Eltie Grunt to kapitan ethańskiego ślizgowca z nowoczesnym napędem ślizgowo-głębinowym. Mimo niepozornego wyglądu zewnętrznego jest on wyposażony w sprzęt i broń pozwalające na skuteczną obronę przed Imperium, a także ewentualną ucieczkę.
Ważka, nazwana tak z powodu podobieństwa do dawnego ziemskiego owada, to zimprintowany statek. Oznacza to, że Eltie jest z nim połączona neuropsychiczną więzią. Reaguje on na emocje, intencje i polecenia, jest częścią jej samej.
Młoda pani kapitan przyjmuje zlecenie od bogatego scjentyka, Victora Pinta. Na statek przybywają kolejni uczestnicy ekspedycji – odpowiadający za bezpieczeństwo Led Rudky, myślowiec Orwell, scjentyk medyczna Sybil, scjentyk ksenolog Moira, genohakerka Su oraz sam zleceniodawca.
Nowo powstała załoga nie ma informacji o celu podróży ani jej roli, ale z biegiem czasu dowiaduje się coraz więcej. Działa poza prawem, a niebezpieczeństwo jest większe, niż ktokolwiek sobie wyobrażał.
Druga historia, którą śledzimy, rozpoczyna się na niegościnnej planecie, Całunie Tertius. Występują na niej długie okresy mroku, podczas których z ukrycia wychodzą śmiertelnie niebezpieczne mrocza. Starszy zbawiennik, ojciec Robert Solvet, jest najważniejszą osobą w Klasztorze Śpiącej, który znajduje się na Całunie.
Pewnego dnia dowiaduje się, że w odległości kilku dni drogi odkryto Komorę – rodzaj tajemniczych Konstrukcji rozproszonych po całej Galaktyce Exodusu. Pojawiły się one po Wielkim Zaćmieniu. Był to czas, gdy Układy Gwiezdne pogrążyły się w ciemnościach, ale nikt tego dokładnie nie pamiętał. Nie zachowały się też żadne zapiski cyfrowe z wyjątkiem kilku danych w formie analogowej.
Kiedy więc odkryto tajemniczy obiekt, zapomniana planeta znalazła się nagle w centrum zainteresowania Kościoła Exodusu, Imperium oraz Akademii Wiedzy. Najgorsze, że niedługo potem na Całun przybywa statek Reanimatorów – nie są to ani ludzie, ani maszyny. Reanimatorzy to cyborgi stworzone z ludzi będących na skraju śmierci poddanych upiornej obróbce. Przybyli, bo Komora ma zostać otwarta.
Na początku trudno mi było zapamiętać imiona czy nazwy własne. Po chwili jednak przepadłam w tej książce. Prawie 900 stron minęło nie wiadomo kiedy. Mamy tu bardzo rozległy świat z różnorodnymi planetami, statkami i rasami, chociaż o wielu rzeczach otrzymujemy szczątkowe informacje. Nie jest to jednak wada, ale udany zabieg, ponieważ sprawia, że czytelnicy będą czekać na kolejną część z niecierpliwością.
Nie brakuje też szczegółowych, technicznych opisów statków oraz analizy postaci czy planet, ale co najważniejsze, są one dokładnie takie, jakie powinny być – dobrze wyjaśnione i zrozumiałe. Nie widzę w tej książce wad, więc szczerze zachęcam do lektury.
Podobnie jak Wypalona Galaktyka, cykl Galaktyka Exodusu ma składać się z czterech części. Mogę się tylko domyślać, ile jeszcze historii przed nami. Muszę też przyznać, że jest to moja pierwsza książka pana Podlewskiego. Nie znam więc treści poprzedniego cyklu i nie mogę się do niego odnieść, ale będzie to obowiązkowa pozycja do przeczytania w najbliższym czasie.
