapeutycznymi. Pierwsza z nich to picie krwi chętnych śmiertelników. Zadaniem gracza jest trafić w niebieską żyłę na szyi człowieka przy pomocy poruszającej z góry na dół ikony kłów. Podobnie jak w przypadku wcześniej wspomnianego wybierania zaburzeń, tak i tutaj błędy nie mają konsekwencji. Co więcej, podczas całej rozgrywki pomyliłem się tylko raz. Druga mini gra to medytacja. Polega ona na głębokim oddychaniu poprzez przytrzymywanie i puszczanie jednego przycisku w odpowiednich momentach oraz najeżdżanie kursorem na pojawiające się na ekranie myśli Sama. Medytacja kończy się, gdy wszystkie myśli znikną z ekranu. Po raz kolejny przegranie tego jest niemożliwe. Dopóki nie znikną wszystkie myśli męczące głównego bohatera, nie można ruszyć dalej z grą. Po raz kolejny brak jakiegokolwiek wyzwania znacząco zaniża poziom.

Nawet ładni ci krwiopijcy
Tak jak wspomniałem wcześniej, tytuł ten jest utrzymany w stylu interaktywnej powieści graficznej, a w związku z tym cała grafika i animacje opierają się na statycznych obrazach oraz przejściach między nimi. Postacie zostały świetnie i bardzo szczegółowo narysowane. Nie są one może zbyt subtelne (Sama na pewno nikt nie pomyli np. z wędkarzem), ale jednocześnie mają swoją wyjątkowość. Od razu widać, że twórcy sporo czasu poświęcili na ich przygotowanie. Miłym akcentem są przejścia przed i po sesji. Na ekranie pojawia się kurtyna, która przenosi akcję do innego miejsca. Skojarzenie z widzem podczas sztuki teatralnej nasuwa się samo.
Podsumowując, Vampire Therapist jest produkcją o bardzo ważnym przesłaniu, które każdy powinien wziąć sobie do serca. Dbanie o zdrowie psychiczne nasze oraz naszych bliskich nie powinno być bagatelizowane. Dodatkowo osadzenie akcji w świecie wampirów i pokazanie ich jako istoty borykające się z problemami podobnymi do naszych jest niewątpliwie ciekawym rozwiązaniem. Niestety rozgrywka, która miała przyciągnąć jak najszerszą grupę odbiorców jest największą słabością tego tytułu. Kompletny brak konsekwencji przy popełnianiu błędów, a także ciągłe prowadzenie za rękę bardzo szybko potrafi wywołać znużenie. Grę jeszcze dodatkowo ratuje bardzo ładna oprawa wizualna.

Grę do recenzji otrzymaliśmy od Ultimate Games, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.