Mutanci wracają do akcji
Już od pierwszych stron widać wyraźne przesunięcie akcentów. Tam, gdzie Rządy X skupiały się na polityce i dyplomacji, tutaj dostajemy więcej bezpośredniej konfrontacji dobra ze złem. Starcie z M.O.D.O.K.-iem dobrze pokazuje ten kierunek – jest dynamicznie, efektownie i bardzo „komiksowo”. Nie znaczy to jednak, że wątki związane z Krakoą znikają. Nadal pojawiają się intrygi i napięcia, ale schodzą one na drugi plan. Całość sprawia też wrażenie bardziej uporządkowanej – historia prowadzi czytelnika wyraźniejszym torem, a kolejne wydarzenia lepiej się ze sobą łączą.
Istotnym elementem tomu jest powiązanie z eventem Sądny Dzień. Końcowe rozdziały rozwijają wydarzenia związane z atakiem Przedwiecznych na Krakoę, pokazując działania mutantów z ich perspektywy. To ważne uzupełnienie dla osób śledzących główną linię fabularną.

Drużyna, którą znamy… i zmiana na horyzoncie
Trzon opowieści nadal stanowi dobrze znana drużyna X-Men – Cyclops (jako Kapitan Krakoa), Jean Grey, X-23, Rogue, Synch i Polaris. I to właśnie oni są jednym z największych atutów tego tomu. Każda z postaci ma wyraźny charakter i swoje miejsce w historii, a ich relacje wypadają bardzo naturalnie. Widać, że to zespół, który już ze sobą funkcjonuje – interakcje są swobodne, pełne niuansów i zwyczajnie dobrze napisane. X-23 daje tu zresztą solidny pokaz możliwości, świetnie odnajdując się w dynamicznych scenach akcji. Na plus wypadają także relacje poza głównym składem. Duet Rogue i Gambit ponownie błyszczy, a dodanie do tego Destiny wprowadza ciekawą dynamikę i napięcia, które przekładają się na jedne z lepszych scen w całym tomie.
Warto jednak zaznaczyć, że gdzieś w tle zachodzi istotna zmiana. To właśnie tutaj dochodzi do momentu, w którym obecna drużyna zaczyna się rozchodzić, otwierając drogę dla nowego składu. Nie jest to może najbardziej wyeksponowany wątek, ale z perspektywy całej serii ma duże znaczenie. Nie brakuje też lżejszych momentów – wątek kosmicznego kasyna Mojo oraz gościnny występ Rocketa wprowadzają trochę luzu i dobrze kontrastują z poważniejszym tonem historii.

Spójna oprawa graficzna
Za rysunki odpowiada kilku artystów, ale całość pozostaje spójna. Różnice między stylami są niewielkie, dzięki czemu komiks czyta się płynnie i bez wizualnych zgrzytów. Ilustratorzy dobrze radzą sobie zarówno z dynamicznymi scenami walk, jak i spokojniejszymi momentami opartymi na dialogach. Starcia są czytelne i efektowne, a jednocześnie nie brakuje dbałości o szczegóły – niezależnie od tego, czy akcja toczy się w Nowym Jorku, na Krakoi czy w bardziej nietypowych lokacjach. To rzetelna, wyrównana praca, do której trudno mieć większe zastrzeżenia.
Dla kogo jest Przeznaczenie X?
Choć mamy do czynienia z pierwszym tomem, nie jest to dobry punkt wejścia dla nowych czytelników. Przeznaczenie X stanowi bezpośrednią kontynuację wydarzeń z Rządów X i wcześniejszego Świtu X, więc znajomość tych historii jest w praktyce konieczna. Z kolei dla fanów mutantów to pozycja obowiązkowa – szczególnie jeśli śledzą wydarzenia związane z Sądnym Dniem. Komiks rozwija główną historię i dostarcza solidnej dawki dobrze napisanej akcji. Na plus wypada również polskie wydanie od Egmontu. Choć zabrakło streszczenia wcześniejszych wydarzeń, czytelnik otrzymuje zestawienie postaci, przejrzyste drzewko czytelnicze oraz galerię alternatywnych okładek.
Przeznaczenie X to krok w stronę bardziej klasycznej opowieści o X-Men – z większym naciskiem na akcję, ale bez rezygnowania z tego, co zbudowano wcześniej. Może nie jest to najbardziej przełomowy moment ery Krakoi, ale wciąż solidny i angażujący etap tej historii.
