Czy połączenie polityki i superbohaterszczyzny może dać nam ciekawy komiks? Charles Soule podjął rękawicę i postanowił pokazać nam efekty w trzecim tomie serii Daredevil. Znowu w czerni.
Diabły nie mają lekko…
Wilson Fisk, znany także jako Kingpin, zostaje burmistrzem Nowego Jorku. Taka sytuacja nie podoba się wielu osobom — a w szczególności Mattowi Murdockowi. Ten zamierza w jakiś sposób zakończyć polityczną karierę swojego odwiecznego rywala. Nieoczekiwanie jednak Matt otrzymuje propozycję objęcia stanowiska… zastępcy burmistrza, a oferuje mu je sam Fisk! Oczywiście nie jest to bezinteresowny gest — za całą ofertą kryje się podstęp. Mimo to Daredevil decyduje się wykorzystać swoją nową pozycję do własnych celów, zwłaszcza że były gangster wprowadza ustawę nakazującą aresztowanie wszystkich zamaskowanych superbohaterów działających w mieście. Kingpin nie zapomina też o dawnych rywalach – takich jak Owl czy Hammerhead – których stara się usunąć z drogi. Tymczasem do Hell’s Kitchen powraca Muza, a wkrótce pojawia się również Dłoń, co oznacza, że Daredevil ponownie staje do walki. Na szczęście tym razem nie będzie sam. To jednak nie koniec jego problemów – wkrótce wychodzi na jaw, że wybory zostały sfałszowane, a na scenie pojawia się brat bliźniak Matta – Mike. Nasz bohater ma więc naprawdę ręce pełne roboty…

Nie jesteś sam?
Trzeci tom Daredevil. Znowu w czerni ma wiele do zaoferowania — choć nie wszystko można ocenić jednoznacznie na plus. Charles Soule kontynuuje przede wszystkim wątek polityczny, w którym Kingpin zostaje burmistrzem oraz wraca do historii Muzy i Blindspota. Oba te elementy wypadają bardzo dobrze i są ciekawie rozpisane. Ważniejszy jest oczywiście ten pierwszy, ponieważ łączy odwiecznych wrogów w dość niecodzienny sposób — Murdock i Fisk mają bowiem ze sobą współpracować. To właśnie w tym aspekcie Soule zasługuje na największe pochwały.
Wszystko jest dokładnie takie, jak fani mogliby sobie wyobrazić. Mamy świetnie zaplanowaną intrygę uknutą przez nowego burmistrza i jego prawą rękę, Wesleya, w którą Matt wchodzi z pełną świadomością, wierząc, że uda mu się wszystko odwrócić i przekuć na swoją korzyść. Atutem bohatera jest to, że jego przeciwnik nie ma pojęcia, iż to on jest Daredevilem, co pozwala mu swobodnie korzystać ze swoich nadzwyczajnych zmysłów. Relacja między oboma panami została oddana rewelacyjnie. Obserwujemy, jak potrafią grać swoje role przed opinią publiczną — udawać współpracę, a prywatnie okazywać sobie pogardę i nieufność. To ich gra, w której każdy wierzy, że to on będzie zwycięzcą. Jest w tym też nuta wzajemnego szacunku i ostrożności. Emocje między nimi dosłownie wylewają się z kadrów.
Drugi ze wspomnianych wątków to domknięcie historii Muzy i Blindspota, które prowadzi do pojawienia się w Nowym Jorku klanu Dłoni. Tu również jest na co popatrzeć — Soule świetnie pokazuje skalę zagrożenia, jakie niesie ze sobą najazd nieumarłych ninja. Mamy tu ogromne, widowiskowe starcia w iście superbohaterskim stylu, a także szybkie zawiązanie drużyny obrońców miasta, w której znajdziemy m.in. Spider-Mana, Moon Knighta i Luke’a Cage’a, dowodzonych oczywiście przez Daredevila. Ciekawym pomysłem jest też chwilowe zjednoczenie złoczyńców, którzy w obliczu wspólnego zagrożenia potrafią współpracować.
Szkoda jednak, że ten potencjał nie został w pełni wykorzystany. Dostajemy piękne sceny zawiązania drużyn i ruszenia do akcji, ale później przez długi czas nie widzimy właściwie nikogo poza naszym Diabłem. Oczywiście to on jest głównym bohaterem, jednak można było poświęcić trochę miejsca także jego sojusznikom. Zmarnowano okazję do naprawdę epickiej potyczki.
Nie sposób też nie zadać sobie pytania: gdzie w tym wszystkim są inni superbohaterowie? Oblężony Nowy Jork aż prosi się o interwencję Avengers! Przyjmijmy, że cała akcja trwała zbyt krótko, by zdążyli zareagować, a Tony Stark był akurat poza domem. Ale trudno zrozumieć, czemu nikt – nawet Kapitan Ameryka – nie protestuje, gdy Kingpin wydaje prawo nakazujące aresztowanie wszystkich zamaskowanych herosów. Czy naprawdę wszyscy uznali to za dobry pomysł? Trochę to nielogiczne.
Pod koniec tomu dostajemy jeszcze wątek, w którym Murdock odkrywa fałszerstwo wyborcze Fiska i zwołuje grupę mającą pomóc w ujawnieniu prawdy. Poznajemy tu m.in. mutanta Readera, którego moce są dość osobliwe – codziennie może on przeczytać trzy rzeczy, które stają się rzeczywistością, choć każda kolejna jest coraz mniej dokładna. W efekcie do życia powołany zostaje Mike Murdock – brat bliźniak Matta. Kto zna dobrze historię Daredevila, ten wie, że Matt kiedyś sam udawał swojego fikcyjnego brata, ale teraz Mike staje się prawdziwą postacią. I choć wiem, że to Marvel – świat pełen klonów, magii i wskrzeszeń – ten wątek do mnie nie trafia. Mike wydaje się mało ciekawy i niewiele wnosi do historii. Co gorsza, pojawia się też w innych częściach serii i tam również nie potrafi wzbudzić większego zainteresowania.
Tom kończy się jednak bardzo mocnym akcentem – wypadkiem Daredevila i jego operacją, podczas której bohater doświadcza serii wizji z przeszłości. To surrealistyczne, ale intrygujące zakończenie, które przywraca album na naprawdę wysoki poziom.

Nie tylko w czerni
Za warstwę wizualną trzeciego tomu Daredevil. Znowu w czerni odpowiadają Stefano Landini, Mike Henderson oraz dobrze już znany z poprzedniego tomu Ron Garney. Swoją cegiełkę dorzucił też Phil Noto, o którym jednak za chwilę.
Garney ponownie potwierdza, że jego styl doskonale pasuje do świata Daredevila – mocna, gruba kreska, pełne detali kadry i ciężki, mroczny klimat idealnie oddają atmosferę Hell’s Kitchen. Świetnie wypadają zwłaszcza sceny z udziałem nieumarłych ninja – są dynamiczne, brutalne i bardzo czytelne. Widać też, że artysta potrafi doskonale uchwycić emocje postaci, co tylko wzmacnia dramaturgię scen. Cieszy również fakt, że Landini i Henderson utrzymują zbliżoną stylistykę. Choć wprawne oko bez trudu zauważy różnice, to jednak rysunki tworzą spójną całość, zachowując ciągłość wizualną serii. Ich prace są dopracowane, postacie wyraziste, a kadrowanie przemyślane — dzięki temu komiks ogląda się bardzo przyjemnie.
Na osobne wyróżnienie zasługuje natomiast Phil Noto, który odpowiada za część zatytułowaną Śmierć Daredevila. Choć wcześniej również pojawiał się w serii, tym razem mógł pozwolić sobie na więcej swobody. Noto tworzy bardziej pastelowy, niemal oniryczny świat – zupełnie inny niż surowa, mroczna estetyka wcześniejszych części. Nadal nie brakuje tu scen walki i przemocy, jednak ich wydźwięk jest inny – bardziej symboliczny i emocjonalny. Ten odmienny styl działa doskonale jako pomost między dotychczasową serią a nowym etapem w życiu Matta Murdocka. Na dłuższą metę taki klimat pewnie nie sprawdziłby się w historii o Diable z Hell’s Kitchen, ale jako chwilowa odskocznia i wizualne domknięcie pewnego rozdziału wypada znakomicie.

Dzięki, Charles
Podobnie jak dwa poprzednie tomy, także i ten został przygotowany przez wydawnictwo Egmont w twardej oprawie. To naprawdę obszerny album – liczy aż 432 strony.
Oprócz samej historii znajdziemy tu sporo dodatków, które z pewnością ucieszą fanów. Tradycyjnie nie zabrakło zbioru alternatywnych okładek – szkoda jedynie, że tym razem umieszczono po dwie na jednej stronie, przez co są nieco mniejsze. Z drugiej strony, dzięki temu możemy zobaczyć ich więcej, co jest miłym kompromisem.
Na początku tomu znajduje się krótkie streszczenie poprzednich wydarzeń, bardzo ogólne, ale wystarczające, jeśli niedawno sięgaliśmy po wcześniejsze części. To przydatne przypomnienie dla tych, którzy chcą od razu wejść w akcję bez sięgania po poprzednie tomy.
Pod względem dodatków największe brawa należą się polskiemu wydawcy za zamieszczenie przetłumaczonych listów twórców Daredevila. Charles Soule, który prowadził ten run, żegna się w tym tomie z serią i zostawia czytelnikom osobiste podsumowanie swojej pracy. Ron Garney, Phil Noto i Devin Lewis skierowali zaś swoje podziękowania i ukłony w stronę Soule’a — chwalą go i dziękują za współpracę oraz wkład w projekt. To miły, osobisty akcent, który dodaje wydaniu wartości.
Blisko ideału?
Daredevil. Znowu w czerni – tom 3 to lektura, która ma sporo do zaoferowania: sprytne połączenie polityki i superbohaterszczyzny, świetnie poprowadzoną relację Murdock–Fisk, widowiskowe starcia z Dłonią oraz kilka mocnych, emocjonalnych momentów na finiszu. Soule potrafi budować napięcie i intrygę, ale nie wszystkie wątki wypadają równie przekonująco — miejscami widać też zmarnowany potencjał, by uczynić tom jeszcze lepszym.
Oprawa graficzna stoi na wysokim poziomie — Garney, Landini i Henderson tworzą mroczny, pełen detali Hell’s Kitchen, a Phil Noto dostarcza ciekawą, pastelową odmianę w jednym z rozdziałów, która działa tu jako udany most narracyjny. Wydanie Egmontu imponuje objętością i dodatkami, a listy twórców są miłym, ludzkim bonusem. Soule żegna się więc z Diabłem z Hell’s Kitchen w świetnym stylu i ustawia poprzeczkę wysoko dla swoich następców.
