Piąty element czy Gwiezdne wojny?
Autor tego komiksu odrobił zadanie domowe z popkultury. Czerpie z niej pełnymi garściami, rozbudowując szalone wizualne nagromadzenie tropów i must have’ów składające się na krajobraz ostatniego miasta na Ziemi. To Nowy Jork z Siedem, mroczny i drapieżny, ale też kolorowy i pełen dziwacznych istot, które na pewno kiedyś jechały taksówką Korbena Dallasa. Błądzenie wzrokiem po tych krajobrazach przyniesie wam mnóstwo radości. Uważajcie też na zabytki — bo choć Dystopolis jest końcem świata w sensie ścisłym, nie zapomina jego szlachetnej historii!
Zarówno fruwające pojazdy, jak i wtręty z XIX wieku czy nawet starożytności mają głębokie uzasadnienie w tym, jak funkcjonuje miasto Vandepitte’a i jego elity. O tak, to kryminał policyjny w stylu lat 90., nie obejdzie się bez komentarza społecznego. Jego mroki znacząco łagodzi ciepła kolorystyka komiksu, ale nawet radosne fiolety, czerwienie i ochry nie ukryją tego, że Dystopolis to akcyjniak pełen brudu i masakry.

Miasto totalne
Miel Vandepitte to młody rysownik, zadebiutował w 2021 komiksem Centralia. Historia polowania na Kanibala ukazała się trzy lata później. Troszeczkę poczujecie w Dystopolis, że autor jest rozwijającym się scenarzystą (całość nieco z nagła się kończy), ale ilustratorem fenomenalnym. To w warstwie rysunkowej najbardziej docenicie jego wyobraźnię i poczucie humoru oraz potencjał światotwórczy, dzięki któremu mógłby opowiedzieć nam o ostatnim mieście jeszcze wiele.
Dystopolis skojarzy wam się nie tylko ze wspomnianymi wyżej klasykami, poczujecie tu też echa serii o Valerianie i Laureline, Łowcy androidów czy… Miasta wyrzuków. Jak we wszystkich tych dziełach, metropolia i zamieszkujące ją tłumy są równoprawnymi bohaterami toczącej się opowieści. Czasem nawet bardziej intrygującymi od tych, których widzimy na pierwszym planie. Vandepitte specjalnie na tych podstawowych wybrał sobie everymanów z twistem: ambitnego młodego policjanta i jego bardziej doświadczonego kolegę z mocno zaniedbanym PTSD.
Przyznam się, że wybrałam sobie ten komiks ze względu na tłumaczkę. Olga Niziołek, specjalistka od niderlandzkiego, wspomniała o tym tytule podczas swojej prelekcji na Pyrkonie 2025 – był jednym z przekładowych wyzwań: jak spolszczyć nie tylko idiom (w oryginale chodzi o drewno, u nas analogiczna fraza dotyczy kaloszy), ale także wpleść go w dialog kończący się wizualną puentą. Wynik tej rozkminy znajdziecie w jednej z ilustracji w mojej recenzji. Język Vandepitte’a jest bardzo żywy i energiczny, ale też pełen dialogów toczących się trochę równolegle (różnorodne postaci niekoniecznie się nawzajem słuchają), potrzebował więc dobrej tłumaczki.

Wpadnij do Dystopolis, mamy śmieci
Ważnym tematem, dzięki któremu wątek dystopijny staje się wyrazisty i uzasadnia tytuł, jest ekologia, a konkretnie recykling śmieci, największego skarbu dwóch miast składających się de facto na to ostatnie: tego Ponad i tego Pod. Tak, słyszycie tu echa Wehikułu czasu, ale także współczesnych nam urbanistycznych kryzysów sanitarnych. Jak się w tym wszystkim uplasował Kanibal i co jest największą zarazą metropolii — tę zagadkę zostawiam wam do odkrycia.
Komiks Vandepitte’a możecie czytać jak rozrywkowe science fiction pełne odniesień do innych dzieł i wizualnie smakowite (no, może poza fragmentami pokazującymi kanibalistyczne rozrywki). Pełne słownego i rysunkowego humoru. Złożone z masy cytatów jak tytułowe miasto. Możecie też zanurzyć się nieco w przedrostku „dys-” i przeczytać go jako rodzaj diagnozy naszej codzienności. Bo czy nie tym zajmowały się wszystkie pojawiające się tu klasyki fantastyki naukowej?
