Produkt wskrzeszony!
Trafiła mi się najciekawsza pozycja do zrecenzowania w tym roku. Tym razem nie mam do czynienia z jedną powieścią graficzną czy zbiorem kilku. Nie, to porządnie czasopismo komiksowe z aż czternastoma krótkimi powieściami graficznymi i do tego z publicystyką rozpisaną na około trzydzieści stron. Nie będę omawiał wszystkiego po kolei, bo wyszedłby z tego zbyt długi tekst, którego pewnie nikomu nie chciałoby się czytać. Zatem trochę standardowo opowiem o tych komiksach, dla których warto według mnie sięgnąć po Produkt 25, a także o elementach, które do mnie nie przemówiły. Najpierw jednak zdradzę Wam moją prawdziwą motywację – Krzysztof Nowak. Uwielbiam postapo i ciągle ciepło wspominam Futuro Darko. Co prawda liczyłem na nowy tom, ale skoro ów się nie pojawił, to rzuciłem się na Produkt 25, aby przeczytać najnowszą, krótką historię z tego uniwersum – Maniery. I zaiste, była to dla mnie czysta przyjemność. Z ciekawostek powiem, że ten komiks przypomina mi trochę Johna Wicka. A do tego musze zdradzić, że czuję się trochę źle z tym, że koniec końców Futuro Darko dostało ode mnie ocenę ogólną 6,6. Ale cóż, dopiero po czasie uświadomiłem sobie, że ciepło wspominam tę historię, no i przekonałem się do kreski Nowaka. Coraz bardziej mi się podoba, i to z tymi charakterystycznymi, długim nosami. Maniery były dla mnie głównym punktem programu i dla nich samych kupiłbym Produkt 25, gdybym nie dostał go do recenzji! Na szczęście dobrych powodów aby sięgnąć po ten magazyn komiksowy jest o wiele więcej.

Wiesiu, Bracia Brońscy, Rusałka, Osiedle Swoboda…
Przy okazji premiery nowego sezonu Wiedźmina od Netflixa, warto wspomnieć, że i do naszego swojskiego Wieśka, dobrze czasem podejść z humorem! Za scenariusz, krótkiego szorcika zamieszczonego w Produkcie 25 o białowłosym zabójcy potworów odpowiada Bartosz Sztybor. Chyba to już wystarczająca polecajka, co nie? A w tej opowieści jest naprawdę jajcarsko, bo ktoś zamienił księcia w jajo i to Wiesiu musi rozwiązać tę zagadkę, ryzykując przy tym, że zostanie zrobiony w… jajo! Wiedźmin, jest krótką, bardzo śmieszną i uroczo narysowaną przez Piotra Nowackiego historyjką. Rusałka. Szlak czerwonej nici od Kamili Król, jest natomiast klimatyczną, słowiańską opowieścią skoncentrowaną na postaci Welesa. No i ten styl graficzny po prostu przemówił do mnie od pierwszego kadru, za sprawą tej wszechobecnej zieleni… Ze śmieszniejszych opowieści warto wspomnieć o Jak zapierdala jamniczek? Nie miałem wcześniej styczności z Osiedlem Swoboda, ale w tym shorcie, pierwsza scena tak mnie rozbawiła (wielki plus za wygląd wspomnianego jamnika!), że do teraz na myśl o niej się po prostu uśmiecham. No i sam tytuł opowiadania, jak i imię jamniczka to czyste złoto. Nie mógłbym też nie wspomnieć o drugim komiksie postapokaliptycznym w tym zbiorze – Baby Day od Śledzia. Ciekawa wizja zmrożonego świata z zombiakami, ale to finał mnie dosłownie rozwalił! Naprawdę nie spodziewałem się, że Śledziu tak mnie jednocześnie zszokuje i rozbawi (dwie ostatnie strony czytałem z trzy razy, aby to przetrawić!).

Fantastyka, ale też i dramat
Oczywiście poza humorem i fantastyką znalazło się też miejsce na poważniejsze historie. Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej od Anny Krztoń są opowieścią o stracie dziadków, do tego z piękną i poruszającą finalną sceną. Szakszuka od Falauke, opowiada o trudnej i toksycznej relacji z ojcem, ale także o adaptowaniu się do nowych warunków (przeprowadzka z Polski do Tunezji). W moim odczuciu brakuje tutaj, jakiegoś rozwinięcia. Historia jest za krótka, przydałaby się jakaś puenta. Warto też wspomnieć o Beletrystyce od Roberta Sienickiego z autobiograficznym akcentem i zarazem zabawnym komentarzem na temat samego Produktu. Jest to jednocześnie najkrótszy komiks, bo mieści się raptem na czterech stronach, ale wcale nie jest gorszy od wcześniej wspomnianych. Swoją drogą warto dodać, że poza Futuro Darko, Rusałką i Wiedźminem mamy do czynienia z czarno-białymi powieściami graficznymi.

Wtopa?!
No dobrze, do tej pory się zachwycałem, ale czy jest komiks, który mi nie podszedł? Cóż, najmniej spodobała mi się Orcademia od Kasi Niemczyk. W moim odczuciu jest to historia dość płytka, za krótka i graficznie mocno przeciętna. Kompletnie mnie nie zaciekawiła, mimo tego, że jest to część większego projektu. Niewidzialna ręka, także mnie znudziła i trochę zmęczyła. Krótka opowieść o tajnej organizacji i chłopaku, który chce wyciągnąć na jej temat informacje od jednego z jej członków. Taka historia trochę sztampowa i wylatująca z pamięci zaraz po przeczytaniu. No dobra, to pora przejść do drugiej części tego magazynu, czyli publicystki. I tutaj jest gorzej niż z komiksami, bo w zasadzie prawie żaden tekst nie przypadł mi do gustu. Nie rozumiem na przykład, czemu mamy artykuł o filmie?! Wiadomo, że w czasopismach branżowych trafiają się polecajki odnoszące się do tytułów z innych nurtów popkulturowych. Niemniej, tutaj aż trzy strony poświęcono na tekst, odnoszący się do starego filmu pt. Nie oddychaj. Po co? A taki Danger: Diabolik… ta sama sytuacja. OK, w tle przewija się komiks, ale wciąż to jest artykuł przede wszystkim o filmie. Pasja według Wolverine’a, to natomiast dość specyficzne wynurzenia na temat komiksu Wolverine. Broń X. I też ten króciutki tekst do mnie zupełnie nie trafił.

Nie za dużo tej publicystyki?
Gusta są różne, więc może znajdą się osoby, które docenią element publicystyczny tego magazynu komiksowego. Na pewno panie zainteresują się tekstem Sylwii Kaźmierczak o historii polskich komiksiar. Pojawia się też ranking najlepszych powieści graficznych od naszych twórczyń. A do tego można rozwiązać śmieszny test, który wykaże, czy jest się bardzo „pojebaną osobą komiksową”. Najbardziej z całej publicystki spodobał mi się artykuł o komiksach superbohaterskich, które niejako zjadają swój własny ogon. Przemyślenia autora są dość podobne do moich, więc z jednej strony nic nowego nie wniosło to do mojego życia.Z drugiej strony miło poczytać, że ktoś inny też dostrzega te najistotniejsze wady powieści graficznych poświęconych kalesoniarzom. To tyle jeśli chodzi o tę część magazynu. Pozostaje mi ocenić jakość wydania. I tutaj mam dylemat, bo jeśli oceniać to dzieło, jako czasopismo, to w sumie ciężko się tu do czegoś przyczepić. Pozostało mi ewentualnie docenić wydzielenie wewnętrznej części okładki na autografy i wrysy autorów (według mnie, to trochę mało miejsca, ale liczy się gest).

Czy warto sięgnąć po czasopismo komiksowe?
Produkt 25, jest pierwszym magazynem komiksowym, który trafił w moje ręce. Choć zainteresowałem się nim ze względu na komiks Krzysztofa Nowaka, to jednak okazało się, że Produkt ma do zaoferowania wiele więcej. Poznałem naprawdę ciekawe komiksy pisane i rysowane przez zdolnych polskich artystów. Pod tym względem szczerze polecam wszystkim sięgnąć po ten tom, aby zobaczyć, jak dużo dobrych rzeczy nasi polscy komiksiarze mają do zaoferowania. Dla mnie Produkt 25 jest jednym z większych odkryć tego roku. Trzymam kciuki i szczerze kibicuję, aby na tym numerze nie zakończyła się publikacja tego kultowego czasopisma. Myślę, że nie tylko ja będę czekał na Produkt 26.
PS: Na dole prawie każdej strony są zamieszczone krótkie komentarze Michała Śledzińskiego, jego swoisty strumień myśli. Trochę ciężko powiedzieć, jak to czytać. Czy zacząć od tego lekturę, czy wrócić po przeczytaniu komiksu, a może najpierw przebrnąć przez wszystkie przemyślenia redaktora naczelnego? W każdym razie uważam, to za naprawdę świetny zabieg, a na dodatek dowiedziałem się sporo ciekawostek z naszego polskiego komiksowego podwórka.
Komiks do recenzji dostarczyło wydawnictwo Kultura Gniewu, za co bardzo dziękujemy, ale nie wpływa to na ocenę końcową produktu.