Adaptacja słynnego dzieła nastręcza wielu trudności. Podobnie ma się rzecz z oceną takowej. Różnie się można do takiego zadania odnieść. W niniejszym tekście spojrzę na komiks o Fafhrdzie i Szarym Kocurze okiem neofity – nie znając (prawie) materiału źródłowego, ocenię na ile pozycja ta broni się w oderwaniu od literackiego pierwowzoru.
Dwie połowy
Fafhrd i Szary Kocur. Omnibus to nie jednorodne dzieło i to nawet nie dlatego, że stanowi zbiór kilkunastu opowieści. Kwestią kluczową jest wyraźny podział na dwie części. Obie traktują o przygodach tej samej dwójki tytułowych przyjaciół. Różni je jednak czas powstania. Komiks rozpoczynamy od nowszych adaptacji prozy Leibera. Na czytelnika czeka tu siedem historii ze scenariuszem napisanym przez Howarda Chaykina, a zilustrowanych przez Mike’a Mignolę. Za tusze odpowiadał w nich Al Williamson, kolory nałożyła Sherilyn Van Valkenburgh, zaś liternictwem zajmowali się Michael Heisler oraz Bill Oakley. W drugiej części znajdują się starsze o blisko dwadzieścia lat komiksy. Scenariusz większości z nich napisał Dennis O’Neil, a cztery z siedmiu z nich zilustrował Howard Chaykin.
Omnibus nie jest równo podzielony. Chociaż obie grupy liczą po siedem komiksowych etiud, różnią się one długością oraz jakością. Można więc powiedzieć, że Fafhrd i Szary Kocur mają dwie połowy1, ale nie są one sobie równe zarówno dosłownie jak i w przenośni.

Wyznania neofity
To zbiorcze wydanie komiksów można bez problemu czytać nie zapoznawszy się wcześniej z utworami Fritza Leibera o Fafhrdzie i Szarym Kocurze. Nie ma wątpliwości, że znajomość tych klasycznych tekstów fantasy ubogaciłaby odbiór Omnibusa, ale i bez niej bohaterowie są na tyle wyraziści, że z łatwością można zanurzyć się w ich przygodach.
Komisy rysowane przez Mike’a Mignolę są zdecydowanie lepsze pod tym względem. Bardziej przemawiają do wyobraźni i zdają się lepiej oddawać charaktery Fafhrda i Szarego Kocura. Niestety także w innych wymiarach obie części tomu odstają od siebie w ten sam sposób.
Mniej udane pierwsze podejście
W zasadzie pod każdym względem starsze z komiksów z niniejszego zbioru prezentują się gorzej. Tyczy się to warstwy wizualnej, ale także scenariusza czy sposobu przedstawienia postaci. Zresztą nawet w wstępie Howard Chaykin wspomina: „teraz, kiedy na konwencie podpisuję te stare komiksy, muszę się powstrzymać przed wzdrygnięciem na widok mojej nieudolności […]”.
Pod kątem kreski ilustracje Chaykina są zdecydowanie mniej dopracowane, a także nie tak miłe dla oka. Z kolei kreska Mignoli ma w sobie coś, co przykuwa uwagę czytelnika. Nie jestem fanem jego stylu, ale jednocześnie nie mógłbym szczerze i mocno go skrytykować. Dodać też warto, że projekty Sheelby i Ningauble’a (dwójki postaci, które pojawiają się kilka razy) od autora Hellboya są warte uwagi pomimo swojej prostoty (a może nawet dzięki niej).

Dwójka awanturników
W warstwie fabularnej czytelnicy otrzymali czternaście krótkich historii o przygodach pary awanturników. Barbarzyńca z północy – Fafhrd oraz jego zwinny towarzysz Szary Kocur chętnie mierzą się z przeciwnościami, a ich zamiłowaniu do walki równać się może bodaj tylko uwielbienie trunków oraz niewiast. Opowieści o ich wyczynach pełne są przekomarzania się ze sobą i okazywania brawury. Ponownie – nowsze z tych komiksowych etiud prezentują się w tym względzie lepiej. Być może wpływa na to nieco mniej ciekawy, archaiczny, styl narracji z lat 70.
Niektórym nasuwać się może pytanie czy Omnibus nie zyskałby na odchudzeniu i zaprezentowaniu jedynie pierwszych siedmiu historii. Myślę jednak, że nie byłaby to słuszna decyzja. W zaprezentowanej formie otrzymujemy przekrojowy przegląd przez komiksowe adaptacje kultowych tekstów Leibera. Bez względu na to czy jako czytelnicy docenimy starsze z wydanych historii, powinniśmy być świadomi ich wartości historycznej. Ten tom wiele by stracił, gdyby pozbyć się z niego etiud stworzonych przez O’Neila i Chaykina. W zaprezentowanej formie zaś każdy może ocenić czy i jak szybko chce się zapoznać z całością materiału.

1Rzecz jasna nierówne części nie mogą być uznane za połowy, ale potraktujemy to jedynie jako figurę retoryczną.