Gdy monotonia i spokój zamieniają się w koszmar
Sześcioro nurków głębinowych zostaje zamkniętych w komorze ciśnieniowej, która znajduje się na statku. Przez ściśle określony czas ciśnienie jest obniżane aż do poziomu panującego na dnie oceanu, czyli sto metrów pod powierzchnią wody. Załoga dzieli się na trzy dwuosobowe zespoły. Zgodnie z harmonogramem będą schodzić na dół przez pionową tubę i dokonywać wyznaczonych napraw instalacji.
Zapowiada się dosyć monotonny czas, podczas którego najlepszą rozrywką jest właśnie praca. W pomieszczeniu wielkości połowy autobusu można poza tym tylko spać, jeść i czytać. Gdy Ellen Brooke wraz ze swoim partnerem schodzą na swoją zmianę, nic nie zapowiada tragedii, która za chwilę wydarzy się na górze.
Jeden z nurków umiera. I to nie w najniebezpieczniejszym miejscu na dnie, gdzie dużo rzeczy może pójść niezgodnie z planem, ale w swojej koi podczas snu. Gdy Ellen wraca do komory, reszta załogi prowadzi resuscytację krążeniowo-oddechową. Wezwana zostaje również medyczka pracująca na statku, ale może im pomagać tylko zdalnie, obserwując sytuację przez małe okna lub kamery. Mimo szoku i niedowierzania muszą zachować profesjonalizm.
Pobierają próbki od zmarłego i transportują go do małej szalupy, aby nie przebywać w jednej przestrzeni z ciałem. Zostaje podjęta decyzja o przerwaniu prac na dnie i dekompresji komory ciśnieniowej, ale potrwa to kilka dni, podczas których nurkowie będą musieli sobie poradzić z tą trudną sytuacją. Rusza śledztwo prowadzone przez detektywa MacDuffa, ale śledczy może porozmawiać z pozostałymi pracownikami tylko zdalnie.
Chwilę później ze snu nie budzi się kolejny nurek. Wykonywane są te same procedury ratunkowe co przy pierwszym zdarzeniu, ale druga osoba również umiera. Jedna śmierć, mimo ogromnej tragedii, może być w jakiś sposób wytłumaczalna. Ale dwa takie przypadki w jednej ciasnej komorze wśród sześciu osób są bardzo podejrzane.
Klaustrofobiczna atmosfera
Pozostała czwórka załogi zaczyna bacznie obserwować siebie nawzajem. Czy zginie ktoś jeszcze? Czy ktokolwiek przeżyje do czasu otwarcia komory? Te pytania zadają sobie bohaterowie i czytelnicy. Od samego początku, gdy opisywana jest niewielka przestrzeń, w której nurkowie będą musieli spędzić kolejne tygodnie, czujemy tę ciasnotę razem z nimi.
W wyniku śmierci kolejnych osób podejrzenia się mnożą, a atmosfera robi się bardziej duszna i gęsta. Ktoś w środku, a może na zewnątrz? Powietrze, jedzenie, a może picie? Tyle pytań, a żadnej odpowiedzi.
To naprawdę dobry thriller, który trzyma w napięciu. Cały czas towarzyszy nam poczucie, że nie mamy dokąd uciec i nie możemy nikomu ufać. Są chwile, kiedy odrywamy się od ciasnej komory, gdy bohaterowie wspominają historie osobiste lub z innych prac głębinowych. Jednak zaraz potem wracamy do klaustrofobicznej przestrzeni.
