Tarquinowie planowali trylogię o przygodach Mony i jej Okręcie Kosmicznych Piratów. Jednak na tyle się wkręcili w ten świat, że oto wyszedł już tom szósty. Czy dobrze się stało, że poznajemy dalsze losy protagonistki OKP Dolores?
Walka przybyszów z tubylcami
Nim przejdziemy do tomu szóstego warto się cofnąć. Otóż w tomie czwartym pojawił się ciekawy wątek, bo okazało się, że Mony zaszła w ciążę. Cała historia była skoncentrowana na walce o przetrwanie, a przede wszystkim o odzyskanie ledwo co narodzonego dziecka. Kolejna część, czyli tom piąty pt. Piaski Tishali rozpoczął dłuższy wątek, który od razu podkreślę, nie kończy się w omawianej przeze mnie części. O czym zatem są Oczy Nieulękłego? Mony wpakowała się w tarapaty, aby zarobić pieniądze na naprawę statku. Dołączyła do Psów Pustyni, pod dowództwem tytułowego Nieulękłego. Doszło między nimi do konfliktu, w rezultacie Mony znalazła się po drugiej stronie barykady. Zmuszona została dołączyć do autochtonów, czyli dzikiego plemienia o charakterystycznej niebieskiej skórze… Hm, skojarzenia z Avaterem? Według mnie słusznie, bo w tej historii chodzi o nic innego, jak zdewastowanie przez grabieżców całej planety z jej naturalnych dóbr, podczas gdy miejscowi starają się ich odeprzeć. Zatem fabularnie nie ma tutaj jakichś fajerwerków. Postacie wypadają trochę ciekawiej, ponieważ córka Mony już trochę podrosła i ewidentnie odziedziczyła charakter po mamusi – jest zadziorna, ale przede wszystkim dzielna. Kolejnym wartym uwagi bohaterem jest antagonista, który dysponuje interesującą technologią – ma wszczepioną w tył czaszki drugą twarz, która kontroluje stado szakali. Ktoś słusznie mógłby powiedzieć, że to kolejny szalony, niezrównoważony czarny charakter, przypominający trochę głównego przeciwnika z pierwszych trzech tomów. Niemniej po przeczytaniu tej części jestem ciekawy, jaki będzie ostateczny rezultat konfliktu między Mony a Nieulękłym.

Czy Mony zmierza we właściwym kierunku?
Dobra, powiedzmy sobie szczerze, głównym powodem, dla którego warto zainteresować się serią OKP Dolores, są rysunki! Tarquinowie mają niezrównany talent. Bardzo lubię podziwiać ich dzieła, zwłaszcza gdy tworzą obce rasy czy po prostu nietypowe ekosystemy. Sceny walki też są bardzo dynamiczne oraz zachwycające. Z każdym kolejnym tomem coraz bardziej doceniam ich talent i jednocześnie uświadamia sobie, że oglądanie plansz dostarcza mi najwięcej przyjemności. Najbardziej urzekł mnie tom czwarty, a piąty oraz szósty wypada trochę wtórnie. Niemniej dla tych rozkładówek, a także agresywnych strzelanin… warto. Liczę, że kolejna część zachwyci mnie też pod kątem fabularnym. I będę czekał, bo to po prostu świetna seria science fiction, przez którą szybko, lekko się przelatuje. Idealna lektura na leniwe niedzielne popołudnie. Do wydania nie mam większych zastrzeżeń. Podobnie, jak w przypadku wcześniejszych części nie uświadczymy tu żadnych dodatków. No i osobiście wolałbym OKP Dolores w formie zbiorczej, ale jak się nie ma, co się lubi… Zatem polecam zapoznać się z planszami autorstwa Tarquinów i jeśli Was zachwycą tak, jak mnie, to wtedy kupić, najlepiej od razu całość!

Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.
