Zorro jeszcze kiedyś był wymieniany jednym tchem obok takich bohaterów, jak Batman, Superman czy Robin Hood. Jednakże jego sława w naszym kraju przeminęła. Czy Sean Murphy słusznie postanowił wskrzesić tę postać w swoim nowym komiksie pt. Zorro. Z martwych?
Powrót kultowego bohatera
Pamiętam, jak w młodości oglądałem serial o Zorro, o bohaterze wycinającym przeciwnikom na ubraniu duże Z. Chyba już prawie dwie dekady minęły, od kiedy miałem jakąkolwiek styczność z tym bohaterem, zatem gdy tylko Egmont zapowiedział omawiany komiks, od razu się nim zainteresowałem. Sean Murphy w Zorro. Z martwych postanowił podejść inaczej do tematu. Nie cofamy się do początków XIX wieku. Akcja rozgrywa się we współczesności w meksykańskim mieście La Vega. To właśnie tutaj wraz z obchodami Dnia Zmarłych mieszkańcy czczą legendarnego Zorro. Do czasu, gdy miejscowy gangster El Rojo nie zakazuje jego kultu, przy okazji zabijając ojca głównych bohaterów, który odgrywał Zorro w czasie uroczystości. Po kilkunastu latach dochodzi do przełomowego wydarzenia. Rosa pracuje dla zabójcy swojego taty, a jej brat Diego cóż… nabawił się schizofrenii. Po wzięciu do ręki szpady legendarnego Zorro nagle ubzdurał sobie, że jest legendarnym samozwańczym bohaterem. Więcej fabuły nie zdradzę. Mogę jedynie powiedzieć, że to jest typowy sensacyjniak. Masa walk, strzelanin, nagłe zwroty akcji, podpalenia, pościgi tego wszystkiego tutaj doświadczymy aż w nadmiarze. Co jednak najważniejsze, Zorro, który odrodził się w Diego nie wycina „Z” w ubraniach, ale w ciele. Zatem zdecydowanie jest o wiele brutalniej niż we wspominanym wcześniej serialu. Druga najciekawszy element to humor, trochę kojarzący się z takimi filmami, jak Goście, goście. Zorro w końcu pochodzi z innego wieku, zatem nie do końca odnajduje się w rzeczywistości pełnej szybkostrzelnych karabinów i samochodów. Od razu polubiłem tę reinkarnacje Zorra, a do tego świetnie ona kontrastuje z realistycznym podejściem do świata Rosy. Naprawdę to rodzeństwo doskonale ze sobą współgra. A mamy jeszcze kilku ciekawych drugoplanowych bohaterów, jak na przykład El Cementerio, tajemniczy mieszkaniec La Vegi skrywający zaskakujący sekret.

Z wypisane krwią
Nie miałem styczności z kreską Seana Murphy’ego. Jako scenarzysta Zorro. Z martwych według mnie spisał się znakomicie. Natomiast jako rysownik, również dał niesamowity popis swoich zdolności. Trafiła się tylko jedna dłuższa scena, w której brakowało według mnie płynności przejścia między kadrami. Przez co kilka razy analizowałem, co się tam wydarzyło. Chodzi o to, że kompletnie mi się nie zgrywało, jak i kiedy bohaterowie zabrali powalonego Zorro wprost spod nóg przeciwnika uzbrojonego w broń palną. Ale poza tym jednym detalem, bardzo przyjemnie mi się patrzyło na każdy kadr. I sam wygląd Zorro przywołał przyjemnie spojrzenia z dzieciństwa. Naprawdę cieszę się, że mogłem ponownie zobaczyć tego bohatera w akcji. Jeśli chodzi o wydanie, to jest bardzo dobrze, a nawet za cenę około dziewięćdziesięciu złotych wręcz znakomicie. Podoba mi się, że napis Zorro w okładce jest wytłoczony, a także doceniam zamieszczenie na końcu komiksu galeria pięknych i zaskakujących okładek. Między innymi to właśnie na jednej z nich zobaczymy głównego bohatera pędzącego dla odmiany na motocyklu.

Czy należało wyciągnąć Zorro z grobu?
Umówmy się, Zorro. Z martwych raczej nie trafi do topki najlepszych komiksów tego roku, ale dla mnie to przyjemna, satysfakcjonująca i sentymentalna przygoda. Bawiłem się wyśmienicie w czasie lektury, to według mnie dobry materiał na film sensacyjny! Szczerze, to ciężko mi wynaleźć jakiekolwiek wady, bo ta pozycja dała mi po prostu mnóstwo frajdy, a wręcz w trakcie lektury zrobiło mi się ciepło na serduchu – taka to pozytywna i przyjemna lektura. Prawdopodobnie, ta historia nie zapadnie mi na dłużej w pamięć, ale wiem, że za każdym razem, jak do niej wrócę, to się ubawię. Sean Murphy podszedł po swojemu do legendy Zorro i zaprezentował swoją wizję, na tego bohatera i jak dla mnie, to najlepsze, co mogło spotkać tę trochę zakurzoną i zapomnianą już postać.
PS: Nie obraziłbym się, na jakąś kontynuację.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Egmont, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.