Spod szyldu DC Black Label wyszło wiele świetnych komiksów. Artyści tworzący do tego imprintu mają sporą swobodę twórczą, więc to była kwestia czasu, aż znajdzie się taki Rodney Barnes i wrzuci wilkołaka do DC. Jednakże czy na pewno było to dobry pomysł?
Mroczny Rycerz obrósł sierścią!
Mam słabość do serii DC Black Label. Każdy komiks spod tego szyldu może zaskoczyć! Nigdy nie wiesz, czy kultowi bohaterowie jak np. Batman przeżyje. Z tego powodu skusiłem się na Batmana – Pełnię. Miałem oczywiście spore obawy, w końcu pomysł na wrzucenie wilkołaka do uniwersum DC może doprowadzić do katastrofy. I w sumie z jednej strony myliłem się, ale i też koniec końców miałem rację. Batman – Pełnia nie jest kompletnie beznadziejnym komiksem, jednak ledwo zasługuje na miano średniaka. No dobrze, to zacznijmy od fabuły. W Gotham pojawia się człowiek noszący klątwę wilkołaka, który w czasie pełni dokonuje rzezi i jakby tego było, mało gryzie Batmana (jakby co, to żaden spojler – sam komiks reklamowany jest jako opowieść o Gacku chorym na likantropię). I w sumie wszystko się sprowadza do powstrzymania bestii, a w zasadzie dwóch. Pytanie tylko, czy da się na to znaleźć lekarstwo, czy trzeba będzie ich zabić srebrem… I tak naprawdę nie ma tu wiele więcej. Fabuła jest jedynie pretekstem do ukazania Bruce’a Wayne’a jako wilkołaka. Nawet walka pomiędzy dwoma likantropami jest mało efektowna ze względu na ciemna paletę barw wykorzystywaną przez rysownika. Zresztą tych scen i tak nie ma przesadnie dużo. Znajdziemy tu oczywiście kilka ciekawych smaczków. Otóż Gacek umawia się z Zatanną, a John Constantine jest o to zazdrosny – Hellblazer rzuca naprawdę świetnymi tekstami. Podoba mi się też sposób ukazania głównego antagonisty. To jest zwyczajny człowiek, on nie chce zabijać tych wszystkich ludzi, ale gdy zmienia się w wilkołaka, wpada w szał. Koniec końców jednak nie będę ukrywał, że bardzo szybko zapomnę o tej historii. Według mnie Batmana – Pełnię dzieli przepaść od prawie wszystkich komiksów spod szyldu DC Black Label, które do tej pory czytałem. Według mnie, o wiele lepiej sięgnąć po fenomenalnego Batmana Impostera czy też po Catwoman. Samotne miasto.

Czy z Batmana jest dobry wilkołak?
Oprawa graficzna Batman – Pełnia szału nie robi. Nie podobają mi się trochę groteskowe twarze bohaterów. Wilkołaki wyglądają już o wiele lepiej, ale jest tu dużo scen chaotycznych i ciemnych. Brakuje też często obiektów na drugim planie. Niby taki mroczny styl rysunków pasuje do historii, ale ogólnie do mnie po prostu nie przemawia. Za to chciałbym pochwalić wydanie. Okładka wygląda przepięknie, a do tego zastosowano wypukły druk, który świeci w ciemności. I choć narzekałem na oprawę, to okładki w dodatkach czy też te poprzedzające każdy zeszyt wyglądają obłędnie. I cóż mogę więcej powiedzieć. Nie ma tragedii, ale komiks jest jedynie do polecenia dla osób, które chcą zobaczyć wilkołaka w uniwersum DC, a także Batmana zmienionego w tę bestię. Jest jeszcze jeden jasny punkt, czyli John Constantine – kilka razy uśmiechnąłem się, czytając teksty przez niego rzucone… Niemniej te dialogi to jednak trochę za mało, aby polecić Batmana – Pełnię.

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.